Logo
Magazyn

Czego nie mogła zrobić Marzena, robiła Anastazja

19.05.2026, 16:00 Wersja do druku

Z Jolantą Janiczak, autorką scenariusza i dramaturżką, oraz Wiktorem Rubinem, reżyserem, rozmawia Dawid Dudko.

fot. mat. teatru

Dawid Dudko: Moja mama westchnęła, słysząc, o kim jest wasz spektakl. Z nostalgią, ekscytacją oraz takim lekkim niepokojem.

Jolanta Janiczak: Wzdychałam tak samo, razem z twoją mamą!

U szczytu sławy Anastazji P. dopiero przyszedłem na świat, ale i mnie udziela się ekscytacja.

JJ: W końcu opowiadamy historię napisaną językiem plotek, fantazji, towarzysko-politycznej sensacji, a nawet rzekomych oszczerstw i zniesławień.

Wiktor Rubin: Mówimy o pierwszej seksaferze w wolnej Polsce.

JJ: Marzena Domaros, niezamożna dziewczyna ze wsi Zblewo, ze skromnym doświadczeniem pracy w pomorskich mediach, postanawia twórczo wykorzystać szkolne podstawy francuskiego i drobne doświadczenie wyniesione z „Głosu Wybrzeża”. Stolica poznaje ją jako rzekomą korespondentkę „Le Figaro”, z czasem mylonego przez nią samą z „Le Monde”, hrabiankę Anastazję Potocką. Oto córka hrabiego Potockiego, eks-właścicielka Pałacu w Walewicach, gdzie miała założyć Stowarzyszenie Pani Walewskiej. Fikcyjne oczywiście.

Plan się udaje. Politycy zabiegają o jej uwagę.

WR: Marzena, zwana już Anastazją, nie musi się nawet bardzo starać. Bez problemu uzyskuje akredytację prasową przy Sejmie RP I kadencji. Używa dowodu, w którym jako rzekoma francuska dziennikarka zmienia żyletką i długopisem datę urodzenia. Zapomina jednak zmienić pesel, co dzisiaj wydaje się nie do pomyślenia. Ale w latach 90. nikt jej szczególnie nie sprawdza. Nad czujnością biorą górę dwa narodowe kompleksy: wobec Zachodu oraz arystokracji. Jeden i drugi świetnie wykorzystuje nasza bohaterka.

Anastazja Potocka pisze: „Nie było ważne, czy jestem mądra czy głupia, ładna czy brzydka, najistotniejsze było, że każdy cham może sobie posiedzieć z hrabiną”.

JJ: Obnażają się przed nią emocjonalnie, mówią o kuluarach wyboru jednego czy drugiego premiera, o sprowadzaniu maszyn do gier, o planowanych ustawach... A w końcu — przekonuje Anastazja w „Erotycznych immunitetach” — obnażają się również fizycznie, nieraz desperacko, nachalnie, zupełnie bez kontroli.

To, że szczegółowe opisy domniemanych przygód erotycznych z czołowymi politykami wywołują społeczną ekscytację, jest jasne. Pytanie, co jeszcze, oprócz powszechnego głodu obyczajowych skandali, obnaża przypadek Anastazji.

JJ: Anastazja demaskuje psychoseksualne energie, leżące u podłoża transformacji: instynkty, zaszłości, pragnienia. W konkretnych spotkaniach z posłami wychodzą na jaw ich hipokryzja, egoizm, chęć politycznego rewanżu, zachłyśnięcie się specyficznie pojętą wolnością. Przyglądamy się temu, ile w tych wszystkich pomysłach lustracyjnych, dekomunizacyjnych jest pragnienia zemsty na dawnych wrogach, ile wyrównania rachunków, ile rozsmakowania się we władzy albo sprawdzania, na ile można sobie w nowej rzeczywistości pozwolić.

Jej ghostwriter, Jerzy Skoczylas, stwierdza: „Większość polityków ma ego rozdęte do nieprawdopodobnych rozmiarów i można nimi z łatwością manipulować. Załatwić ich mogą całkowici amatorzy”.

