„Masara” Szczepana Twardocha w reż. Roberta Jarosza w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach. Pisze Kamil Bujny, członek Komisji Artystycznej 32. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.
Tytułowa masara to – jak tłumaczy w jednej ze scen Paulina (Krystyna Nowińska), główna bohaterka spektaklu w reżyserii Roberta Jarosza ze Śląskiego Teatru Lalki i Aktora Ateneum w Katowicach – wielka mucha z „zielonym połyskiem, która żre gówno i buczy jak mały bąk”. Tak o nastolatce, uczęszczającej do jednej z niczym niewyróżniających się szkół średnich, mówią rówieśnicy i rówieśniczki. Nie lubią jej, czego wyraz dają przy każdej możliwej okazji. Powód? Jest – jak twierdzą – gruba i śmierdzi potem. Dziewczyna daje wiarę tym słowom, sama zaczyna o sobie myśleć w podobny sposób. Brzydzi się własnego ciała, chciałaby stać się niewidzialna. Zaczyna funkcjonować w dwóch postaciach: jako nieszczęśliwa i skrzywdzona Paulina, której potrzeb i smutku nikt, nawet najbliższa rodzina, nie potrafi lub nie chce dostrzec, oraz Masara – sam „tłuszcz i mięso”. O tej pierwszej wiedzą nieliczni, dla całej reszty istnieje tylko ta druga – szkolny kozioł ofiarny.
Bohaterkę grają dwie aktorki. W rolę Pauliny wciela się Nowińska, w jej alter ego – Ewa Reymann. Paulina to emocje, myśli, osoba, a Masara – zdemonizowany obraz własnego ciała, wizja ukształtowana przez wyzwiska kolegów i krzywdzące stereotypy. Na scenie pojawiają się także wielkie, bezkształtne formy: noszone i animowane przez aktorki poduchy, przypominające coś w rodzaju obrzydliwych złogów tłuszczu, pokrytych wypustkami, pryszczami, żylakami i naroślami. To fizyczna projekcja kompleksów dziewczyny.
Jarosz, reżyser, ale też autor adaptacji (Masara powstała na podstawie opowiadania Szczepana Twardocha o tym samym tytule, pochodzącego ze zbioru Ballada o pewnej panience) organizuje akcję wokół dialogu, jaki Paulina prowadzi sama ze sobą, komentując różne dotyczące jej zdarzenia, wyrażając własne lęki, mówiąc o emocjach i marzeniach. Bohaterka na każdym kroku doświadcza nieprzyjemności. Od koleżanki słyszy, że jest „tłustą świnią”, od ojca, że „nie jest jakoś szczególnie bystra”, a od Marka (Grzegorz Eckert), w którym potajemnie się kocha, że „jest tak samo gruba wszędzie” i jedynie po sutkach można poznać, „która fałda to cycki, a która normalne sadło”. Takimi słowami karmi się Masara, coraz wyraźniej dominująca część tożsamości Pauliny. Nawet gdy nastolatka próbuje nie ulegać złym podszeptom swojej wewnętrznej towarzyszki, nie jest w stanie ich zagłuszyć – wpędzają ją w poczucie winy i wstydu, zawężają perspektywę, prowadzą do myślenia tunelowego. Bohaterka – pomimo wsparcia Ciotki (Katarzyna Prudło), która jako jedyna dostrzega, że problemem dziewczyny nie jest sama waga, lecz nieumiejętność radzenia sobie z własnymi emocjami – zaczyna się izolować i pogrążać w depresji.
Sytuacja, w której znajduje się bohaterka, nie jest jednoznaczna. Nie wiemy czy to, czego doświadcza, dzieje się naprawdę, czy jest tylko przejawem jej kryzysu emocjonalnego, niskiej samooceny i zniekształconego postrzegania rzeczywistości. Aktorki, które grają Paulinę i Masarę, są szczupłe; nie noszą również kostiumów imitujących nadwagę. Jej wspomniane symbole, animowane przez odtwórczynie głównych ról, są zbyt abstrakcyjne, by brać je dosłownie. Nie możemy być również pewni, czy zdarzenia, w których nastolatka bierze udział lub których jest świadkiem (jak korytarzowa rozmowa Marka i jego kolegów o „cyckach” Pauliny), mają miejsce, czy może są jedynie projekcją jej lęków. Kluczowa dla przedstawienia okazuje się bowiem kwestia internalizacji przez nastolatkę negatywnych opinii na swój temat. Paulina nie potrafi nie przejmować się tym, co słyszy o sobie. Ulega niewybrednym uwagom, co wypacza jej obraz samej siebie.
Jarosz nie postawił na linearną opowieść, lecz na próbę ukazania krajobrazu emocjonalnego bohaterki. Udało mu się to osiągnąć poprzez kolażową dramaturgię i dynamiczny montaż często niepowiązanych ze sobą scen. Nowińska i Reyman świetnie odnajdują się w tej poszatkowanej strukturze, wiarygodnie i przejmująco ukazując napięcia na linii Paulina-Masara. Ciekawe są zwłaszcza te sceny, w których ujawnia się nieoczywisty dystans między postaciami.
