Logo
Magazyn

Gorzki smak (cze)Kolady

9.03.2026, 08:22 Wersja do druku

Droga Kolady do teatru wcale nie była łatwa. Pochodził z prostej, biednej rodziny. Był synem traktorzystki i kierowcy, miał czwórkę rodzeństwa, w tym siostrę, która zmarła w dzieciństwie na zapalenie opon mózgowych. Pisze Jan Bończa Szabłowski w dodatku „Plus Minus” do „Rzeczpospolitej”.

fot. mat. teatru

Nikołaj Kolada był sumieniem współczesnej Rosji, bo Rosja w jego sztukach była daleka od przepychu i wielkich idei, zredukowana zwykle do ciasnego pokoju, gdzieś na prowincji, do kilku najprostszych przedmiotów i poniżonego człowieka. W Polsce był szanowany i podziwiany, nazywany często szamanem. Nasze teatry chętnie sięgały po jego utwory.

Nie wahał się malować rzeczywistości grubą kreską. Czasem wydaje się, że gdybyśmy nie wiedzieli, iż spektakl zrobił Rosjanin, moglibyśmy posądzić reżysera o antyrosyjskie fobie. Świat, w którym tkwili bohaterowie jego opowieści bywał często kwintesencją kiczu, utkaną z naszych wyobrażeń o Rosji. W katowickiej inscenizacji „Ożenku" Gogola były dywany, kilimy, ikony, malowane kwiaty. Postacie wystylizowane na matrioszki, a samowary stanowiły nie tylko niezbędny rekwizyt, ale też część „garderoby". Rosjanie w jego inscenizacjach ukazani byli w całej swej „cepeliowatości". Ale gdy przyjrzeliśmy się im bliżej, dostrzegaliśmy że ich śmieszności i małości są nam bliskie. Jego spektakle opowiadały o gorsecie konwencji, rytuałów, od których nie potrafimy się uwolnić, i nimi próbujemy zagłuszyć samotność i potrzebę miłości.

– Moje sztuki grane są w tak wielu teatrach, od Moskwy i Petersburga po niewielkie miasta i małe osady, więc trudno je przemilczeć – mówił mi podczas jednej z wizyt w Polsce. Rosję przedstawiał w krzywym zwierciadle, a mimo tego, jak wspominał z satysfakcją, jego sztuki były tam częściej wystawiane niż utwory Czechowa. Do Czechowa miał szczególną słabość, nie tylko dlatego, że cenił jego wnikliwą analizę ludzkiej duszy. W młodości jeden z filmowców uznał, że jest do twórcy „Wiśniowego sadu" bardzo podobny i nawet zagrał go w jakimś epizodzie.

Droga Kolady do teatru wcale nie była łatwa. Pochodził z prostej, biednej rodziny. Był synem traktorzystki i kierowcy, miał czwórkę rodzeństwa, w tym siostrę, która zmarła już w dzieciństwie na zapalenie opon mózgowych.

To, że urodził się w małej wsi Priesnogorkowka w Kazachstanie, pozwoliło mu lepiej dotrzeć do „skrzywdzonych i poniżonych".

Mówił mi: – Dla mnie ci ludzie są bliscy, znam ich sprawy. I za to często obrywam po głowie od krytyków, którzy mówią, że zajmuję się patologią, ludźmi z marginesu. Na szczęście całe życie słucham tylko siebie, nie tych, którzy wiedzą lepiej.

Pierwsza sztuka „Gramy w fanty" odniosła sukcesy w Moskwie i Petersburgu. Napisana w 1989 „Proca" zyskała popularność nie tylko w Europie, ale i w USA, otwierając Koladzie drogę do sławy. Miał w swym dorobku ponad 80 sztuk. Te najczęściej grane to „Meryłin Mongoł", „Martwa królewna", „Statek szaleńców", „Baba Chanel", no i „Proca".

Przeciwnicy określali jego dramaty słowem „czernucha", czyli przedstawiające wyjątkowo negatywny obraz prostego człowieka. Inni mówili jeszcze gorzej, czyli „pornucha", czyli coś, co jest dramaturgicznym „podgatunkiem". Na szczęście wielu dyrektorów teatru i reżyserów doceniało siłę tej dramaturgii i chętnie wprowadzało ją na sceny.

Udało mu się stworzyć swój prywatny teatr w Jekaterinburgu, poza układami politycznymi. Ze swoimi spektaklami objechał pół świata.

Kiedy w 2014 r. w warszawskim Teatrze Studio przygotowywał „Rewizora" Gogola, powiedział aktorom: „To spektakl o was. Jako ludzie wrażliwi czujecie się często poniżani przez reżyserów, dyrektorów, czasem też widzów. Ale to poniżenie przeżywa przecież każdy człowiek, nie tylko ze strony władzy, ale też przyjaciół i rodziny. A szczęście jest jak bańka mydlana lub balon, który zawsze można przekłuć".

Tytuł oryginalny

Gorzki smak (cze)Kolady

Źródło:

„Rzeczpospolita” nr 55

Autor:

Jan Bończa Szabłowski

Data publikacji oryginału:

09.03.2026

Sprawdź także