16.09.2020, 13:50 Wersja do druku

Budowa siedziby i Bydgoski Festiwal Operowy dały dyrektorowi wiarę, że ta przygoda potrwa dłużej niż tylko parę lat

mat. teatru

Dyrektor Opery Nova Maciej Figas,  razem z Maciejem Puto, dyrektorem Filharmonii Pomorskiej, przed kilkoma dniami odebrał uroczyście nominację na kolejną kadencję. Operą kieruje od 1992 r, dyrygentem jest znacznie dłużej i potrafi te dwa zadania znakomicie godzić

Panie dyrektorze miło tak słuchać wygłaszanych peanów na swój temat podczas wręczania kolejnych nominacji.

Oczywiście, muszę przyznać, że miło, nie będziemy oszukiwać słuchaczy, że jest inaczej . Natomiast nie chciałbym, żeby ktoś odniósł wrażenie, że zawsze było tak miło. Jest to efekt wieloletniego współdziałania. Muszę wyznać, że nie zawsze Pan Marszałek miał do mnie tyle zaufania i sympatii. Cieszę się, że przez lata naszej współpracy dotarliśmy się. A trzeba jeszcze dodać, że Pan Marszałek Całbecki nie jest moim pierwszym marszałkiem. Pamiętam doskonale współpracę z marszałkiem Achramowiczem i te procesy są naturalnymi.

Marszałek Achramowicz nie był Pana pierwszym pracodawcą.

Kiedyś bydgoska opera podlegała pod urząd wojewódzki, co miało swoje plusy, bo kiedy urzędowaliśmy jeszcze na ul. Gdańskiej 20, to wystarczyło przejść przez park, żeby wylądować w gabinecie dyrektora wydziału kultury.

Na dywaniku?

Tak, tam były „fajne" dywaniki, nawet zostawiając na boku nazwiska. Pozwolę sobie tutaj na małą anegdotę. Otóż dyrektorowi Drozdowi zdarzało się na początku nie pamiętać, z jakiej instytucji przychodzę i mylił mnie z filharmonią. Nie przeszkadzało mu to jednak w okazywaniu mi dużego zaufania. A przecież byłem wówczas smarkaczem, miałem mleko pod wąsem, więc miał jakby prawo tego zaufania nie mieć. Tę anegdotę proszę traktować zatem wyłącznie jako wyraz sympatii. Tak się dzisiaj zastanawiam i dochodzę do wniosku, że ja na jego miejscu, patrząc na takiego dyrektora opery, pewnie takiego zaufania bym nie miał.

Pan jeszcze nie miał wówczas 30 lat.

Tak, jak zaczynałem miałem dokładnie 29 lat.

I był Pan najmłodszym dyrektorem opery w Polsce?

Rzeczywiście, byłem najmłodszym dyrektorem teatru operowego w Polsce i to przez wiele, wiele lat. Tutaj muszę wspomnieć dyrektora Kunca ze Szczecina, który niemal równolegle ze mną został dyrektorem tamtejszej opery, ale on miał to „nieszczęście" być o rok ode mnie starszy, w związku z czym, ja zawsze byłem tym najmłodszym. Nie było to powodem do chluby - czułem się i często byłem traktowany jak takie właśnie pacholę operowe na mapie dyrektorów krajowych teatrów.


Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Budowa siedziby i BFO dały dyrektorowi wiarę, że ta przygoda potrwa dłużej niż tylko parę lat

Źródło:

Express Bydgoski nr 217

Autor:

Rozmawiała Magda Jasińska