Jak zapowiedział, tak zrobił. Mateusz Matyszkowicz, dyrektor Teatru im. J. Osterwy po niemal miesiącu urzędowania zorganizował śniadanie prasowe. Trzeba przyznać, że umie w PR. Wyposażył dziennikarzy w swój autorski program funkcjonowania teatru (publikujemy go na końcu), który przedstawił podczas konkursu i który dał mu wygraną. To rzecz jak na lubelskie standardy dość nietypowa. Matyszkowicz zabrał też dziennikarzy do dawnej sali Filharmonii Lubelskiej, która od niemal 30 lat pozostaje zamknięta na klucz.
„Publiczność ważniejsza niż głosy krytyków”
Ale na śniadaniu najwięcej było o repertuarze. – Są różne sposoby tworzenia repertuaru. Bardzo bałbym się sytuacji, w której byłby on układany według kolejności tego, kto dostał się do gabinetu dyrektora albo według tego, co akurat się nawinęło. Wtedy nie mielibyśmy ani satysfakcji artystycznej, ani poczucia, że dajemy widzowi spójny repertuar – mówił Mateusz Matyszkowicz.
Od kolejnego sezonu repertuar ma być tworzony dwuetapowo. Najpierw powstanie strategia repertuarowa na dany sezon, określająca potrzeby programowe teatru, jeszcze bez wskazywania konkretnych tytułów, autorów czy twórców. – W tej strategii definiujemy, czego oczekujemy. Jakich sztuk potrzebujemy. Jeszcze bez mówienia o konkretnych tytułach i autorach, bez wskazywania twórców, których zaprosimy. Chodzi o określenie potrzeb programowych wynikających zarówno z naszych ambicji artystycznych, jak i oczekiwań widzów – tłumaczył dyrektor.
– Będzie też strategia publiczna. Dzięki temu twórcy, którzy chcieliby z nami współpracować i składać swoje propozycje, będą wiedzieli, czego teatr w danym sezonie szuka. Czy będzie to reinterpretacja tragedii antycznej, nowa polska farsa, czy ciekawa adaptacja klasyki europejskiej. Chciałbym, żeby ta strategia odzwierciedlała zarówno nasze ambicje artystyczne, jak i potrzeby widowni. To oznacza konieczność zachowania równowagi.
Sezon artystyczny teatru kierowanego przez Matyszkowicza będzie zawsze sezonem z tragedią antyczną. W planach jest Sofokles i Trylogia Tebańska. – „Antygonę” przygotowuje reżyser Tomasz Cyz – zdradził dyrektor. Będzie też „żelazna klasyka europejska”: Szekspir, Molier i Strindberg oraz kanon literatury polskiej.
– Juliusz Osterwa miał takie hasło: „gramy tylko polskie”. To jest wspaniałe hasło. Myślę, że w polskim teatrze brakuje dobrych interpretacji klasyki polskiej. One się pojawiają, ale nie ma ich za dużo – mówił dyrektor. Zdradził, że zobaczymy „Operetkę” Witolda Gombrowicza, nad którą już pracuje Jarosław Kilian.
Tym, co już majaczy na horyzoncie, jest zaplanowana na 7 listopada premiera „Niebezpiecznych związków” w reż. Przemysława Stippy. Stippa znany jest w Osterwie doskonale, bo wystąpił gościnnie w głośnym spektaklu „Sen nocy letniej” w reżyserii Artura Tyszkiewicza, którego premiera odbyła się 22 czerwca 2012 roku.
– To okazja, żeby na nowo przedstawić tę historię lubelskiej publiczności i poważnie z nią porozmawiać. Pokażemy świat zdestruowany, zniszczony, w którym ludzie próbują mimo wszystko utrzymać się w pionie. Będą musieli zmierzyć się z próbą ocalenia tego, co najpiękniejsze i co wiąże się z najwspanialszym uczuciem, jakiego może doświadczyć człowiek, czyli z miłością – mówił Przemysław Stippa.
