14.06.2021, 14:17 Wersja do druku

Doświadczenie pandemii bardzo wiele nam uświadomiło

Z Aldoną Żejmo-Kudelską i Adamem Gąseckim, praktykami Teatru Zaangażowanego Społecznie, opiekunami  merytorycznymi i artystycznymi interaktywnego finału VI edycji projektu Art Generacje, rozmawia Wiesław Kowalski w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Sylwia Zawadzka, Marek Zimakiewicz

Jak pandemia, która trwa już bardzo długo i dotknęła również Was w tym roku, wpłynęła na tegoroczną edycję projektu edukacji kulturalnej Art Generacje 2021? Co musieliście zmienić w swoich dotychczasowych programach? I jak chętnie w tych trudnych czasach ludzie się w Wasze przedsięwzięcie angażowali?

Adam: Podobnie jak w ub.r. musieliśmy podzielić wszystkich uczestników i uczestniczki na trzy grupy. Aktualny horyzont obostrzeń epidemicznych ustawił się dokładnie na opak względem edycji jesiennej. Wówczas zaczynaliśmy pracę na żywo, z wisząca nad głowami grozą przejścia do spotkań internetowych. Teraz zaczynaliśmy w domach przed komputerami, z nadzieją na próby i spektakl na żywo za jakiś czas.

Robię tego typu działania z miłości do teatru. Z żywym, obecnym duchowo i cieleśnie w przestrzeni człowiekiem oraz bezpośrednim, odczuwalnym po obu stronach przepływem między aktorami a widownią. Tak odczuwam i rozumiem teatr. Mocno przedłużające się obostrzenia ciągle odsuwały perspektywę eksploracji tematów podczas prób na żywo. Wyznam, że doświadczyłem wczesną wiosną mocnego kryzysu na tym tle. Szczerze nie miałem ochoty na pracę online. Zacząłem sobie nawet prowadzić notatniczek myśli „Twórca w kryzysie”. Nie chcę w to wchodzić głębiej, ale myślę, że to ważny temat – żniwo, jakie zebrała pandemia w sferze psychicznej. Uczepiłem się nadziei, że uda się przejść do pracy na żywo, nie chciałem słuchać, że nie. Gdy zacząłem spotykać się z uczestniczkami mojej grupy przez zooma, to te spotkania – ogromne zaangażowanie, wrażliwość i ciekawość tych kobiet – dały mi ogromnego kopa energii do pracy z nimi. Na szczęście po paru tygodniach prób online’owych udało nam się wejść do klimatycznych sal Sinfonii Varsovii. I niejako spotkać się na nowo… Po półrocznej przerwie od teatru na żywo naprawdę poczułem coś w rodzaju ponownych narodzin. Od paru tygodni szalejemy na próbach już wyłącznie na żywo.

Aldona: A my szalejmy online. Moje podejście do pracy online jest inne niż Adama. Ja jednak odnajduję „w onlinie” możliwość spotkania – może nie fizycznego – ale emocjonalnego czy duchowego – na pewno. Tworzenie pokazów teatralnych online jest rzeczywiście nietypowe, ale jeśli zaakceptuje się ograniczenia i potraktuje jak pewnego rodzaju szansę – to jest to forma wartościowa, budująca bliskość,  uruchamianiajaca kreatywność i zaangażowanie. Dodatkowo – to znak naszych czasów, być może świadectwo jakiejś szerszej zmiany… Widzę też, że online umożliwia prowadzenie zajęć dla osób mieszkających w różnych części Polski – tak właśnie dzieje się w przypadku mojej grupy, w której są osoby z Warszawy ale też z południa i północy kraju. Gdyby nie online ich spotkanie byłoby niemożliwe. Czasem zaczynamy zajęcia od pytania: „Jaką macie pogodę”? – i okazuje się, że u każdego z nas pogoda jest inna…. w takim spotkaniu – nieoczywistym, niespodziewanym, widzę rodzaj daru, a nie obciążenia. Prezentu, a nie kary. Mam też poczucie, że w tym roku nie mieliśmy żadnego problemu z rekrutacją uczestników – było wiele chętnych osób, zainteresowanych naszymi metodami teatralnymi. Dla części z nich atrakcyjna była metoda – Teatr ze społecznością, dla innych – tematyka – w przypadku mojej grupy – praca ze snami…. Myślę, że doświadczenie pandemii bardzo wiele nam uświadomiło. Zweryfikowało potrzebę gonitwy, osiągnięć, nieustającej aktywności i skierowało naszą uważność w głąb, do środka, do naszego wnętrza. Czego naprawdę potrzebuję? Wydaje się, że z czasem odpowiedzią na to pytanie okazała się kreatywność, twórczość, pogłębiony kontakt ze sobą – mam poczucie. że spośród takich ciekawych siebie, poszukujących i twórczych osób rekrutują się w tym roku uczestnicy Art Generacji.

