EN
30.11.2021, 15:22 Wersja do druku

"Hamer", reż. Justyna Sobczyk

"Hamer" wg scen. Karoliny Hamer i Magdaleny Staroszczyk w reż. Justyny Sobczyk, koprodukcja Teatru 21 i STUDIO teatrgalerii w Warszawie. Pisze Marcelina Obarska w portalu Culture.pl.

fot. Grzegorz Press

"Hamer" jest kameralnym spektaklem o dużej mocy. To przykład praktycznej realizacji głoszonych przez Teatr 21 postulatów dotyczących dostępu do sceny, reprezentacji i sprawczości osób z niepełnosprawnościami. Ale to także przyczynek do namysłu nad konstruowanymi społecznie pojęciami niepełnosprawności i sprawności oraz napięciem między nimi.

Karolina Hamer jest pływaczką, wielokrotną reprezentantką Polski na Mistrzostwach Świata i Europy oraz na Igrzyskach Paraolimpijskich. Karierę sportową zakończyła trzy lata temu ze 173 medalami na koncie. Jest także aktywistką i działaczką społeczną. Spektakl "Hamer" w reżyserii Justyny Sobczyk powstały w partnerstwie z Teatrem 21 to dla niej sceniczny debiut, choć jej swoboda, pewność siebie i umiejętność nawiązania kontaktu z widownią nie zdradzają oznak niewielkiego performatywnego doświadczenia. Sportowczyni mierzy się z formułą sit-upu (stworzoną na potrzeby spektaklu nową konwencją performatywną "odbijającą się" od znanej komediowej formuły stand-upu) niczym z kolejnym wyzwaniem, których w swojej karierze miała zapewne bardzo wiele. Ale w tym spotkaniu z wyzwaniem, jaką jest nowa rola, nie widać wysiłku zmagania się. Wydaje się, że Hamer w środowisku scenicznym czuje się – nomen omen – jak ryba w wodzie. A przecież debiut, który jest zarazem występem solowym w dodatku opartym na własnej biografii (scenariusz współtworzony był przez Karolinę Hamer i dramaturżkę Magdalenę Staroszczyk) mógłby być dla wielu osób nieco onieśmielający.

