EN
06.04.2022, 15:31 Wersja do druku

„Byk” broni się sam

„Byk” Szczepana Twardocha w reż. Roberta Talarczyka i Szczepana Twardocha, koprodukcja STUDIO teatrgalerii, Fundacji Teatru Śląskiego „Wyspiański”, Teatru Łaźnia Nowa i Instytutu im. Jerzego Grotowskiego. Pisze Magda Kuydowicz w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Przemysław Jendroska

Szczepan Twardoch napisał drugi po „Pokorze” tekst dla teatru. Monodram „Byk” opowiada  autoironiczną historię życia pisarza, Ślązaka i skandalisty, Roberta Mamoka.

Robert Talarczyk, aktor i zarazem reżyser przedstawienia, mówi na scenie w dwóch językach – po polsku i po śląsku. Naturalność i lekkość gry sprawiają, że od razu wchodzimy w świat protagonisty. Pomaga temu również świetna scenografia Marcela Sławińskiego. Ciasny pokój z meblościanką, święte obrazy osłonięte folią, błyszcząca cerata na stole, stary trzeszczący telewizor i łóżko dla obłożnie chorego ojca bohatera to teraz cały świat znanego pisarza. Mamok siedzi  przy stole i zapija swojego „robaka”.  Z rozmów telefonicznych, które prowadzi z agentką, byłą żoną i synem oraz jedynym przyjacielem, dowiadujemy się stopniowo o przyczynach jego życiowego kryzysu. Na stole pojawiają się narkotyki. Mamok stopniowo odsłania swoją mroczną historię rozpadu rodziny, uzależnienia i postępującego kryzysu twórczego; ujawnia przyczyny, dla których pisarz skompromitował się publicznie i wylądował na czołówkach tabloidów i plotkarskich portali. Im głośniej jednak krzyczy i przeklina, tym wyraźniej słabnie. Mimo to powtarza: „Jestem Robert Mamok, Byk nie do zaje…a !”.

Pomiędzy kolejnymi szklaneczkami whisky otwiera szuflady błyszczącej meblościanki, z której wypadają stare gazety z wywiadami byłego „mistrza i prowokatora”; w końcu otwiera butelkę wódki ubraną w kuriozalny stroik – pluszowego białego pudla. Na półkach odnajduje ukryty przez ojca niemiecki hełm oraz paradną górniczą czapkę. Mamok pije kawę plujkę ze szklanki w srebrnej koszulce z uchwytem, podjada nerwowo cukierki (po śląsku „bombony”) z małej patery szklanej, która udaje kryształową. Kolejne, starannie dobrane przez autorów przedstawienia rekwizyty, uruchamiają mechanizm wspomnień Mamoka. Poznajemy ponure losy rodziny, w której mężczyźni wcielani byli na siłę do armii niemieckiej i pradziadów uwikłanych w historię z rodzinnych Przyszowic. Bohater przywołuje wspomnienia z niedzielnego obiadu, podczas którego kobiety podawały jedzenie i sprzątały, a mężczyźni biesiadowali. Gdy mały Robert ruszył, by pomóc matce, natychmiast został przywołany do porządku przez ojca, jako że sprzątanie to rola kobiety. Konserwatywny dom, życie w kręgu rodziny wykluczające prawie ludzi z zewnątrz, to wartości, które Mamok ceni, ale które równocześnie budzą jego sprzeciw. W ten sposób usiłuje dociec źródeł swojej tożsamości. Dyskutuje sam ze sobą na temat tego kim jest dziś – Polakiem czy Ślązakiem? Mężczyzna w sile wieku, przekraczający już tak zwaną „smugę cienia”, chce brutalnie, po męsku, spointować swoje życie. Czuje, że dotarł do kresu, wszystko się w jego życiu wali. Był dyrektorem, znanym pisarzem, a jest bezrobotnym bankrutem na skraju nerwowego załamania. Czy i jak uda mu się ocalić resztki ludzkiej godności?

Mimo „przaśnego” języka i brawurowej walki z otaczająca rzeczywistością, Mamok szybko budzi sympatię i zrozumienie widza. To oczywiście zasługa gry Talarczyka. Aktor płynnie przechodzi od ataku szału do stanu krańcowej rozpaczy, by pozwolić sobie wreszcie na nutę głębszej refleksji. Czuje dylematy swojego bohatera. Żyje nimi. Historia rodziny aktora, której fotografie zamieszczono w programie przedstawienia, mogła służyć za źródło do tej teatralnej odsłony dotyczącej historii Śląska spisanej przez Twardocha. Sądzę, że obaj twórcy dużo o tym rozmawiali, bo są głęboko zanurzeni w rodzinnych wspomnieniach. Zdjęcia rodziny Twardocha również zamieszczono w programie.

Zaletą tekstu autora „Morfiny” jest jego tragikomiczność. Mroczne, a chwilami dramatyczne kwestie przeplatają się z dowcipnymi aluzjami dotyczącymi współczesności. Nie raz słyszymy ze sceny publicystyczne wręcz akcenty, cytowane z nagłówków gazet i zdjęć z pierwszych stron popularnych czasopism. Aktor wdaje się w dyskurs z publicznością, mocno krytykując warszawską inteligencję z daczami na Mazurach. Drwi z rautów i spotkań tak zwanej „Warszafki”, gdzie do młodego wówczas pisarza, po błyskotliwym debiucie, zwracano się słowami: „mistrzu”.  Mimo to sam ulega mechanizmowi towarzyskich układów. Gdy dzwoni do niego znany redaktor naczelny jednego z tygodników, zmienia ton na usłużny i po chwili sam określa siebie jako „potakującego pingwina”. Krytykuje siebie i innych. Niespodziewanie ratuje go z poważnej opresji przyjaciel – Mamok wpada wtedy w euforię. Po chwili jednak  wypowiada gorzkie słowa: „ W tym kraju nie da rady się skompromitować”. Dotyka go kryzys wartości i brak perspektyw. Żegnamy go w naprawdę dramatycznym momencie. Jest zupełnie sam. Zawieszenie akcji świetnie podsumowuje życie Mamoka.

Zostajemy jako widzowie  z pytaniem: co dalej?

Robert  Talarczyk to świetnie osadzony w roli Mamoka aktor, jest niczym samonakręcający się mechanizm zegara. Szczepan Twardoch, który reżyserem z wykształcenia nie jest, jest równie silnie zanurzony w historii Śląska. Zabrakło mi trochę trzeźwego spojrzenia z zewnątrz kogoś, kto bez emocji wydobyłby jeszcze więcej z naprawdę dobrego i mocnego testu Twardocha. Mimo to „Byk” broni się sam. Trzeba ten spektakl zobaczyć.

Tytuł oryginalny

„Byk” broni się sam

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Magda Kuydowicz

Data publikacji oryginału:

06.04.2022