Mówicie, że uprawiacie Teatr Społecznie Zaangażowany. Jak to się ma do tematów, które w tym roku postanowiliście eksplorować podczas warsztatów? Zeszłorocznym hasłem była Harmonia. Jak to jest w tym roku?

Adam: Temat ten sam a nie ten sam. Budowanie spektaklu przez eksplorowanie i doświadczanie tematów przez improwizacje, pokazywanie ich sobie nawzajem, wymianę wrażeń – gdy odbywa się w różnych grupach ludzi, mimo podobnego „hasła wywoławczego” i tak zaowocuje różnymi spektaklami. Tym bardziej, że konwencje, dominujące środki wyrazu, poetyka też są wypadkową gustów i preferencji reżysera/rki i uczestniczek grupy – jako współtwórczyń spektaklu i aktorek zarazem.

W obu grupach, mojej i Aldony zostaliśmy w kręgu pojęciowym harmonii, choć ja prawie w ogóle nie używałem tego słowa do nazywania tego, czym się zajmujemy. Po jesiennej edycji, gdy gęsto padało słowo harmonia, oboje z Aldoną poczuliśmy potrzebę ukonkretnienia punktów wyjściowych pracy. A zarówno wtedy, jak i teraz pracowaliśmy osobno w osobnych grupach. Zaproponowałem moim uczestniczkom pracę ze zwierzętami mocy. Do każdej z nich przyszła mądrość innego zwierzęcia i z badania tego – najpierw indywidualnie, bo jeszcze w swoich domach, potem zbiorowo, bo już na żywo – wyłoniły się nam obrazy sceniczne. Z tych obrazów oraz z wrażeń, myśli, rysunków notowanych w pierwszych tygodniach powstały całościowe pomysły o czym uczestniczki – aktorki – twórczynie spektaklu chcą opowiedzieć. Z jednej strony mądrości zwierząt były fajnym wyzwalaczem myślenia o swoim osobistym podejściu do szukania życiowej równowagi, harmonii, sensu, z drugiej – same postaci zwierząt zachęcały do wcielania w siebie energii danego zwierzęcia, szukania charakterystycznych dla niego jakości ruchu, aury. Dziewczyny bardzo otwarcie za tym poszły i takie wątki jak „sztuka dzikości” czy spotkanie człowieka ze swoją ukrytą naturą wypełniają nasz spektakl.

Aldona: W przypadku pracy „mojej” grupy – choć nie tylko „mojej” bo warsztaty prowadzę z Marią Deptą –  takim punktem wyjściowym były sny, przy czym nie poszukaliśmy w nich harmonii. Opowiadaliśmy sobie sny, szukając w nich wspólnych motywów, symboli, doświadczeń. Wyłaniające się z tej pracy obrazy – żywe, pełne nienazwanego a przeczutego znaczenia, energii stały się punktem wyjścia do naszej pracy improwizacyjnej. Ożywianie tych obrazów było bardzo ciekawym doświadczeniem – nadawaniem konkretnego kształtu temu, co istniejące ale do tej pory nie ukonkretnione. W pewnym sensie dla mnie tegoroczne art generacje były próbą szukania harmonii rozumianej jako punkt styku pomiędzy światem zewnętrznym i wewnętrznym. Może próbą uchwycenia wewnętrznej logiki naszych snów… I godzenia się z dysharmonią. Sen jest doświadczeniem uniwersalnym, wszyscy śnimy. Jednocześnie sny często przypominają teatr. Gdzieś się dzieją, są bohaterowie, jest akcja;  wprowadzenie, właściwa akcja – konflikt i jego rozwiązanie, rozumiane jako zakończenie, niekoniecznie pomyślne rozstrzygnięcie. Pojawiają się ważne rekwizyty, kostiumy…. warto czasem spojrzeć na sen jak na scenę teatralną. Nasze społeczne zaangażowanie wyraża się także w tym, że prezentacje teatralne, na które zapraszamy, wzbogacone są o warsztaty dla publiczności, z którą staramy się rozmawiać, spotykać wokół tematyki spektaklu. W tym roku będzie to znaczenie snów w naszym życiu.

