Logo
Recenzje

Caravaggio. Romantyzowane

16.03.2026, 10:19 Wersja do druku

„Między nogami Leny, czyli »Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny« według Caravaggia” Agaty Dudy-Gracz w reż. autorki w Teatrze Śląskim w Katowicach. Pisze Magdalena Legendź w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Przemysław Jendroska/mat. teatru

Ocena recenzenta/tki: (7/10) – dobry

Memling w Gdańsku, Wyspiański w Krakowie, Caravaggio w Katowicach. Reżyserka idzie sprawdzonym tropem. W konstrukcyjny schemat „Caravaggia” wpisuje się po raz drugi. Czy teraz mówi o czym innym niż w Kłajpedzie?

Spektakl wpisuje się w żywy nurt rozważań o tym, co wolno artyście i czym jest sztuka (patrz krakowska „Piramida zwierząt”), jest kolejnym punktem autorskich dociekań. Geograficznie patrząc, wolałabym, żeby Agata Duda-Gracz w Katowicach sięgnęła po Erwina Sówkę i jego wewnętrzne światy, zamiast romantyzującego spoglądania na mistrza chiaroscuro, któremu – jako kochankowi Muz – wolno więcej. Jeśli dziś czasem zbyt daleko idziemy w cancelowaniu przemocowych artystów żerujących na swych bliskich, to spektakl cofa nas do czasów sprzed tej wrażliwości, normalizując narcyzm.

Widz zostaje skonfrontowany z zainscenizowanymi dziełami malarskimi wyznaczającymi punkty ciężkości scenicznej opowieści. Mamy trzynaście takich „żywych obrazów”. Układają się one w narrację o inspiracjach malarza – jesteśmy bowiem wewnątrz jego wyobraźni, w głowie artysty. Jak to jest pokazane? Artysta w stuporze zastyga na pierwszym planie, punktowo oświetlony, a my oglądamy jego proces myślowy – od inspiracji do gotowej sceny, w którą zastygają aktorzy. Najlepiej może wychodzi to w przypadku „Powołania św. Mateusza” i tytułowego „Zaśnięcia…”, mocnych węzłów dramatycznych akcji.

Rzecz zaczyna się, zanim widzowie zajmą miejsca. Towarzyszą im aktorzy z zapalonymi świecami. Widownia i scena, na której majaczy śmiertelne łoże, spowite są półmrokiem – będziemy uczestnikami pośmiertnego czuwania i świadkami retrospekcji: feerii soczystych aktów miłosnych, uczt, tańców i bójek w znakomitej choreografii. Wszystko to oświetlone z mimetyczną dbałością o każdy promień i każdy cień. To światło, jak w obrazach mistrza, jest głównym bohaterem. Równie piękne, jak nieludzkie.

Aktorzy brawurowo odnajdują się w tym gąszczu, choć część relacji między postaciami nie ma kiedy wybrzmieć (w programie można za to przeczytać fascynujące opisy – listy reżyserki do postaci). Ale nie na niuansach skupia się twórczyni. Są tu proste emocje, reakcje i przewidywalne zachowania. Dziwki są szlachetne, biskupi – głupi, a inni malarze – nie dość dobrzy. Oczywiście jest w tym ironia i groteskowe przerysowanie, a niektóre sceny są prawdziwie zabawne.

„Ostatecznie czego żąda od nas Bóg? Żebyśmy się miłowali” – mówi swemu kochankowi Caravaggio. Miłości jednak nie rozumie. Nawet gdy twierdzi, że robi wszystko dla swej Leny, nie znajduje w sobie dość siły, by być przy niej wtedy, gdy – umierająca – potrzebuje go najbardziej.

Ekspresyjne obrazy, zmysłowy język przedstawienia, dynamiczne sytuacje sceniczne składają się na nieprawdopodobnie intensywne widowisko, trzymające w emocjonalnym klinczu. Na skali odczuć spektakl plasuje się w pół drogi między „ważny” a „piękny”. Nie pozostawia obojętnym. Jest jednak jak uwodziciel – czaruje urodą, zachwyca, ale porzuca i pozostawia w oszołomieniu. Widz budzi się jak dziewczyna po pierwszym razie i myśli: To już? To wszystko?

Tytuł oryginalny

Caravaggio. Romantyzowane

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Magdalena Legendź

Data publikacji oryginału:

16.02.2026

Sprawdź także