WR: Tak zbywana jest ta historia: poprzez żarty, wykpiwające uśmieszki. Może dzisiaj, w erze #MeToo, „Pamiętnik Anastazji P.” zostałby nazwany calloutem. Kto wie, czy nie bronilibyśmy tytułowej Anastazji, czy nie spojrzelibyśmy na jej losy z zupełnie innej strony, dostrzegając, że najważniejsze, co udaje jej się obnażyć, to bezwzględna, niekiedy jawna, a innym razem zawoalowana przemoc ówczesnych parlamentarzystów, skierowana przeciwko sobie nawzajem, ale też w ogóle w stosunku do kobiet, nie tylko Anastazji.

Wydaje mi się to bardzo nowoczesną w swojej niejednoznaczności perspektywą kobiety, którą trudno umiejscowić w patriarchalnym porządku czy w demaskującym ten patriarchat ruchu społecznym.

JJ: Zastanawiam się, czy dziś Anastazja mogłaby być gwiazdą OnlyFans. Niczym bohaterka trzeciego sezonu „Euforii”, grana przez Sydney Sweeney, słyszałaby, że się upokarza, przekracza dobry smak itp. A ona i tak by to ograła, bardzo świadomie kapitalizując swoją rozpoznawalność i wygląd, poczucie humoru. Wróżyłaby na przykład z męskich genitaliów, przepowiadałaby przyszłe kariery biznesowe, polityczne. Myślę, że dziś miałaby lepszą platformę dla swojego talentu i głodu zaistnienia.

WR: Anastazja była w stanie zrobić dużo w pogoni za społecznym i materialnym awansem, którego obietnica ją oszałamia. Po pierwszej części „Erotycznych immunitetów” wydaje część drugą, nagrywa płytę „Oczy Stefana”, realizuje wideo o sobie, pozuje, występuje w „Panoramie”, staje się rozpoznawalna.

Ta obietnica, o której wspominasz, po raz pierwszy trafia na państwowe sztandary właśnie w okresie sławy Anastazji.

WR: Młoda dziewczyna wyrywa się z malutkiej wsi, z jakiejś absolutnej biedy, zostaje wyrzucona ze studiów i próbuje znaleźć coś, z czym może wejść do nowej Polski, ery raczkującego kapitalizmu. Wtedy każde partyjne hasło z lat 90. przekonuje, że oto wreszcie można zrobić wszystko. Słychać: „Weź sprawy w swoje ręce”, „twoje szczęście zależy tylko od ciebie”, „wreszcie możesz żyć tak, jak chcesz”, „bądź sobą”… Marzena Domaros decyduje, że kapitałem będzie jej ciało.

JJ: Bo jak wykorzystać wolność, kiedy, tak jak Marzena, nie ma się nic do zainwestowania, żadnej specjalnej umiejętności ani eksperckiego wykształcenia. To bardzo bliskie nam dziś społecznie pytanie napędza po cichu ten projekt. Niestety współczesny kryzys cofa nas do lat 90. Znów stajemy przed totalnym chaosem, doświadczamy coraz większej sprzeczności między retoryką kapitalizmu, a ograniczanymi możliwościami, choćby przez korporacyjne czystki, spowodowane rozwojem sztucznej inteligencji.

Słyszę, że ją polubiliście — tę Anastazję.

JJ: Zachwyciły nas jej mistyfikacyjne strategie performatywne. Pokazała, jak łatwo testować wolność i przekraczać jej granice. Myślę, że coraz bardziej bezwzględny system, w którym żyjemy, prowokuje rodzenie się kolejnych Anastazji — symboli oporu, niepokorności, kpiny z patologicznego systemu i legitymizujących go wiecznie niezaspokojonych męskich ambicji.

WR: Spoglądając w stronę nieodległej historii Polski, pytamy, czy hasło wspólnoty w ogóle jeszcze kogoś obchodzi — na czym budować dziś społeczeństwo, skoro pojęcia równości czy sprawiedliwości zostały tak mocno skompromitowane przez coraz bardziej okrutny dla jednostki, nieposkromiony kapitalizm.

