Inne aktualności
- Warszawa. Jesień w Pawilonie tańca i innych sztuk performatywnych 01.09.2026 17:45
- Warszawa. Nowy sezon w Teatrze Lalek Guliwer 01.09.2026 17:42
- Islandia. Olga Tokarczuk odbierze w Reykjaviku nagrodę Halldora Laxnessa 01.09.2026 17:35
- Wrocław. Spektakl „Limba” Teatru Układ Formalny 01.09.2026 15:58
- Gniezno. Teatr Fredry powitał nowego dyrektora Krzysztofa Kędziorę 01.09.2026 15:43
- Białystok. Cztery kandydatury zgłoszone przez OiFP w gronie nominowanych do XX Teatralnych Nagród Muzycznych 01.09.2026 15:38
-
Warszawa. Ogłoszono nominacje do XX Teatralnych Nagród Muzycznych im. Jana Kiepury
01.09.2026 15:15
-
Włochy. Premiera opery „Bona Sforza” Zygmunta Krauzego już 14 września w Bari
01.09.2026 15:00
- Kraków. 20 lat Teatru Nowego Proxima. Premiera filmu dokumentalnego i konferencja prasowa 01.09.2026 14:57
- Poznań. Adam Banaszak nowym dyrektorem Teatru Wielkiego im. Stanisława Moniuszki 01.09.2026 14:22
- Lublin. Premiera spektaklu „Hot” w Krajowym Centrum Choreograficznym 01.09.2026 14:06
-
Warszawa. Małgorzata Hajewska-Krzysztofik wyróżniona Nagrodą im. Ireny Solskiej
01.09.2026 13:15
- Elbląg. Mazurska Biblioteka Pedagogiczna zaprasza na Narodowe Czytanie 01.09.2026 12:15
- Warszawa. ArtScena rusza w trasę po Polsce. Trzy teatralne hity na nowy sezon 01.09.2026 12:10
Po raz pierwszy z tą nieznaną w Polsce operą Giuseppe Verdiego zetknąłem się w Poznaniu w roku 1968. Wtedy to Robert Satanowski zaprosił zespół operowy z Genui, a w drodze rewanżu poznaniacy zaprezentowali we Włoszech między innymi Straszny dwór i Damę pikową.
Przywieziony z Italii włoski Ernani zachwycił Poznań. Na czele fascynującej obsady tego spektaklu stała jako Elvira trzydziestoletnia wówczas Rita Orlandi-Malaspina, pochodząca z Bolonii i będąca przed debiutem w Metropolitan, bodaj jako Elżbieta w Don Carlosie. Pojawiła się w trzeciej scenie I aktu, śpiewając recitativ i arię „Ernani,... involami all'aborrito amplesso". Z ogromną posturą i korpulencją, ciemnym głosem dramatycznym, swobodnie przy tym operując techniką koloraturową i mocą dźwięku, który dosłownie wcisnął nas w fotele. Dotychczas zdarzało się, że zbyt lekki sopran pokonywał zbyt dramatyczną fakturę wokalną. Tutaj było odwrotnie. Głos dramatyczny zmierzył się z liryczno-koloraturowym zapisem arii, pokonując ją zwycięsko, wzbudzając niesłychany aplauz i entuzjazm na widowni. Po latach arię tę wykonywała perfekcyjnie w swym repertuarze koncertowym nasza Delfina Ambroziak. Nie odważyła się jednak podjąć na scenie swym pięknym lirycznym głosem całości jakże wokalnie dramatycznej partii Elviry.