Patrząc na repertuar przez pryzmat ilościowy dyr. Matyszkowicz zobowiązał się do siedmiu premier w ciągu jednego sezonu artystycznego – cztery duże produkcje na scenę główną i trzy formy mniejsze na scenę kameralną (Scena Reduta i Teatr Osterwy w Drodze). W sezonie artystycznym 2026/27 przewidziano trzy premiery. Oprócz „Niebezpiecznych związków” zobaczymy „Lot nad kukułczym gniazdem” (reż. Paweł Aigner) i „Szklaną menażerię” (reż. Kuba Kowalski).
Będą też gatunki lżejsze. Matyszkowicz planuje jedną farsę lub lekką komedię oraz trzy mniejsze, kameralne albo eksperymentalne realizacje, przede wszystkim na Scenie Reduta i w ramach projektu „Teatr Osterwy w drodze”. Jeśli o Reducie mowa, to już teraz aktor Daniel Salman przygotowuje monodram oparty na notatkach Juliusza Osterwy dotyczących mickiewiczowskich „Dziadów”.
Dyrektor wyznaczył sobie również konkretne cele ekonomiczne. W ciągu pierwszych trzech lat chce zwiększyć frekwencję o co najmniej 20 proc. wobec średniej z lat 2024-2025, czyli dojść do około 38-40 tys. widzów rocznie. Co istotne, jak zaznaczył w swoim programie, „publiczność jest ważniejsza niż głosy krytyków”. Przychody ze sprzedaży biletów mają wzrosnąć o minimum 25 proc., a średni wskaźnik eksploatacji spektakli o co najmniej 15 proc.
Szkoła dramaturgii, czyli prapremiera dla najlepszych
Pomysłem Matyszkowicza jest, by Lublin zyskał szkołę dramatopisarstwa. Jej siedzibą miałby być oczywiście Teatr Osterwy. – Zapraszam do tego wszystkich. Chciałbym, żeby około dziesięciu młodych mieszkańców Lublina i Lubelszczyzny miało szansę pracować w teatrze indywidualnie z tutorami, uznanymi nazwiskami dramatopisarzami, a także scenarzystami, którzy pomogą im wejść w zawód, nauczyć ich czuć dramaturgię – mówił Matyszkowicz. Opiekę merytoryczną nad uczniami sprawować ma teatrolog i literaturoznawca Jarosław Cymerman oraz scenarzysta teatralny i filmowy, Wojciech Tomczyk.
Szkoła ma działać przez cały rok kalendarzowy, a celem uczestników będzie napisanie autorskiego tekstu. – Elementem tej rocznej pracy będzie także tygodniowe zgrupowanie uczestników z aktorami. Dzięki temu początkujący twórcy będą mieli szansę sprawdzić fragmenty swoich tekstów na scenie, pracując nad nimi wspólnie z zespołem aktorskim. Co roku będziemy wybierali jeden najlepszy tekst. Jedna z tych dziesięciu osób otrzyma szansę na prapremierę swojego utworu na scenie Reduty – mówił szef teatru.
Nabór do szkoły dramaturgii ma być otwarty. Selekcja odbędzie się na podstawie nadesłanych do teatru własnych próbek scenariuszy.
Osterwa w 2029 – póki co ogólnie, ale już subregionalnie
Dla lubelskiej kultury kluczowy jest rok 2029 – wtedy Lublin będzie pełnił honory Europejskiej Stolicy Kultury. – Na razie program jest ogólny, ale w 2029 roku program teatru będzie oparty na międzynarodowych koprodukcjach. Lublin jest przecież miastem Unii Lubelskiej i możemy to potraktować twórczo – zaznaczył Matyszkowicz i zapowiedział współpracę z teatrami litewskimi, łotewskimi, czeskimi, ukraińskimi, rumuńskimi i niezależnym teatrem opozycyjnym na Białorusi. Hasłem przewodnim tej współpracy ma być hasło: „Lublin jest w sercu Europy”.
