Logo
Recenzje

Ćwiczenia

13.01.2026, 12:32 Wersja do druku

„Potok. Ćwiczenia ze wspólnoty” Jolanty Janiczak w reż. Wiktora Rubina w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach. Pisze Maria Sławińska, członkini Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Natalia Kabanow/mat. teatru

Potok. Ćwiczenia ze wspólnoty Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina to kolejna opowieść w kieleckim Teatrze im. Stefana Żeromskiego, która traktuje o poszukiwaniu tożsamości. Tym razem nie narodowej czy lokalnej, a jednostkowej.

Główną bohaterką przedstawienia jest Maria Wojdan (Anna Antoniewicz), a narratorem i przewodnikiem jej syn, Stanisław (Dawid Żłobiński), który stara się zrozumieć, kim była jego matka i jak wyglądał świat, w którym żyła. Przedstawienie rozgrywa się w kilku porządkach. Historycznym – fabułę tworzą wydarzenia z lat 30. XX wieku, które miały miejsce we wsi Potok. Teraźniejszym – aktorzy wychodzą niekiedy z roli i mówią o bohaterach z dzisiejszej perspektywy, szukając jednocześnie interakcji z publicznością. Jest także porządek pozasceniczny: spektakl rozpoczyna się od wyświetlonego na ekranie nagrania, w którym oglądamy Dawida Żłobińskiego odwiedzającego wspomnianą miejscowość. Dziś w Potoku mieszka tylko kilkanaście osób – większość wioski została pochłonięta przez cementownię Ożarów. Jeden z napotkanych przez Żłobińskiego mieszkańców kojarzy Marię Wojdan jako bohaterkę lokalnej legendy.

Jej losy to historia kobiety, która została wypchnięta poza wspólnotę. To popularny w teatrze schemat. Podobne opowieści oglądaliśmy w Będzie pani zadowolona, czyli rzecz o ostatnim weselu we wsi Kamyk Agaty Dudy Gracz czy Wiernej watasze Pawła Wolaka i Katarzyny Dworak. Nie od rzeczy będą także skojarzenia z Jagną – bohaterką Chłopów Reymonta. Wojdan jest klasyczną Inną, która nie pasuje do społeczności. Antoniewicz kreuje postać Marii w sposób nie wykluczający, że kobieta mogła być osobą z niepełnosprawnością intelektualną. Ale mogła być też straumatyzowana – w wyniku molestowania seksualnego, którego doświadczyła w dzieciństwie ze strony bliskich.

Wyrzucona z rodzinnego domu wykopała w lesie dół i w nim zamieszkała. Na scenie ziemianka przedstawiona jest jako w miarę ciepły zakątek, który gospodyni urządziła znosząc różne znalezione przedmioty. To tutaj rodzi czwórkę swoich dzieci i tu je wychowuje. Tutaj przyjmuje też gości – głównie mężczyzn szukających ukojenia, którzy nigdy nie przyznają się do kolejnych dzieci kobiety.

Scenografia (Łukasz Surowiec) utrzymana jest w czarno-białej kolorystyce. Z prawej strony zaaranżowano rynnę symbolizującą potok. Aktorzy biorą z niego wodę i wylewają z powrotem. Krążą w kółko – zamknięci w cyklicznym powtarzaniu codziennych czynności. Scenograficzne szkice budynków (np. kościoła) tworzą jakby sceniczną wydmuszkę wsi. Szkielet bez wypełnienia. Przestrzeni brakuje esencji tak jak mieszkańcom zrozumienia i empatii.

fot. Natalia Kabanow/mat. teatru

Na czarno biały świat w finale pada czerwone światło. To wtedy poznajemy szczegóły okrutnej zbrodni, która rozsławiła ówczesny Potok i samą Marię Wojdan. Jedno z jej dzieci umiera jeszcze w okresie niemowlęcym. Chłopi pod przykrywką wsparcia w pochówku ukrywają ciało, a następnie wyciągają z niego żyły, które zatapiają w wosku – tworząc świece. Zapalenie takiej świecy czyni jej właściciela niewidzialnym. To ma być sposób na wyzwolenie się z codziennych trudów i dokonanie zemsty na krzywdzicielach, ale też wyzwolenie się z obowiązujących norm i ról, które ich uwierają: żywiciela rodziny, gospodyni czy matki. A przecież sami te normy tworzą i narzucają.

Syn bohaterki, Stanisław komentuje jej losy niejako z zewnątrz. W swoich monologach skupia się na własnym doświadczeniu – braku pełnej wiedzy o matce i braku informacji o tym, kto jest jego ojcem. Poza opowieścią teatralną mają miejsce także inne działania – luźniej związane z historycznymi wydarzeniami. W jednej ze scen kilkoro artystów dzieli się opowieściami o doświadczeniu przemocy. Antoniewicz zachęca do tego samego widzów, prosząc, aby wrzucili do kapelusza kartkę z imieniem osoby, która ich skrzywdziła. Aktorka zapewnia, że dzięki niej, czyli „ikonie teatru kobiecej zemsty” będą mogli wymierzyć symboliczną sprawiedliwość. Publiczność – jak to zwykle bywa – jest skonsternowana. Widzowie wymieniają spojrzenia i jak najszybciej podają kapelusz dalej. Artystom nie udaje się przełamać obaw i wstydu, które osobom pokrzywdzonym utrudniają poradzenie sobie z traumą.

Poza Potokiem, na skraju proscenium, rozgrywa się też scena-wyznanie dwóch młodych dziewczyn (Tola Ośka, Bogna Żłobińska), które ironicznie opowiadają o doświadczeniach dzieci aktorskich. Żalą się na nieobecność matki, przesiadywanie w teatrze i tym podobne. To ciekawy fragment, głównie dzięki świeżej energii młodych aktorek, ale jego wymowa nie jest do końca jasna. Czy celem było zestawienie groteskowo podkręconych krzywd związanych z pracą w teatrze z trudami wychowywania się w ziemiance?

Finałowa scena preparowania zwłok dziecka wydarza się niespodziewanie. Jest jednocześnie drastyczna i znakomicie skomponowana. To także gorzki symbol nieudanych tytułowych ćwiczeń ze wspólnoty. Ich znaczenie dotyczy także formy spektaklu. Na początku aktorzy przedstawiali swoich bohaterów i wyjaśniali kogo będą grać. Ich dalsza relacja z bohaterami i światem wsi miała w sobie coś z nieustannych ćwiczeń. Tego rodzaju dopracowane i przemyślane konstruowanie scenicznych światów to cecha charakterystyczna twórczości duetu Rubin/Janiczak.

***

Jolanta Janiczak POTOK. ĆWICZENIA ZE WSPÓLNOTY. Reżyseria: Wiktor Rubin, scenografia, wideo: Łukasz Surowiec, scenografia, kostiumy: Marta Szypulska, muzyka: Krzysztof Kaliski, reżyseria świateł: Monika Stolarska, choreografia: Magda Jędra. Prapremiera 29 listopada 2025 w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.


Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne

Sprawdź także