Logo
Recenzje

Gaśnica Brauna w rekonstrukcji procesu mordercy Narutowicza

15.12.2025, 14:42 Wersja do druku

„Proces Eligiusza Niewiadomskiego” w reż. Bartosza Szydłowskiego w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie. Pisze Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”.

fot. Karolina Jóźwiak / mat. teatru

16 grudnia mija 103 rocznica zamordowania prezydenta Gabriela Narutowicza przez fanatyka-nacjonalistę Eligiusza Niewiadomskiego. Związane z tym historyczne i współczesne tropy podejmuje spektakl Bartosza Szydłowskiego w krakowskiej Łaźni Nowej.

To jeden z najważniejszych spektakli tego roku. Kontynuuje nurt teatru społeczno-politycznego dyrektora Łaźni, czyli „Hamleta”, „Wałęsę w Kolonos” z Jerzym Stuhrem, „Konformistę 2029” (to już niedługo!), „Śniegiem” i tegorocznym „Czerwonym i czarnym”. Spektakli rozpiętych między portretowaniem kościelno-dworskich kamaryl, elit sprawujących przemocą władzę polityczno-ekonomiczną – a dramatem jednostki wyznającej wolność i fanatyzmem ekstremistów.

Ta ostatnia kwestia podjęta była już w „Śniegu” wg Pamuka, gdzie ofiarą fanatyka padał liberał. Podobnie jest w „Procesie Eligiusza Niewiadomskiego”, dramacie sądowym, opartym na „Procesie Eligjusza Niewiadomskiego o zamach na życie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabryela Narutowicza w dniu 16 grudnia 1922 r. odbytym w Sądzie Okręgowym w Warszawie dnia 30 grudnia 1922 roku”, który opracował w 1923 r. Stanisław Kijeński. Teraz adaptacji dokonał Łukasz Drewniak.

Proces Eligiusza Niewiadomskiego
W strefę spektaklu wchodzimy przez małą salę Łaźni Nowej, przechodząc przez scenografię sądowego dramatu, przeciskając się przez grupki aktorów i statystów, mijając sądowe ławy dla publiczności, świadków, oskarżonego i obrońcy, prokuratora, pełnomocnika rodziny oraz prezydium z sędziami (scenografia i kostiumy Jerzy Basiura).

Rekonstrukcję procesu oglądać będziemy jednak w dużej sali na ekranie w formie transmisji z towarzyszeniem muzyki na żywo Dominika Strycharskiego, tworzącego napięcie i aurę maligny Eligiusza Niewiadomskiego. Obraz jest monochromatyczny, czarno-biały. Daje efekt rekonstrukcji, filmu z przeszłości, ale też żałoby, a wyostrza też racje, by białe było białe, a czarne – czarne, bez mieszania dobra i zła.

Jednocześnie proces odbywa się „tu i teraz”, po sąsiedzku – za ścianą, co podkreśla powtórkę narastającej na polskiej scenie politycznej histerii. Reprezentuje ją choćby Grzegorz Braun, zdobywający coraz większe poparcie, który pokazał się na stadionie Legii z Januszem Walusiem, skazanym w 1993 r. na 30 lat więzienia za zamordowanie antyapartheidowego działacza. Czy to znaczy, że na politycznym można znowu zapunktować w polityce?

Zamordowanego prezydenta w historii III RP już zresztą mamy: Piotra Adamowicza z Gdańska, będącego solą w oku prawicy, ugodzonego na znienawidzonym przez radykalną prawicę finale WOŚP Jerzego Owsiaka.

W roli Eligiusza Niewiadomskiego, malarza-endeka, który zamordował w Zachęcie świeżo wybranego prezydenta II RP, mam wciąż w pamięci rozedrganego Marka Walczewskiego z filmu Jerzego Kawalerowicza. Teraz gra mordercę Krzysztof Zarzecki. W zbliżeniu kamery na oczy i usta aktora widzimy szaleństwo człowieka, którego stać wyłącznie na oderwaną od faktów, niemającą żadnego merytorycznego znaczenia litanię obsesji, opartą na endeckich paranojach. Zamach miał być na Józefa Piłsudskiego, który jest winny całemu złu odrodzonej Rzeczpospolitej (trochę przypomina to „winę Tuska” z piosenki Wojciecha Młynarskiego). Generalnie wszystkiemu winni są Żydzi i komuniści. Niewiadomski jak Makbet wyciąga dłoń przed siebie, patrzy na palce, które uruchomiły spust, miesza mu się wszystko z napięcia i nienawiści. Może widzi krew, którą przelał?

