Zdaniem szefowej MKiDN Marty Cienkowskiej opłata reprograficzna „to kwestia elementarnej uczciwości”. Jeśli korzystamy z pracy twórców, powinniśmy zapewniać im wynagrodzenie - powiedziała PAP. Według znowelizowanego rozporządzenia opłatą objęte będą także telefony komórkowe, tablety i komputery.
30 kwietnia szefowa MKiDN przekazała, że podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach reprograficznych. Przepisy wejdą w życie po sześciu miesiącach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Rozporządzenie nie zostało dotychczas opublikowane. - Czekamy na publikację - przekazał we wtorek, w odpowiedzi na pytanie PAP, rzecznik resortu Piotr Jędrzejowski.
- Skala dezinformacji wokół opłaty reprograficznej jest dziś bardzo duża, choć sama kwestia jest w gruncie rzeczy prosta i od lat uregulowana - podkreśliła w rozmowie z PAP Cienkowska. Odpowiedziała w ten sposób na zarzuty posłów PiS, którzy stwierdzili, że rozporządzenie jest niezgodne z konstytucją. - PiS rozważa skierowanie skargi do RPO, aby ten zwrócił się do TK o zbadanie tej kwestii - powiedział w poniedziałek Zbigniew Kuźmiuk z PiS.
Cienkowska zaznaczyła, że opłata reprograficzna nie jest podatkiem nakładanym na obywateli ani „dodatkowym kosztem urządzenia”.
- To mechanizm, który rekompensuje twórcom możliwość legalnego kopiowania ich utworów na użytek prywatny. Dzięki temu każdy z nas może korzystać z kultury w domu – kopiować muzykę, filmy czy książki – bez konieczności każdorazowego uzyskiwania zgody autora. W zamian twórcy otrzymują niewielkie, systemowe wynagrodzenie - wyjaśniła.
Ministra kultury przypomniała, że rozwiązanie funkcjonuje w Polsce od 1994 r. i jest elementem systemu ochrony praw autorskich. - Nie wprowadzamy więc nowej idei; porządkujemy i aktualizujemy przepisy, które od dawna istnieją, ale nie nadążają za zmianami technologicznymi - tłumaczyła.
Zwróciła uwagę, że w ostatnich latach zmienił się sposób korzystania z kultury. - Coraz rzadziej mamy do czynienia z nośnikami fizycznymi, a coraz częściej z treściami cyfrowymi. Dlatego konieczne jest dostosowanie listy urządzeń objętych opłatą do rzeczywistości, w której żyjemy. Bez tego system przestaje działać sprawiedliwie – twórcy tracą wynagrodzenie, a prawo przestaje odpowiadać realiom - wskazała.
Szefowa MKiDN przypomniała, że zmiana dotyczy producentów i importerów sprzętu, a nie obywateli.
- To oni uczestniczą w systemie, który umożliwia korzystanie z twórczości na określonych zasadach. Takie rozwiązania są standardem w wielu krajach i wynikają z potrzeby zachowania równowagi między dostępem do kultury a ochroną pracy twórców. Przez lata zapowiadano uporządkowanie tej kwestii, ale brakowało decyzji. Dziś ją podejmujemy. Nowelizacja wejdzie w życie za pół roku i wprowadzi jasne, aktualne zasady dla wszystkich uczestników rynku - podkreśliła.
Jej zdaniem opłata „to kwestia elementarnej uczciwości”. - Jeśli korzystamy z pracy twórców, system powinien zapewniać im choć minimalne wynagrodzenie. Bez tego osłabiamy fundament, na którym opiera się rozwój kultury - powiedziała.
Rzeczniczka prasowa Stowarzyszenia Autorów ZAiKS Anna Klimczak w przesłanym we wtorek PAP stanowisku oceniła, że „polski system, niezmieniany od kilkunastu lat, był w sposób oczywisty przestarzały i od dawna nie zapewniał uprawnionym właściwej rekompensaty zgodnej z prawem europejskim”. „Polska na tle innych państw członkowskich Unii Europejskiej była pod tym względem niechlubnym wyjątkiem. Podział środków pomiędzy poszczególne grupy uprawnionych powinien odpowiadać opartemu na rzetelnych badaniach modelowi korzystania z urządzeń w ramach dozwolonego użytku prywatnego – mamy nadzieję, że MKiDN takie badania niezwłocznie przeprowadzi” - dodała.
Z kolei dyrektor ds. komunikacji Związku Producentów Audio Video Anna Ceynowa przekazała PAP, że niezaktualizowane przepisy dot. opłaty reprograficznej oznaczały „każdego roku setki milionów złotych strat dla środowisk kreatywnych”.
Zbigniew Czerwiński, prezes Stowarzyszenia Autorów i Wydawców Copyright Polska, ocenił, że „znowelizowane rozporządzenie o »czystych nośnikach« to fundament nowego, sprawiedliwszego ładu na polskim rynku wydawniczym i kulturalnym”. „Nowe rozporządzenie sprawia, że producenci i importerzy dostarczający sprzęt i nośniki do kopiowania i przechowywania treści będą sprawiedliwiej współuczestniczyć w finansowaniu kultury, z której korzystają ich klienci” - przypomniał.