W jednym ze spektakli, który odbędzie się na żywo w Sinfonii Varsovii, bierze udział osiem kobiet. Czy to znaczy, że mężczyźni wykazują mniejsze zainteresowanie Waszymi propozycjami poszukiwań aktywności twórczej?

Adam: Zdecydowanie tak. Tylko w młodzieżowej kategorii wiekowej bywa tak, że liczba chłopaków dorównuje a czasem nawet przekracza liczbę dziewczyn. W mojej grupie, podczas narady, o czym robimy spektakl – już w dość mocno zaawansowanym stadium pracy wywiązała się na ten temat dyskusja – czy uczestniczkom brakuje tu facetów. Wśród śmiechów i różnych opinii padło takie zdanie: „jestem wystarczająca” – w znaczeniu, że grono kobiet jest sobie wystarczające i nie potrzebuje mężczyzn, skoro ci nie wybrali bycia tutaj. To zdanie weszło do spektaklu. A przy okazji nabrało nowych znaczeń.

Aldona: W tym roku we współprowadzonej przeze mnie grupie jest jeden mężczyzna. Ale tak, potwierdzam, statystycznie kobiety znacznie częściej angażują się w nasze działania.

Druga grupa pracowała online i pokaże rezultaty swojej pracy na platformie zoom. Dlaczego nie zdecydowaliście się na pokazanie dwóch spektakli na scenie? I czym te dwie formy różnią się w stosunku do osiąganych efektów?

Aldona: Tak jak wspomniałam wcześniej w grupie online znalazły się osoby z całej Polski, dla których praca online była jedyną możliwością. Był to w zasadzie warunek ich udziału – osoby te nie miały możliwości regularnego przyjeżdżania do Warszawy na próby. Stąd też decyzja o tym, by nasza prezentacja odbyła się online.

W jaki sposób uruchamiacie spontaniczność uczestników warsztatów i ich twórcze podejście do tematów, które proponujecie? Czym próbujecie ich zainspirować? Jak daleko próbujecie sięgać do ich prywatnej sfery? Czy uczestnicy łatwo się otwierają, czy też potrzebują jakichś szczególny bodźców?

Aldona: To bardzo szerokie pytanie i odpowiedź na nie nie jest prosta. W tym roku już sam temat – sen – był pewnego rodzaju inspiracją do refleksji. Jak się okazało, rozmowa o snach niosła w sobie pewien ładunek napięcia, emocji, pewnej nieoczywistości… A także ciekawości i chęci dzielenia się. W trakcie warsztatów w ogóle nie mam oczekiwania, że uczestnicy będą sięgać do prywatnej sfery, dzielić się osobistymi historiami. To jest wybór a jego  podstawą jest wolność, brak jakiegokolwiek przymusu. Myślę że to jest bardzo ważne; stworzenie atmosfery bezpieczeństwa, szacunku i akceptacji dla tych, którzy łatwo się otwierają i dzielą swoimi przeżyciami i dla tych, którzy na to się nie decydują. Dla wszystkich nas jest miejsce w tworzonej przestrzeni. Jedno i drugie jest w porządku, wzbogacająca jest obecność, twórcze zaangażowanie, refleksyjność, dzielenie tu i teraz…. i wspólne, kreatywne działanie.

Adam: „Tańczące z cieniami” to jakiś 20-ty spektakl/performans tworzony partycypacyjnie, wespół z uczestnikami i uczestniczkami, który reżyseruję. I śmiało mogę powiedzieć, że każda z tych przygód jest różna. I to, czym inspiruję do pracy jako prowadzący (często z osobą współprowadzącą) jest różne. Naturalnie bywają podobieństwa.