Oskarżyciele i obrońcy w „Procesie Eligiusza Niewiadomskiego”
Tyrady pełne obłędu fanatyka, który dał sobie prawo zabicia drugiego człowieka, przerywa niemrawo prezes sądu. W tej roli Leszek Piskorz, grający bezwolność lub skrywaną sympatię wobec oskarżonego, dominującą również pośród publiczności procesu. Rekonstrukcja tej części procesu mogłaby być zdecydowanie krótsza, również dlatego, że nie ma sensu oddawać cennego czasu scenicznego szaleńcowi – skoro nie chciał dożywocia, lecz karę śmierci.

Po zeznaniach świadków, w tym prezesa i wiceprezesa Zachęty (Krzysztof Głuchowski i Paweł Smagała) oraz sekretarza Narutowicza (świetny Przemysław Bluszcz), następuje najważniejsza i najmocniejsza część spektaklu. To wystąpienie prokuratora-oskarżyciela oraz pełnomocnika osieroconych dzieci Gabriela Narutowicza.

Prokuratora w niezwykle mocny sposób zagrał znakomity Tadeusz Huk, dla którego jest to powrót do teatru. Jego wystąpienie to miażdżąca Niewiadomskiego oracja, oparta na analizie, żelaznej logice i faktach. Padają informacje zaprzeczające propagandowym kłamstwom endeka o stagnacji w kraju. Przeczą temu liczby i procenty w zestawieniu danych: świadczą o rozwoju kraju. Podważają – tak jak dziś – argumenty demagogów i populistów.

Prokurator nazywa też Niewiadomskiego warchołem. To prawda, od której nie ma odwołania: endek jest najgorszym wcieleniem polskiej anarchii, która doprowadziła do rozbiorów, a dziś mnoży fejki współgrające z propagandową neutralnością wobec Rosji, typową dla proputinowskiej oraz antyukraińskiej prawicy. To mentalność Targowicy, zaś histeria i radykalizm przypominają chore emocje, jakie wyrażał w swoich ostatnich książkach Jarosław Marek Rymkiewicz, zwłaszcza w „Samuelu Zborowskim”, wzywając do anarchii.

Martyrologiczne rejwy
Znakomity jest również Andrzej Kłak w roli pełnomocnika rodziny Narutowicza, podnoszący fakt zamordowania ojca, głowy rodziny i plastycznym gestem kreślący granicę między dobrem a złem. Bardzo dobrze zacieranie jej zagrał w roli obrońcy Niewiadomskiego Jacek Romanowski. Powrót dawnych aktorów Starego – Huka, Fabisiaka, Romanowskiego – to dodatkowy bonus dla widzów.

Ale najbardziej poruszająca jest autorska scena finałowa. Łączy wspomnienie pogrzebu Niewiadomskiego i mowę pożegnalną jego żony (Małgorzata Lipczyńska), zaś opętańcze rejwy uczestników konduktu przed przebóstwionym portretem mordercy kreują mordercę na prawicowego męczennika-świętego.

Żałobnicy przynoszą kwiaty, stawiają świece, a także gaśnice – jak wiadomo jedną z takich gaśnic Braun zdemolował święto Hanuki w Sejmie. Oglądamy paroksyzmy fanatyzmu, niczym nieumotywowanej martyrologii, fascynacji śmiercią i pogardy dla życia zwolenników innych wartości. Nie brakuje aury festynu – serwowane jest piwo Niewiadomski.

Pointa należy do Andrzeja Seweryna, który w wideo nagranym w Zachęcie przypomina wiersz Juliana Tuwima „Pogrzeb prezydenta Narutowicza” z frazami „Krzyż mieliście na piersi,/ a browninga w kieszeni./ Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie”.

Dokumentalne zdjęcia półnagiego Narutowicza z prosektorium obrazują, czym kończy się fanatyzm – bez względu na odcienie i barwy, pod każdą szerokością geograficzną.

Tytuł oryginalny

„Gaśnica Brauna" w rekonstrukcji procesu mordercy prezydenta Narutowicza

Źródło:

„Rzeczpospolita” online

Link do źródła

Autor:

Jacek Cieślak

Data publikacji oryginału:

14.12.2025

Sprawdź także