Twórcy prapremierowego spektaklu oddali głos młodym. Z ich opowieści, zmartwień i doświadczeń ułożyli scenariusz. Bo o młodzieży trudno mówić bez jej udziału.
Zanim pod koniec września „Trzy światy” zadebiutowały na afiszu Teatru im. Adama Mickiewicza, zanim rozpoczęły się próby i powstał w ogóle tekst, były warsztaty. Reżyserka Julia Szmyt (autorka dobrze znanych najmłodszym częstochowskim widzom „Niesamowitych przygód skarpetek”) i dramaturżka Hanka Dziubińska spędziły z młodymi trzy kwietniowe popołudnia, rozmawiając, pytając, wymieniając się pomysłami. Ze splecenia różnych historii, marzeń, lęków, problemów i obaw powstał scenariusz. Taki, z którym - według założeń - młodzież będzie chciała się identyfikować. Daleki od moralizowania, narzucania jedynej słusznej narracji i życiowej ściemy (na nią młody widz jest szczególnie wyczulony).
Warto dodać, że to nie pierwsza już w „Mickiewiczu” realizacja oparta na częstochowskich opowieściach. Pod koniec sezonu 2023/2024 Daria Sobik i Pamela Leończyk zrealizowały inną prapremierę – „Cudowne”. Scenariusz powstał na bazie spotkań z mieszkańcami i aktorami teatru. Drobne, osobiste wątki wpleciono w historię zuchwałej profanacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej sprzed ponad stu lat.
Bez grożenia palcem
Ale wróćmy do nowego spektaklu. Bohaterami są tu Olka i Filip. Ona przedstawia się tak: Mam 16 lat, klasę idiotów i dosyć. On (są rówieśnikami) zdradza zaś: jestem w drugiej liceum, w mojej piątej szkole. Łączy ich jedna ławka i jedna klasa. W niej tkwią dwa wilki, i to z nimi podobno są tytułowe trzy światy. Oboje traktują naukę w liceum jak karę.
Olka miała inny pomysł na życie, to miały być jej najlepsze lata, a dziś modli się, by niezauważona przetrwać do końca nauki. Wymarzony plan runął, gdy jej przyjaciółka - Karolina musiała się przeprowadzić (takich podzielonych historii, w których przyjaźń, czy nastoletnia miłość miały być po grób, a przegrały z wyjazdami, studiami i prozą codzienności, jest naprawdę wiele).
Filip nazywany bywa bananowym synkiem bogatych starych. Dużo się mówi o jego markowych ciuchach, zagranicznych wakacjach, drogim telefonie. Wszyscy wiedzą, że zmienia szkoły, wagaruje, nie potrafi się przystosować. Nikt nie wie, o tym, co naprawdę dzieje się w jego domu. O problemach mówić nie należy, bo mama będzie znów płakać.
I choć z początku nic na to nie wskazuje, nastolatków połączy więcej, niż chcieliby przyznać. Ich młodzieńcze wątpliwości i rozdarcie wykorzystuje trzecia bohaterka spektaklu. Galopująca Developerka, czyli rozdająca karty Sztuczna Inteligencja. To ona wciąga przyjaciół w niebezpieczną grę, która pokazuje, co stać się może, gdy porzucimy samodzielne myślenie, odrzucimy nasz indywidualizm i damy się ujarzmić masówce, albo ślepo zawierzymy technologii. Nie jest to jednak moralizujący przekaz, w którym ktoś grozi palcem, wskazuje zło i dobro. To raczej pokazywanie różnych dróg, a to widzom pozostaje odszyfrowanie, które są słuszne.
Powrót do szkolnych czasów
Licealistów grają Sylwia Karczmarczyk i Szymon Kowalik. Aktorka jest nie tylko asystentką reżyserki, ale i jedną z inicjatorek powstania „Trzech światów”. Aktora, nie trzeba przedstawiać czytelnikom CGK, znamy go dobrze z licznych filmików. W „Mickiewiczu” to kolejna – po „Bumie” - jego gościnna rola. Tworząc nowe postaci, z pewnością wracali do tego, jacy sami byli w podobnym wieku. Bo choć zmieniają się okoliczności, wyzwania i zagrożenia, to pewien bunt i niepokoje pozostają stałe. Śledząc poczynania Olki i Filipa, i ja myślami wracałam do licealnych czasów. Stąd, choć spektakl dedykowany jest młodzieży, odnajdą się w nim również sporo starsi widzowie.
Aktorskie trio zamyka Sylwia Oksiuta-Warmus, która nie ukrywa, że wykreowanie AI było dla niej sporym zawodowym wyzwaniem. Wspomina też, że gdy na początku przygotowań do spektaklu, przewrotnie zapytała ChatGPT, o to, jak zagrać „Sztuczną Inteligencję”, odpowiedź była następująca: AI komunikuje się w sposób logiczny i przemyślany. Możesz używać formalnego języka, unikać emocjonalnych reakcji, a także starać się być precyzyjnym w odpowiedziach.
Emocjonalność, czułość, umiejętność improwizacji, wchodzenie na wysokie tony są niezwykle charakterystyczne dla aktorstwa Oksiuty-Warmus. Jednak tym razem musiała odrzucić wszystko to, z czego znamy ją na scenie. Zimna, bezwzględna, formalna Developerka potrafi wywołać dreszcze, naprawdę potrafi przerazić.
Spójna całość
Akcja jest intensywna, szybko mija, scenografia Lidii Stachowskiej jest pomysłowa (i przy tym kompaktowa, co ma znaczenie, ponieważ spektakl będzie grany również poza częstochowską sceną). Bodźców jest tu dużo, ale muzyka mooryca (Maurycego Zimmermanna), światła wyreżyserowane przez Michała Jarosza i wizualizacje, których autorem jest Kreshnik Haxhidauti łączą się w spójną całość.
Produkcja ta jest dla naszego teatru przełomowa, ponieważ towarzyszy jej tłumaczenie na polski język migowy. I tak 8 października „Trzy światy” zagrano z udziałem tłumaczek: Julii Kulig i Marzeny Kasperskiej (przedstawienie było transmitowane on-line – to również niecodzienne rozwiązanie). Gdy kurtyna opadła, odbyło się spotkanie z aktorami i dramaturżką. Tym istotniejsze, że dzień wcześniej doszło do ataku nożownika w szkole w Ostrołęce, a dosłownie chwilę przed rozpoczęciem spektaklu miała miejsce tragedia w podstawówce w Leszczydole-Nowinach. Młodzi mieli więc okazję „na świeżo” opowiedzieć o kolejnych niepokojach.
Warto dodać, że w przyszłym miesiącu „Trzy światy” opuszczą gmach przy ul. Kilińskiego. 6 listopada odwiedzą Radomsko, 24 listopada – Myszków, 25 listopada – Lubliniec, a 26 listopada – Wręczycę Wielką. W przyszłym roku spektakl wróci na scenę kameralną im. Iwo Galla.