Często nie potrafię za dużo zaplanować na zapas – idę za tym, co w moim odczuciu „zażarło” w grupie na poprzedniej próbie. Też za tym, co na moją intuicję wydaje się obiecujące, ciekawe. Przyznaję, że ma też znaczenie mój subiektywny gust. Który zderzam z tym, jakie konwencje i środki wyrazu bardziej pasują uczestnikom/czkom danej grupy. Gdy cały cykl pracy jest dłuższy, pozwalam sobie na więcej ryzyka – na przykład na inspirowanie grupy raczej spontanicznie idącej w realizm i psychologię również do bardziej abstrakcyjnej pracy ciałem. Kocham to, kiedy jedni oglądają improwizacje lub etiudy pokazywane przez innych i następnie dzielą się tym, co zobaczyli. Bo zawsze się okazuje, że widzowie dostrzegają takie sensy, niuanse, dają takie odczytania aktorom, które im do głowy nawet nie przyszły, gdy przygotowywali dany element sceniczny. Raczej unikam typowych zadań aktorskich – szczególnie w pierwszej fazie pracy. Gdy zaczyna wyłaniać się spektakl, to mogę już z tego typu działań korzystać.

Jeśli chodzi o pracę z tematami osobistymi, to też zależy to od grupy. Moją obecną tworzą dorosłe, świadome, poszukujące kobiety. Dzięki temu ta praca jest głęboka ze swej natury, bez „podkręcania” z mojej strony. Generalnie, mam jasne nastawienie – tworzę z uczestnikami/czkami teatr. Jeśli szukamy nurtujących nas pytań, to po to, by je przekuwać w historie lub obrazy sceniczne. To wszystko jest bardzo rozwojowe dla ludzi, dla niektórych pewnie nawet terapeutyczne – w potocznym rozumieniu tego słowa, ale przecież nawet tak prosta sprawa jak patrzenie drugiej osobie w oczy może mieć działanie terapeutyczne.

Jak jest z osiąganiem bliskości w tych dwóch metodach pracy, które realizujecie w tym roku?

Adam: Miałem okazję to zaobserwować w mojej grupie dzięki przejściu na półmetku pracy z przestrzeni internetowej do fizycznej. Zaczęliśmy pracę od praktykowania obecności, m.in. przez patrzenie sobie w oczy. Najpierw na pierwszych kilku spotkaniach – do kamer i ekranów komputerów. Potem – już w spotkaniu na żywo. I tu, i tu jest bliskość! Co nie zmienia tego, że obecność fizyczna pozwala na więcej. Regularnie praktykowaliśmy poruszanie się po sali z zamkniętymi oczami – a wtedy: odnajdywanie innych, idąc za dźwiękiem, szukanie dźwiękowej harmonii, kontakt z napotkaną osobą przez dotyk. Na tej obecności też jest zbudowany ten spektakl.

Aldona: W moim odczuciu jesteśmy blisko siebie; online nie przeszkodził nam w osiągnięciu bliskości, intymności… No i czasem jesteśmy daleko – jak to w  życiu. Nie da się być blisko cały czas, czasem potrzeba się oddalić, by znowu móc się zbliżyć, docenić relację, ucieszyć się nią. Permanentna bliskość byłaby strasznie nudnym i pasywnym stanem… Oczywiście nie doświadczamy bliskości fizycznej i o ten aspekt kontaktu z drugim człowiekiem nasza praca jest uboższa. Często jest nam po prostu żal straty tej jakości…

Z jakimi emocjami uczestników warsztatów przychodzi się Wam najczęściej zmierzyć?

Adam: Prosta prawidłowość jest taka – emocji dobrych, budujących jest zdecydowanie więcej, niż tych złych. (Jeśli można mówić o emocjach, że są dobre i złe…). Jest zaciekawienie, radość, wzruszenia i poruszenia. Bywa też smutek, np. gdy dotkniemy takiego tematu. Jest poczucie wspólnoty. Dziewczyny z mojej grupy mówiły po prostu – siostrzeństwo. W pewnych momentach pracy mierzymy się i z emocjami trudniejszymi – frustracją, irytacją, nudą, złością. Ale to jest margines. Najważniejsze, gdy te trudne emocje po jakimś czasie uwalniają się i przychodzi czas satysfakcji. Na koniec zazwyczaj jest żal – że już po.