Debata nad rozszerzeniem listy urządzeń objętych opłatą reprograficzną o smartfony i laptopy toczy się w Polsce od lat. Zmiany próbował wprowadzić już rząd PiS, gdy na czele resortu kultury stał Piotr Gliński, jednak ostatecznie wycofano się z tego pomysłu.
„Opłata reprograficzna to nie jest podatek. To uczciwa jednorazowa rekompensata dla twórców za nieodpłatne korzystanie z ich pracy na urządzeniach elektronicznych. Funkcjonuje w większości krajów europejskich” - pisał w marcu 2021 r. na platformie X Gliński.
Resort kultury podkreślał wówczas, że opłata reprograficzna nie jest podatkiem; nie wpływa do budżetu państwa ani samorządów terytorialnych. Przekazywana jest twórcom.
- Wielkie koncerny doskonale wiedzą, że rekompensata reprograficzna - zaledwie odrobinę, ale jednak - uszczupli ich zyski, a nie kieszenie nabywców, dlatego bronią się, próbując zablokować prace rządu - powiedziała PAP w marcu 2021 r. ówczesna wiceminister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu Wanda Zwinogrodzka.
Opłata reprograficzna (tzw. opłata od czystych nośników) to mechanizm kompensacyjny, który w polskim systemie prawnym istnieje od 1994 r. Jego celem jest zagwarantowanie twórcom rekompensaty za kopiowanie ich dzieł na prywatny użytek. W praktyce rozwiązanie to zaczęło działać dwa lata po uchwaleniu ustawy, wraz z wydaniem pierwszego aktu wykonawczego określającego stawki oraz zasady ich poboru.
W 2003 r. dokument ten zastąpiono nowym rozporządzeniem. Choć było ono dwukrotnie nowelizowane – w 2008 i 2011 r. – błyskawiczny postęp technologiczny sprawił, że katalog urządzeń objętych opłatą stał się nieaktualny. Obecna inicjatywa MKiDN stanowi kontynuację starań o dostosowanie rodzimego prawa do standardów unijnych oraz współczesnych realiów. Obecnie wpływy z tego tytułu w Polsce należą do najniższych w UE, co uderza w tysiące rodzimych artystów i wykonawców.
Zdaniem ustawodawcy nie ma uzasadnienia dla utrzymywania w dotychczasowej wysokości opłat od urządzeń i nośników analogowych (magnetofony, magnetowidy, kasety VHS), których udział rynkowy jest znikomy lub które nie występują już w ofercie rynkowej.
Urządzeniami i nośnikami objętymi opłatą reprograficzną będą teraz m.in. telefony komórkowe z wbudowaną pamięcią, smartfony i tablety (z wbudowaną pamięcią od 32 GB), a także komputery stacjonarne (PC) i przenośne (laptopy). Opłata obejmie telewizory, dekodery, cyfrowe odtwarzacze audio i audio–wideo – te z wbudowaną pamięcią lub funkcją nagrywania na nośnik zewnętrzny. We wszystkich powyższych wypadkach opłata wyniesie 1 proc. ceny netto sprzedaży urządzenia lub nośnika. 2 proc. opłatę nałożono na płyty CD, DVD, Blu-ray, kopiarki i skanery oraz urządzenie wielofunkcyjne zawierające skaner lub kopiarkę. Opłaty na magnetofony i magnetowidy zostaną utrzymane, w symbolicznej wysokości 0,01 proc., wyłącznie z powodów legislacyjnych – obie kategorie urządzeń są wyraźnie wymienione w ustawie jako te, które powinny być objęte opłatami.
Opłata reprograficzna formalnie będzie obciążać producentów i importerów. Podnosi się jednak argument, że w praktyce koszty są przerzucane na konsumenta.
- To jest narracja tych, którzy chcą, żeby konsumenci tak myśleli. Przykłady z innych krajów pokazują, że nic takiego nie miało miejsca. Opłata reprograficzna istnieje w ponad 20 krajach Unii Europejskiej. W tych krajach środki przeznaczane na artystów są gigantyczne. W 2024 r. w Hiszpanii wyniosły 86 mln euro, w Holandii 31 mln euro, na Węgrzech 19 mln euro. W Polsce to było 35 mln zł. Jesteśmy dzisiaj jedynym krajem w UE, który nie zaktualizował katalogu czystych nośników. Wpływy z opłaty reprograficznej w Polsce należą do najniższych w całej Unii - powiedział w 2024 r. PAP wiceszef MKiDN Maciej Wróbel.
Pieniądze z opłat nie zasilą budżetu państwa, lecz trafią do Organizacji Zbiorowego Zarządzania (OZZ), takich jak ZAiKS czy ZPAV, które następnie rozdzielą je między uprawnionych artystów.