Marta Cienkowska, dotychczasowa wiceministra kultury i dziedzictwa narodowego z ramienia Polski 2050, po Hannie Wróblewskiej pokieruje Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zaniechania i problemy są ogromne. Pisze Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”.
– Jej atutem jest niespożyta energia (…) oraz pomimo młodego wieku duże doświadczenie potrzebne do działania w tym obszarze. Uważam, że to dobry strzał – powiedział o Marcie Cienkowskiej premier Donald Tusk, prezentując nowych ministrów.
Marta Cienkowska, czyli Polska 2050 przejmuje Ministerstwo Kultury
Ludzie kultury mieli zaś „powtórkę z rozrywki” z poprzedniej zmiany ministrów: kładli się spać utwierdzeni w przekonaniu, że resortem będzie kierować ktoś inny niż osoba, która faktycznie objęła stanowisko w dniu powołań, rano.
Tak było już poprzednio, gdy przy wymianie ministrów wieczorem „pewniakiem” był dotychczasowy wiceminister Andrzej Wyrobiec, zaś rano po nominację pojechała Hanna Wróblewska. Teraz do wieczora mówiło się o Aleksandrze Leo, zaś rano urząd przejęła właśnie Marta Cienkowska. Jak się okazało – pewne było tylko to, że za stanowisko wicepremiera partia Szymona Hołowni otrzymała do wyboru resort kultury, turystyki i sportu albo zdrowia.
Hołownia wybrał kulturę. Aleksandra Leo była w grze, ale ostatecznie miały zdecydować sprawy rodzinne (opieka nad małymi dziećmi), zaś – jak się mówi nieoficjalnie – wybór Marty Cienkowskiej miał wspierać Andrzej Wyrobiec: były wiceminister, ale wciąż z wpływami, bo choć oficjalnie kieruje Teatrem Bagatela w Krakowie, ma w CV stanowisko skarbnika i sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej oraz wciąż dobre relacje z Donaldem Tuskiem. To Wyrobiec miał też wcześniej wskazać Hannę Wróblewską.
Marta Cienkowska kojarzona z KPO
Marta Cienkowska była do tej pory wiceministrą kultury odpowiedzialną za Departament Funduszy i Spraw Europejskich i Departament Współpracy z Zagranicą. W praktyce oznaczało to sprawowanie pieczę nad programem KPO, który wedle wielu praktyków kultury, a i beneficjentów, był jednym wielkim chaosem.
Błędną decyzją było już wybranie na operatora Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca, który niekompetencją popisał się za rządów Piotra Glińskiego (PiS) i jego nominatów (odpowiadał wtedy za pandemiczny Fundusz Wsparcie Kultury m.in. z pieniędzmi, jak się okazało, dla gwiazd disco polo i czysto politycznym sekowaniem Teatru Polonia Krystyny Jandy).
Każdy, kto zajmował się resortem dłużej wiedział o tym, ale Marta Cienkowska zajmowała się wcześniej, jak mówi oficjalna biografia, „projektami kulturalno-edukacyjnymi w Polsce i za granicą. W latach 2012–2016 pełniła funkcję wiceprezesa Stowarzyszenia Międzynarodowych Inicjatyw Kulturalnych".
Wspierała organizacje pozarządowe działające w sektorze kultury, a produkowane przez nią spektakle teatralne były prezentowane we Francji, Niemczech oraz Chinach. Współpracowała m.in. z m.st. Warszawa, Fundacją Teatru Trans-Atlantyk, Parlamentem Europejskim i VVA Brussels Sprl.
Marta Cienkowska ukończyła studia na kierunku nauki polityczne ze specjalizacją zarządzanie europejskie na Uniwersytecie Warszawskim, a w 2014 r. uzyskała dyplom Polskiej Akademii Nauk w dziedzinie zarządzania kulturą w strukturach Unii Europejskiej oraz certyfikat High Performance Leadership od Instytutu Rozwoju Biznesu.
Marta Cienkowska i jej wyzwania w Ministerstwie Kultury
Do tej pory Marcie Cienkowskiej podlegał też Instytut Adama Mickiewicza, odpowiedzialny za kulturalną promocję Polski na świecie – tak się złożyło, że za rządów Hanny Wróblewskiej (kuratorki, byłej dyrektorki Zachęty) z przechyłem w stronę plastyki i sztuk audiowizualnych.
Cienkowska dziedziczy po Wróblewskiej w Ministerstwie Kultury naturalną tendencję do odmładzania branży i kadry dyrektorskiej (zmiana dyrekcji m. in. w Zachęcie i CSW Zamek Ujazdowski), ale też złą sławę rzekomych konkursów, które w odróżnieniu od wprost politycznych nominacji Piotra Glińskiego były zwłaszcza w sektorze teatru i oper teoretycznie dwustopniowymi konkursami, a w praktyce grą niejasnych kryteriów i interesów – jak choćby powołanie dyrektorki Instytutu Teatralnego Joanny Czarnoty-Misztal po tym, jak otrzymała jeden głos od ośmiu jurorów.
Wiele złego mówiło się też o trybie powołania członków komisji konkursu na dyrektora Polskiego Instytutu Filmu Polskiego, gdy Hanna Wróblewska pominęła kandydatury m.in. Agnieszki Holland oraz branżowych gildii.
Walka z ejdżyzmem i wielorakimi wykluczeniami, czyli przywrócenie reprezentatywności wszystkich środowisk, nurtów, estetyk i pokoleń w komisjach konkursowych oraz dzielących branżowe dotacje – powinna być naczelnym zadaniem Marty Cienkowskiej. Podobnie jak doprowadzenie do finału ustawy o świadczeniach socjalnych dla artystów. Wyzwaniem jest też reforma mediów publicznych. A także coraz bardziej wikłająca się sprawa konkursu na dyrektora Teatru im. Żeromskiego w Kielcach, gdzie Urząd Marszałkowski blokuje powołanie zwycięzcy konkursu, a sprawa za rządów Hanny Wróblewskiej trafiła do prokuratury.
Oby Marta Cienkowska, otrzymując pełnię władzy w resorcie, była „czarnym łabędziem" zmiany. Od dawna brakuje bowiem w ministerstwie osoby, która ma wiedzę o całym systemie kultury. Dawniej mówiło się o takich ludziach fachowiec. Tymczasem od wielu lat decydują układy polityczne, gdy kultura to coś znacznie więcej niż polityka i ideologia. Trzeba mieć wiedzę i wizję.