A co z prawdą? Nie jest interesująca? Marzena Domaros, w przeciwieństwie do większości bohaterek waszych dotychczasowych przedstawień, żyje.

JJ: Z Marzeną Domaros od lat nie można nawiązać kontaktu. Po kontynuacji „Pamiętnika Anastazji P.”, książce, której nie udało się powtórzyć debiutanckiego sukcesu, oraz nieudanej karierze piosenkarki z płytą „Oczy Stefana”, Marzena zniknęła.

Ponoć trzeba jej szukać w Japonii.

JJ: Tę tajemnicę ma znać jedynie jej młodsza siostra Lucyna, księgowa z Gdańska.

WR: Ale nas niekoniecznie interesuje to, co się stało z Marzeną.

JJ:Podążamy za takim zdaniem Marzeny: czego nie mogła zrobić Marzena, robiła Anastazja.

W trójkę, jak tutaj rozmawiamy, uśmiechamy się na wspomnienie losów Anastazji, a przecież sami przypominacie, że to całkiem ponura historia

WR: Bo poza całą tragikomicznością, Anastazja P. jest dowodem tego, że w latach 90. można było jeszcze bezwstydnie marzyć.



***

Wiktor Rubin (ur.1978) — reżyser, absolwent socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Wydziału Reżyserii Dramatu krakowskiej PWST; na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował również filozofię. Debiutował w 2006. Od tego czasu przygotował ponad 40 spektakli w teatrach w Polsce, m.in. w Bydgoszczy, Wrocławiu, Wałbrzychu, Krakowie, Kielcach, Gdańsku i Warszawie. Od 2008 stale współpracuje z pisarką i dramaturżką Jolantą Janiczak, wystawiając głownie jej dramaty skupione wokół kobiet, cielesności i polityki oraz szeroko rozumianej problematyki feministycznej. Jego spektakle to oryginalne zjawisko z pogranicza teatru, filmu i happeningu, regularnie pokazywane na najważniejszych festiwalach w Polsce, gdzie zdobywają nagrody, m.in. Grand Prix i Nagroda Główna festiwalu Kontrapunkt, Grand Prix Festiwalu Prapremier Bydgoszcz, Grand Prix Festiwalu Raport, Nagroda dla najlepszego reżysera festiwalu Boska Komedia. W 2013 został Laureatem Paszportu Polityki.

Jolanta Janiczak — absolwentka psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i aktorskiego Lart Studio, dramaturżka i dramatopisarka. Od 2008 roku pracuje jako dramaturg z Wiktorem Rubinem, współtworząc oryginalny język teatralny. Ich wspólne spektakle są obecne na wszystkich ważnych festiwalach w Polsce, i za granicą. Laureatka Paszportu Polityki 2014 oraz programu stypendialnego ministra kultury i dziedzictwa narodowego „Młoda Polska” 2014, dwukrotna zdobywczyni Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej w 2016 roku za dramat SPRAWA GORGONOWEJ i w 2021 za „I tak nikt mi nie uwierzy” oraz wielu nagród i wyróżnień na krajowych i międzynarodowych festiwalach teatralnych. Jej dramaty doczekały się licznych publikacji w kraju i zagranicą, tłumaczone między innymi na rosyjski, niemiecki, gruziński, portugalski, rumuński, hebrajski itd. Prezentowane w formie czytań w Berlinie, Nowym Jorku, Meksyku, Tibilisi itd. Podejmowane przez nią tematy dotyczą przede wszystkim kobiet i ich miejsca w historii, relacji między ciałem i polityką. Janiczak tworzy swój rozpoznawalny, oryginalny, poetycki, bardzo wyrazisty język w którym najbardziej intymne sprawy stają się materiałem politycznych rozstrzygnięć, filozoficznych dociekań, próbą samego języka. Jest jednym z najwyrazistszych i najradykalniejszych głosów feministycznych w kraju.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także