Do Osterwy wjeżdża jazz
Z naszych ustaleń wynika, że trwający prawie 6 lat cykl „Jazz w CSK” nie będzie kontynuowany. Życie jednak nie znosi próżni i wkrótce muzyka synkopowana wybrzmi w Teatrze Osterwy. – Wjeżdża tutaj jazz. Jazz ze słowem. Lublin ma bardzo żywe środowisko jazzowe i swoich wiernych słuchaczy. Z kolei teatr ma swoją wierną publiczność, która przychodzi po słowo. Dokonamy połączenia jednego z drugim: performatywnego czytania tekstów z interpretacjami jazzowymi. To będzie zupełnie nowa inicjatywa, którą już dopisałem do programu – zaznaczył dyrektor Osterwy.
Najlepszy teatr dramatyczny w Polsce
Wyartykułował też zdanie, które w razie niepowodzenia może być mu przypominane. – Naszym głównym celem jest budowa najlepszego teatru dramatycznego w Polsce – stwierdził. Jego zdaniem, by cel osiągnąć wcale nie trzeba przejęcia teatru przez obcych (w domyśle – aktorów gościnnych), bo można to zrobić tymi siłami, które już są. Swoją rolę dyrektor sprowadził przy tym do… hydraulika.
– Jestem hydraulikiem. Kimś, kto ma przeczyścić rury i zbudować sprawny system, którym popłynie woda. A tą wodą są twórcy i ich energia. Moim zadaniem jest tej energii nie przeszkadzać, tylko zbudować taką architekturę teatru, żeby każda z tych twórczych energii znalazła dla siebie przestrzeń i ujście – stwierdził.
Drzwi otworzone po 30 latach
Szef Osterwy zabrał dziennikarzy do skrzydła budynku od strony ul. Kapucyńskiej. Pierwotnie mieściła się tam sala balowa, później Towarzystwo Muzyczne i Szkoła Muzyczna, a następnie przez wiele lat odbywały się tam koncerty Filharmonii Lubelskiej. Potem sala została zamknięta na cztery spusty, a dziennikarze mogli zajrzeć do niej dopiero teraz – po 30 latach. Powiedzieć, że czas odcisnął na niej swoje piętno, to nic nie powiedzieć. Dyrektor Matyszkowicz dostrzegał przy tym pewien paradoks. – Ta sala nie funkcjonuje dla teatru i to jest ogromny problem. Z jednej strony potencjał programowy w teatrze jest, z drugiej strony nie ma na to przestrzeni, choć przecież ona jest.
Przypomnijmy, że niemal rok temu jego poprzednik Krzysztof Adamczuk, snując plany wyprowadzki teatru na czas wielkiej modernizacji, snuł też świetlane perspektywy przed tą salą. – Być może dawna filharmonia, niefunkcjonująca od 30 lat, wróci do historycznych wydarzeń. Może wrócimy do balów, do ważnych wydarzeń, które tutaj kiedyś miały miejsce – mówił na antenie Radia Lublin.
Rozmowa o wielkiej modernizacji przełożona na październik
A skoro o modernizacji mowa, to pytania o Teatr Osterwy u progu nowego sezonu artystycznego są także pytaniami o jej dalsze losy. A te wciąż pozostają niepewne. W lutym ubiegłego roku placówka wycofała wniosek o unijne dofinansowanie inwestycji. To była bardzo zła wiadomość, tym bardziej że sytuację dodatkowo komplikował narastający spór z projektantem, czyli pracownią AMC Chołdzyński.
Na osłodę Krzysztof Adamczuk zawarł z projektantem ugodę. Na jej mocy ten jeszcze we wrześniu ma przekazać teatrowi gotową dokumentację projektową. – Dopiero w momencie, w którym ten dokument oficjalnie zostanie przekazany, będziemy mogli realnie mówić o inwestycji. Dlatego konkretną rozmowę na temat przyszłości inwestycji i jej kształtu przełożymy na październik – wyjaśnił Matyszkowicz. Rzecz jasna, na kolejnym śniadaniu prasowym.
Siłą rzeczy „coś” jednak o modernizacji Matyszkowicz powiedział, m.in., że będzie walczył o pełne środki, na całkowitą modernizację teatru, ale gdyby to się nie udało, nastąpi segmentowanie procesu wedle priorytetów. – Pierwszym jest, wiadomo, bezpieczeństwo tego budynku, a drugim zwiększenie przestrzeni do działalności teatru – zaznaczył.