EN
19.04.2022, 12:48 Wersja do druku

„Ja tylko tu śpiewam Ja tylko tu stoję…”

„Kobieta i życie” Maliny Prześlugi w reż. Piotra Łukaszczyka, koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego, Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, filia we Wrocławiu, Instytutu Grotowskiego, Strefy Kultury Wrocław i Teatru Muzycznego Capitol oraz „Kobieta i życie” Maliny Prześlugi w reż. Jerzego Jana Połońskiego z Teatru WARSawy w Teatrze Ateneum w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Tobiasz Papuczys

Malina Prześluga w swoim tekście, pisanym mocno zrytmizowanym i niejednorodnym wierszem, stara się wejrzeć nie tylko w głąb kobiety, by dotknąć w jej wnętrzu i duszy najczulszych punktów, ale też w zachowania i sposoby funkcjonowania kobiet w społeczeństwie determinowane edukacją i metodami wychowania. W to, jak wiele niekiedy musi przeżyć upokorzeń i nacisków z różnych stron, by wreszcie siebie zaakceptować. Swój wygląd, swoją pracę i swój sposób na życie.

Zarówno w spektaklu wrocławskim wyreżyserowanym przez Piotra Łukaszczyka, jak i w warszawskim Jerzego Jana Połońskiego na plan pierwszy wysuwają się emocje pełne gniewu, wściekłości, frustracji, poczucia krzywdy, rozpaczy i żalu. Co prawda inaczej one wybrzmiewają w kameralnym przedstawieniu w Ateneum, w którym niekiedy ekspresja ponosi młode aktorki w tony zbyt patetyczne (wyjątkiem jest Kamilla Baar, która znakomicie wyczuwa frazę wypowiadanego tekstu i potrafi go bez żadnej egzaltacji wyartykułować bardzo prostymi, ale zawsze pochodzącymi z wnętrza środkami), a inaczej w przygotowanym na dużej scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego, w którym aktorom przychodzi łatwiej złapać tak ważny w tej materii literackiej wspólny oddech. Zresztą Łukaszczyk nie ograniczył się w obsadzie do samych kobiet, ale znalazł ciekawy sposób, by w jego inscenizacji pojawili się również mężczyźni. Sposób budowania sytuacji scenicznych z ich udziałem znakomicie narrację dopowiada i komentuje. Sama autorka w didaskaliach napisała: „Spektakl grany jest przez dowolną ilość Kobiet i Mężczyzn w dowolnym wieku…”.

W obydwu realizacjach czuje się jednak ogromną siłę, zaangażowanie i moc, które wynikają przede wszystkim z poczucia wspólnoty, bliskości i synergii. A to przekłada się na kontakt, jaki aktorzy osiągają z publicznością, która niczym w hipnozie pochłonięta jest atmosferą spektaklu od pierwszego słowa i każdego rozpoczynającego nową sekwencję działania. Oczywiście z racji możliwości przestrzennych tych ostatnich  jest więcej w przedstawieniu wrocławskim, w którym każdy aktor ma szansę zaistnieć również indywidualnie; w warszawskiej prezentacji solówek/monologów jest znacznie mniej, bo też Połoński większy nacisk położył na zbiorowe operowanie ciałami czterech aktorek i budowanie z nich różnej jakości konstelacji fizyczno-ruchowych. Stąd też u Łukaszczyka zdecydowanie więcej jest teatru, który może pozwolić sobie na chwilę wytchnienia, choćby wtedy, gdy aktorzy, a jest ich dziesięcioro (wszyscy świetni, zatem wymienię: Anna Błaut, Anna Kozłowska, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Katarzyna Pietruska, Jolanta Solarz-Szwed, Magdalena Taranta, Krzysztof Boczkowski, Albert Pyśk, Dominik Smaruj, Chrystian Talik), siadają naprzeciwko kamery i zastygają w bezruchu. Pewnie też i z tego powodu wrocławski spektakl jest bardziej inscenizacyjnie urozmaicony, nie unikając momentami nawet swego rodzaju lekkości (wymowna znaczeniowo choreografia Marty Wołowiec i muzyki na żywo Filipa Zawady i Alberta Pyśka), co oczywiście wcale nie znaczy, że efektowny, albowiem łatwiej realizatorom w takim ujęciu posługiwać się zabiegami symboliczno-metaforycznymi.

fot. Karolina Monwid-Olechnowicz

Połoński bardziej stawia na siłę rażenia, dlatego niewiele w warszawskiej  realizacji pauz i chwili na zastanowienie. Można odnieść wrażenie, że aktorki chcą jak najszybciej wyrzucić ten tekst z siebie, wreszcie przestać być tylko miłymi i ładnymi panienkami, których nikt jednak nie przygotował do przeżycia pierwszej miesiączki; dlatego strzelają frazami słów z szybkością karabinu maszynowego, jakby w ten sposób chciały podkreślić swoją całą złość i niezgodę na to, co jako kobiety muszą przeżywać z racji wbijających w kompleksy systemowych zakazów i ograniczeń. Stąd bardzo silnie wybrzmiewa w tym spektaklu sprawa aborcji i tego wszystkiego, co wydarzyło się podczas Strajku Kobiet, który był niezgodą na złamanie ich wolnościowego prawa. Na szczęście taka strategia reżyserska, by jak najdalej i jak najszybciej uciekać od tego, co najbardziej bolesne, bez próby oglądania się wstecz, nie zabija tego, co w gorzkim tekście Prześlugi jest przesłaniem w wydźwięku najważniejszym i domagającym się wciąż głębokiego przepracowania. Zwłaszcza na poziomie tkwiących w społeczeństwie stereotypów.

Tytuł oryginalny

„Ja tylko tu śpiewam Ja tylko tu stoję…”

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data publikacji oryginału:

18.04.2022