07.06.2021, 11:50 Wersja do druku

Ciało niezidentyfikowane, ciało zwielokrotnione

"Boginie" Alicji Kobielarz w reż. Jana Jelińskiego w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pisze Piotr Gaszczyński w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Bartek Barczyk

Boginie – najnowsza premiera Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie w reżyserii Jana Jelińskiego to spektakl, który najtrafniej można opisać słowem hermetyczny. Jest to przedstawienie niejednoznaczne, wielowątkowe, celowo rozmyte, jak gdyby rozpuszczone w mieszance mitologii i współczesności.

Punktem wyjściowym, szkieletem kompozycyjnym Bogiń są mity greckie, a dokładnie te traktujące o Demeter i Korze oraz Orfeuszu i Eurydyce. Bohaterowie poruszają się na małej przestrzeni, która z każdą kolejną sceną pełni inną funkcję – raz jest statkiem Argonautów (a raczej jego pozostałością jak żagiel, będący jednocześnie ekranem służącym do wyświetlania projekcji video), innym razem staje się Hadesem czy studiem telewizyjnym. Z początkowego, pozornego chaosu kompozycyjnego, w miarę upływu czasu, widz zaczyna łączyć poszczególne elementy w całość. Zatem jako całość Boginie to spektakl o ciele i jego archetypicznych aspektach: kulturowym, biologicznym, seksualnym, duchowym, mistycznym itd.

Każda z występujących w spektaklu postaci mierzy się ze swoją historią z perspektywy własnego bądź cudzego ciała. Orfeusz (Karol Kubasiewicz) początkowo sentymentalny, wspominający wyprawę po złote runo z każdą kolejną sceną nabiera krwistości – czy to w spotkaniu z rubaszną Baubo czy efemeryczną Eurydyką (obie kreacje Magdalena Osińska). Najbardziej znamienne jest to, że po wyjściu z krainy umarłych (z wiadomym skutkiem) Orfeusz oświadcza, że nie chce już być poddany regułom płciowości. Tak jak gdyby jego osobista porażka jako ratującego ukochaną, przekreślała go jako mężczyznę. Od tego momentu stwierdza wobec zebranych, że jest poza kategorią płci. Ta deklaracja staje się również przyczynkiem do jak najbardziej współczesnej dyskusji na temat stosowania zaimków niebinarnych. Choć temat wzbudza kontrowersje (i drwiący śmiech niektórych widzów), to trzeba przyznać, że Orfeusz mówiący za pomocą tych właśnie części mowy brzmi niezwykle interesująco, ożywczo.

Relacja Demeter (Natalia Strzelecka) i Kory (Alina Szczegielniak) jest w przedstawieniu najmocniej naznaczona cielesnością. To historia nie tylko matki i córki, ale też płodności, życia przeciwstawianego ascetyzmowi, śmierci. Miłość obu kobiet – naznaczona toksycznością, przedstawiana jest w spektaklu za pomocą chorób ciała (i ducha). Znana z mitów historia o cyklicznych powrotach i rozstaniach obu kobiet, która wyznacza jednocześnie rytm życia natury, przyrody, tu przekształca się w etapy walki z chorobą. W przypadku Demeter jest to nowotwór, z kolei dla Kory przeciwnikiem do pokonania staje się anoreksja. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że pozwala wywieść z mitu nowe, ożywcze znaczenia, co paradoksalnie potwierdza jedynie tezę o uniwersalności i ponadczasowości starożytnych podań. Za mniej udany pomysł uważam wplecenie wątku wywiadu z zespołem The Carpenters, którego wokalistka cierpiała na zaburzenia odżywiania. Nie wnosił niczego do całości (może poza chwilowym „wytrąceniem” widza z mitologicznej optyki).

Poboczną, ale ważną rolę w spektaklu pełni Hades / Lekarz (Rafał Szumera). Wyznacza w pewnym sensie rytm przedstawienia, podając Demeter kolejne diagnozy bądź „karmiąc” Korę owocem granatu (świetna projekcja przywodząca na myśl The Onion Mariny Abramović).

Boginie w reżyserii Jana Jelińskiego w interesujący sposób wykorzystują mity greckie, by mówić o współczesnych mitach – dotyczących kultu ciała, obowiązujących kulturowo i społecznie normach. Klasyka odczytywana jako punkt wyjścia, do którego można dopisać kolejne rozdziały sprawdza się – zarówno na scenie, jak i w realnym życiu.

Tytuł oryginalny

Ciało niezidentyfikowane, ciało zwielokrotnione

Źródło:

Teatr dla Wszystkich online

Link do źródła

Autor:

Piotr Gaszczyński

Data:

06.06.2021