EN
18.11.2021, 10:37 Wersja do druku

Gdy księżyc wchodzi w fazę zaćmienia, nie pożądaj sekretów przyjaciela swego

"Dobrze się kłamie" na podstawie filmu Paola Genovesego w reż. Marcina Hycnara z Tito Productions na Scenie Spektaklove w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Bartek Warzecha

„Dobrze się kłamie” nie jest przedstawieniem najnowszym, a jednak cieszy się sporą popularnością i niezmiennie bawi widzów, oferując czystą rozrywkę w dobrym stylu. Sceniczna adaptacja znanego filmowego komediodramatu nie zaskakuje treścią, ale pozwala dostrzec wszystkie  groteskowo-komiczne elementy scenariusza, klarowność postaci, błyskotliwość dialogów i wytrawność aktorskich kreacji. Reżyser Marcin Hycnar oraz autor tłumaczenia Bartosz Wierzbięta przygotowali spektakl lekki i dowcipny, a mimo to niebanalny, z zaskakującym zakończeniem, z polotem i pomysłem opowiadając o naszych przyjaźniach, rodzinnych układach, konfliktach małżeńskich, szczerości i zaufaniu. Teatralna wersja różni się od pierwowzoru – film Paolo Genovese bliski jest dramatowi, przedstawienie grane obecnie w Małej Warszawie to niemal farsa, żywiołowa i śmieszna, choć goryczy też w niej nie brakuje.

Księżyc przeszedł w fazę zaćmienia –  a to podobno wpływa na nasze emocje, myśli oraz zachowania. Według astromagii budzi się wówczas w ludziach zew natury i ich decyzje stają się nieprzewidywalne. W tym czasie grupka wieloletnich przyjaciół spotyka się na niezobowiązującej kolacji. Jedna z bohaterek, gospodyni wieczoru, wpada na niecodzienny pomysł – proponuje zabawę w prawdziwą szczerość, by ubarwić spotkanie i przekonać się, czy pozornie niewinna gra nie odsłoni przypadkiem  kilku osobistych sekretów. Choć wszyscy twierdzą, że nie mają nic do ukrycia, z pewnym wahaniem kładą telefony komórkowe na stół. W trakcie luźnych rozmów, wymiany żartów i wspomnień, będą dzielić się z przyjaciółmi każdym SMS-em i każdą rozmową telefoniczną. Co się wydarzy w tym dziwnym czasie we włoskim miasteczku, w kręgu trzech kobiet i czterech mężczyzn? Czy niewinna zabawa doprowadzi do dramatycznych konfliktów? Jakie tajemnice wyjdą na jaw?

Treść utworu nie jest wyszukana czy szczególnie zaskakująca, ale przecież niekoniecznie o to chodzi w tej dynamicznej komedio-farsie. Liczy się pomysł, dynamika i śmiech, z nutą refleksji w tle. Marcin Hycnar, przygotowując spektakl, dość często ucieka od pierwowzoru kinowego, co jest zaletą jego reżyserskiej koncepcji. Precyzyjnie budowana akcja od samego początku rozwija się błyskawicznie, a nieprawdopodobne, najczęściej kompromitujące sytuacje niekoniecznie jedynie śmieszą. Klamrą spinającą całość, nadającą jej cechy prawdopodobieństwa, jest wspomniane zaćmienie księżyca. Nic w tym spektaklu nie dzieje się przypadkiem – zabawne gagi, rodem z komedii sytuacyjnej, charakterystyczne, nieco przerysowane sylwetki bohaterów, czasem stereotypowe, ale nie przekraczające granicy naturalności, doskonale współgrają z humorem i linią dramaturgiczną komediowego przedstawienia. Warto docenić tekst, pełen humoru, przezabawnych dialogów, starannie opracowany przez Bartosza Wierzbiętę. A na tym tle pysznie wypadają aktorskie kreacje. Spektakl pozwala występującym  „zaszaleć”, wykazać się kunsztem zarówno w grze zespołowej, jak i w budowaniu poszczególnych ról. Anita Sokołowska jako terapeutka Eva zdaje się emanować trwałym spokojem kobiety dojrzałej. Ale to pozory. Aktorka świetnie podkreśla osobowość bohaterki – w jej duszy kryją się buzujące uczucia, żal i pragnienia; do tej pory skrywane, w krytycznej sytuacji dość gwałtownie dają znać o sobie – z mocą i… dowcipem. Partneruje jej Marcin Perchuć w roli małżonka. Rocco, chirurg plastyczny, budzi sympatię od pierwszych chwil, gdy tylko pojawia się na scenie. Doświadczony aktor gra bez brawury, jednak z autentycznymi emocjami i leciutkim przymrużeniem oka. Obok gospodarzy pojawiają się goście – Carlotta Katarzyny Kwiatkowskiej jest pełna ciepła, które eksponuje tak samo mocno jak kobiecą, rozhuśtaną emocjonalność. W postać jej męża – Lele – wciela się Przemysław Sadowski. Oboje tworzą bardzo zgrany duet, a Przemysław Sadowski gra wręcz brawurowo, z charakterkiem i pazurem. Najmłodsi w tym towarzystwie – Marcin Hycnar jako Cosimo i Magdalena Lamparska (Bianka) – też nie pozostają w tyle. Marcin Hycnar bardzo dobrze czuje się w komediowym anturażu, czaruje jak wąż, podchodząc do roli uwodzicielskiego Włocha troszkę ironicznie. Jego Cosimo jest zabawny, bywa słodki i irytujący, a czasami po prostu… niemądry. Odbiera nieco wyrazistości Magdalenie Lamparskiej, choć ostatecznie postać Bianki wypada całkiem dobrze. Szymon Bobrowski, który wciela się w rolę Pepe, dokłada następne humorystyczne cegiełki do całości inscenizacji. Doceniam zacięcie satyryczne, a także wrażliwość aktora. Jako Pepe wzrusza i śmieszy na przemian, bawiąc swymi tekstami, gestem i mimiką.

Kameralny spektakl przesycony jest humorem i ostrą kpiną, dialogi płyną wartko, a pomysł wiwisekcji sekretnych „notatników” i „pamiętniczków” bohaterów, czyli telefonów komórkowych, prowokuje i daje do myślenia. Śmiech widowni cały czas towarzyszy aktorom. Nic w tym zdrożnego, ponieważ poprzez komizm najłatwiej pokazać zafałszowanie naszej rzeczywistości i naszych relacji z bliskimi, a także wady i kompleksy współczesnego człowieka.

Tytuł oryginalny

Gdy księżyc wchodzi w fazę zaćmienia, nie pożądaj sekretów przyjaciela swego

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Anna Czajkowska

Data publikacji oryginału:

18.11.2021