Aldona: Z różnymi, jak w życiu. Rozpoczynając warsztaty dramowo-teatralne nie przestajemy być osobami doświadczającymi pełnego spectrum emocji; radości, złości, lęku, smutku. Mamy do czynienia ze wszystkimi wymienionymi emocjami, choć zdecydowanie najczęściej pojawia się radość i jakieś jej pochodne – zachwyt, ciekawość… jednocześnie to właśnie momenty, w których uczestnicy przeżywają inne emocje – mniej przyjemne – smutek, złość czy lęk okazują się tymi najważniejszymi momentami, czasem wręcz punktami zwrotnymi warsztatów. Cóż – jak to w życiu.

Czy pandemia wymogła potrzebę znalezienia jakichś innych metod jeśli chodzi o integrację uczestników?

Aldona: W mojej pracy i w mojej grupie – i tak i nie. Po prostu staraliśmy się adaptować znane nam metody do pracy online. Nie były możliwe grupowe aktywności, wspólne działania fizyczne, ale możliwe okazały się tożsame działania indywidualne; tzn. robienie tego samego we własnej przestrzeni. Na tym bazowaliśmy. Na angażowaniu ciała, pracy z przedmiotem, improwizacjach…. okazało się, że mogąc tak niewiele, tak wiele wciąż możemy! Doświadczanie tych możliwości było bardzo ważne, budowało nas jako prowadzące, dawało pozytywną energię do dalszych działań. „Czyli jednak się da! To działa!” – mówiłyśmy sobie z Marią. To było jak podtrzymywanie płomienia – czasem przecież o to tylko chodzi, by podtrzymać płomień, który za chwilkę dzięki temu stanie się ogniskiem.

Nie ukrywacie, że podstawą Waszych działań jest improwizacja. Jak dalece była ona ważna w tegorocznych projektach?

Adam: U mnie było jej bardzo dużo. Na początku świadomie ograniczałem możliwości długiego „wygadania się”, analizowania – aby wymiana szła przez poczucie obecności, obrazy, ruch ciała. Stosowałem też improwizacje, w których prowadziłem uczestniczki w tym, co robią – np. przez poszczególne etapy istnienia zwierzęcia czy wyrażania się jego mocy sprawczej. To akurat były zadania indywidualne i odbywały się jeszcze w fazie pracy na zoomie. Mam wrażenie, że niektórym dziewczynom mogło być łatwiej w przestrzeni swojego pokoju, gdy mogły wyjść z pola widzenia kamery. Ale i tak nie byłoby to możliwe bez ich zaufania, otwartości, ciekawości. U niektórych – może również gotowości do przekroczenia czegoś w sobie? Towarzyszenie temu było dla mnie zwyczajnie przyjemne. I dało wszystkim to wspominane wcześniej poczucie bliskości.

Aldona: Podstawą mojej pracy jest improwizacja. Zajmuję się dramą, Teatrem Zaangażowanym Społecznie, w którym kolektywna kreacja jest bazą dla wszelkich działań. I u mnie rzeczywiście jest. W 100% bazuję na dramie.

Powiedzcie gdzie i kiedy będzie można Wasze finałowe pokazy zobaczyć?

Na jedyny pokaz spektaklu „Tańczące z cieniami”, grany na żywo i z muzyką na żywo (Kasia Żytomirska i Piotr Pardela; światła – Jolanta Sikorska), spektakl inspirowany mądrościami zwierząt mocy – zapraszamy we wtorek 15 czerwca na godz. 19.00 do Sinfonii Varsovii, ul. Grochowska.

Na jedyny pokaz online „O/L/Śnienie”, również z towarzyszeniem muzycznym Kasi Żytomirskiej i Piotra Pardeli, pokaz inspirowany pracą ze snami – zapraszamy w środę, 16 czerwca na godz. 19 na platformę zoom.

Uwaga: w obu przypadkach obowiązują zapisy przez artgeneracje@dramaway.pl. Na spektaklu na żywo obowiązuje limit miejsc a widzowie pokazu online otrzymają link do wydarzenia na zoomie.

Tytuł oryginalny

Doświadczenie pandemii bardzo wiele nam uświadomiło

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Wiesław Kowalski

Data:

14.06.2021

Wątki tematyczne