Spektakl – jako że powstał dla widzów powyżej szesnastego roku życia, głównie młodzieży – dotyka nie tylko ważnej dla nastolatków kwestii przynależności do grupy i bycia przez nią akceptowanym, lecz także problemu odkrywania własnej seksualności. Poczucie bycia gorszą, z którym zmaga się Paulina, wynika również z tego, że nie jest – w przeciwieństwie do bardzo atrakcyjnych koleżanek, niewstydzących się swoich „ślicznych piersi wyrastających ze szczupłych torsów” – pożądana przez chłopców. Zazdrości rówieśniczkom, że mogą rozchylać „gładkie, opalone uda obciągnięte skórą napiętą” i pokazywać partnerom to, co mają „między twardymi od konnej jazdy udami”. Wyobrażenie pięknych cudzych nagich ciał przeciwstawia własnemu: „udom wielkim, białym, zatopionym w sadle, udom drżącym i pokrytym skórą pomarszczoną”. Twardoch i Jarosz ze swadą przechwytują kapitalistyczno-pornograficzne sposoby utowarowienia ciała, pokazując jak jego powszechny w mediach, zakłamany i wyidealizowany wizerunek zniekształca myślenie młodych osób o seksualności i własnej atrakcyjności. Wymowna okazuje się pod tym względem także decyzja twórców, by przenieść na scenę obecny w tekście (w formie przekreśleń) zamysł cenzurowania wulgarnych określeń. Aktorzy i aktorki za każdym razem, gdy ich postaci używają obraźliwych bądź niecenzuralnych zwrotów (typu „zerżnąć”, „dupsko”, „suka”, „kutas”, „cipsko”), przyciskają wielki czerwony włącznik, który uruchamia głośny dźwięk cenzury, kojarzony m.in. z programami informacyjnymi. Gest ten ujawnia znamienną dychotomię: pokazuje, że dorośli chcą wierzyć w to, że nastolatkowie nie używają podobnych określeń, choć w rzeczywistości mierzą się z doświadczeniami znacznie poważniejszymi w konsekwencjach niż zastąpienie słowa „jeść” wulgarnym „wpierdalać”.
Silnie zarysowana – tak w tekście, jak i na scenie – została polityczność spojrzenia. Paulina konstruuje swoją tożsamość w opozycji do tego, jak widzi ciała swoich koleżanek, za normę uznając jedynie ich szczupły wygląd. Jej sylwetka nie wpisuje się w kanon, dlatego bohaterka nie przebiera się w szatni – robi to w toalecie, obawiając się oceny. Patrzenie potraktowane zostaje w Masarze jako narzędzie opresji i podtrzymywania patriarchalnego porządku – metoda wykorzystywana przez silniejszych do dyscyplinowania słabszych członków grupy. Bohaterka w jednej ze scen mówi wręcz, że jej ciało – anonimowe i wolne od oceny na ulicach („na Nowym Świecie albo na Częstochowskiej jestem scenografią”) – „ukonkretnia” się dopiero w okolicach szkoły. Staje się tam „ciałem nieprzezroczystym”, epatującym samym sobą i będącym metonimią całej osoby.
Katowickie przedstawienie, konsekwentnie poprowadzone i odważne, doskonale wpisuje się w popularny w ostatnim czasie nurt teatru dla dzieci i młodzieży, który potencjał społecznego zaangażowania i psychoterapeutyczny wymiar przekłada nad fabularną i wizualną atrakcyjność. Masara na wielu polach koresponduje z diagnozami z takich spektakli jak: POV: Masz 12 lat i prze****ne Mariusza Gołosza w reżyserii Marty Streker z Teatru im. Jana Kochanowskiego w Opolu, Zła dziewczynka Marii Wojtyszko w reżyserii Jakuba Krofty z Wrocławskiego Teatru Lalek czy Turniej klasowy (do przerwy 4:0) Gołosza w reżyserii Streker z Wałbrzyskiego Teatru Lalki i Aktora. Wydźwięk Masary nie jest jednak tak pozytywny jak w przywołanych przedstawieniach. Postaci nie przechodzą tu radykalnej przemiany, nie stają się lepszymi ludźmi i nie uczą się na błędach; co prawda dorastają, zakładają rodziny i prowadzą z pozoru udane życia (o ich późniejszych losach dowiadujemy się z ostatnich scen), ale niegdysiejsze traumy wciąż w nich rezonują, wpływając na dorosłe decyzje i wybory. Paulina spełniła marzenia o szczupłym wyglądzie, skończyła dobre studia i realizuje się zawodowo, ale Masarę zastąpiła czym innym – „grubą warstwą fluidu”, pod którą wreszcie czuje się bezpieczna. Pytanie tylko: czy naprawdę?
Szczepan Twardoch MASARA. Adaptacja i reżyseria: Robert Jarosz, scenografia: Anita Piotrowska, muzyka: Iga Eckert, choreografia: Marta Bury. Prapremiera w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora Ateneum 8 listopada 2025.