Sit-up rozgrywa się w przestrzeni Sceny Modelatornia zwanej również Izolatką: biało-seledynowe ściany z dziwnymi wysoko umieszczonymi hakami i czarna epoksydowa podłoga tworzą wrażenie chłodu, sterylności. "Ta scena wygląda jak prosektorium albo basen", mówi Karolina Hamer w trakcie spektaklu. Z chłodem przestrzeni kontrastuje plastyka przedstawienia według projektu Magdaleny Łazarczyk: intensywnie różowe podium, wysadzane diamencikami złote kule (zwane przez bohaterkę "insygniami władzy") czy stylizujący Hamer na raperkę kostium – srebrna połyskująca bluza z kapturem i luźne spodnie z tego samego materiału oraz "kajdan" – łańcuch z inicjałami performerki. W "Hamer" jest sporo żartu i dystansu do siebie, co łączy formułę sit-upu ze stand-upem – jest też (a może przede wszystkim) miejsce na zupełnie poważną refleksję wokół pojęć sprawności i niepełnosprawności. W wydanej w październiku tego roku książce "Bydlęce brzemię. Wyzwolenie ludzi z niepełnosprawnością i zwierząt" (przekład Katarzyna Makaruk, Wydawnictwo Filtry) autorka Saunara Taylor – amerykańska malarka, pisarka i aktywistka, która z powodu artrogrypozy porusza się wyłącznie na wózku – wskazuje na wzrastającą popularność modelu społecznego w myśleniu o (nie)pełnosprawności i tworzeniu narracji na ten temat. Zgodnie z tym modelem "niepełnosprawność nie jest rezultatem upośledzenia, tylko tego, jak zostało urządzone społeczeństwo". Ten rodzaj myślenia – bliski także Justynie Sobczyk i Teatrowi 21 – nieuchronnie prowadzi do rozpoznania, że żyjemy w społeczeństwie silnie ableistycznym, w którym wzorcem i najwyższą, a zarazem jedyną doskonałą formą istnienia jest sprawne, ludzkie ciało (najczęściej także białe i heteronormatywne), a wszystkie inne sposoby bycia, funkcjonowania, poruszania się skazane są na podrzędność. W swojej książce Taylor dowodzi, że ableizm marginalizuje i deprecjonuje istnienie osób z niepełnosprawnościami i zwierząt w ramach tego samego systemu (jednocześnie podkreślając różnice w manifestacjach tej dyskryminacji wobec poszczególnych grup). Kiedy Karolina Hamer przeprowadzając miniquiz z publicznością, zadaje pytanie o miejsce ostatnich igrzysk paraolimpijskich, logo paraolimpijskie czy nazwiska występujących na tych zawodach sportowczyń lub sportowców, nie sposób nie pomyśleć o niepełnosprawności jako zjawisku w dużej mierze skonstruowanym społecznie, a o naszej rzeczywistości jako o takiej, w której przedrostek "para" odsyła do zjawiska podrzędnego, o mniejszej randze i widzialności, słabiej relacjonowanego w mediach. Choć dwie lub trzy osoby na widowni nieśmiało odpowiadają na niektóre z pytań, ma się wrażenie, że ten quiz ma nam – widzkom i widzom – coś istotnego pokazać. W pewnym momencie na pytanie o to, co różni igrzyska olimpijskie i paraolimpijskie pada odpowiedź "pieniądze". W ableistycznym świecie sponsorzy i reklamodawcy lgną do sfery, w której sport jest demonstracją zdolności normatywnych ciał.

Reżyserka Justyna Sobczyk niejednokrotnie podkreślała, jak istotna jest dla niej kwestia reprezentacji. Dlatego też w "Hamer" nie mamy do czynienia z "opowieścią o zjawisku", ale opowieścią konkretnej osoby o jej własnej historii. W ten sposób, jak ujęła to Sobczyk w rozmowie z Anną Sańczuk dla "Vogue’a", "problem zyskuje twarz". Spektakl uczula na wiele problemów, np.: konieczność udowadniania w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, że jest się nadal osobą niepełnosprawną, niewystartowanie w zawodach marzeń, bo zabrakło wystarczającej liczby chętnych, brak możliwości rozpoczynania treningów pół godziny wcześniej by mieć wystarczającą ilość czasu na dojście do szatni i przebranie się. Wyważone połączenie elementów autoironicznych czy wręcz kabaretowych (jak m.in. scena, w której trzy osoby z widowni zostają niejako "wrobione" w odegranie ceremonii wręczenia Karolinie Hamer statuetki Oscara) z faktami biograficznymi sprawia, że "Hamer" nie przechyla się w żadną ze stron. Debiutancki spektakl Karoliny Hamer traktować można jako jedną z form publicznego zabrania głosu we własnym imieniu.

Spektakl jest częścią programu Centrum Sztuki Włączającej – projektu Teatru 21. W tym przypadku realność owego procesu "włączania" polega także na obecności tłumaczki na język migowy. Na niewielkiej scenie jej obecność jest jeszcze bardziej wyrazista i skłania do zastanowienia się, dlaczego coraz częściej normą w teatrach są angielskie napisy, a nie tłumaczenie na język migowy.

"Hamer" kończy się mockumentalną wstawką – na ekranie wyświetlony zostaje spreparowany rekord z Wikipedii, definicja "sit-upu". To żart na do widzenia, choć skłaniający do całkiem ważkiej konkluzji: wiedza jest nieustannie wytwarzana, selekcjonowana i konstruowana, podobnie jak definicje "normy" i "odmienności".

Tytuł oryginalny

"Hamer", reż. Justyna Sobczyk

Źródło:

culture.pl
Link do źródła