EN
03.03.2022, 09:07 Wersja do druku

Bitwa z czasem

"Złodziej czasu" Waldemara Wolańskiego w reżyserii autora w  Teatrze Dzieci Zagłębia w Będzinie. Pisze Katarzyna Lemańska, członkini 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. mat. teatru

W ustawieniach telefonu włączam limity czasu dla aplikacji. Skutek jest taki, że po upłynięciu limitu klikam w programie „zrób wyjątek” i dalej z niego korzystam, tracąc poczucie czasu. Media społecznościowe, Internet i technologia to sprzymierzeńcy tytułowego złodzieja czasu w przedstawieniu w reżyserii Waldemara Wolańskiego. Złodziej ów jest Zegarmistrzem, który początkowo okradał dorosłych z chwil przeznaczonych dla ich dzieci, ale później zaczął wykradać wszystkim tyle czasu, ile tylko zdołał, by zbudować z niego zegar. Według legendy, kiedy go ukończy, świat przestanie istnieć. Niebezpieczeństwa utraconego czasu nie dostrzegają dorośli – zajęci pracą przy komputerze, skrolujący strony na tablecie, ci, którzy zawożą swoje dzieci na ferie do dziadków, po czym ich nie odwiedzają… z powodu braku czasu. Ale ci, którzy znają baśń o złym Zegarmistrzu (czy w innej wersji Magu), wiedzą, że można go na chwilę oszukać i zyskać dla siebie trochę więcej czasu. Narrator spektaklu – właściciel pracowni z zegarami – dowiedział się o tym od swojego dziadka, kiedy był małym chłopcem, i opowiada tę historię ku przestrodze.

fot. mat. teatru

Baśń Złodziej czasu wystawiona po jedenastu latach ponownie na scenie przez autora – po prapremierze w Teatrze Lalek Arlekin w Łodzi, tym razem w Teatrze Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie – rozgrywa się na planie lalkowym. Ubrany w stary płaszcz, z kapeluszem na głowie, Narrator schodzi ze sceny (wróci ponownie, by zakończyć opowieść), na której pojawiają się realistyczne zaprojektowane, półmetrowe lalki: małego chłopca, a także Babci, Dziadka i Zegarmistrza – w scenach retrospektywnych występują ich wersje z przeszłości. Zaciekawiony bajką o Złodzieju Czasu chłopiec-narrator trafia przez zegar do Krainy Czasu, gdzie więzi go Zegarmistrz. Z pomocą przychodzi chłopcu Dziadek, któremu zły Mag kradnie w odwecie cały jego czas. Chłopiec wraca więc ponownie do „krainy po drugiej stronie wskazówek zegara”, aby „odzyskać” życie dziadka. Zegarmistrz cofa wtedy koło czasu, aby pokazać małemu bohaterowi sceny z przeszłości. W młodości znali się z Dziadkiem i obydwaj rywalizowali o uwagę dziewczyny, w której narrator rozpoznaje nastoletnią Babcię. Zegarmistrz czuje się oszukany przez przyjaciół, że chcą go zostawić i wrócić do świata, w którym mogą się zestarzeć. Więzi Babcię, a kiedy Dziadek próbuje ją uratować, Zegarmistrz atakuje go ostrą wskazówką zegara niczym szpadą. Walka na wskazówki rozgrywa się zarówno w przestrzeni sceny, jak i na widowni. Aktorzy niemalże żonglują lalkowymi postaciami i ich bronią – przerzucają je między sobą, chowają się za kolumnami, przeskakują krzesła, lawirują wśród publiczności. W ostatecznym pokonaniu Zegarmistrza pomaga Dziadkowi magia (albo ponadczasowa moc nazywana czasami miłością). Podobne cuda dzieją się, kiedy w niebezpieczeństwie jest chłopiec-narrator. Gadający Ognisty Ptak (o głosie dziwnie podobnym do głosu Babci) unosi bohatera z powrotem do jego łóżka w starym domu dziadków.

Wprawiona w ruch, utrzymana w ciemnobrązowych barwach scenografia Joanny Hrk przypomina mechanizm olbrzymiego zegara. Na scenie wszędzie wirują zębatki – zamontowane pod postumentami, wiszące na ściankach, tworzące wolnostojące konstrukcje. W centrum sceny znajdują się trzy ruchome platformy, a za nimi wysoki zegar z wahadłem i wyrzeźbionym wizerunkiem smoka. Na zaaranżowaną przez Krzysztofa Dziermę fonosferę składają się rozmaite dźwięki: skrzypienie starej podłogi u dziadków, zegary z tykającymi wskazówkami, „kukułka” wybijająca pełne godziny, uderzające o siebie zębatki. Tę organiczność upływającego czasu wzmacniają ruchome wizualizacje zegarów i wskazówek zaprojektowane przez Aleksandra Joachimiaka. Twórcy urzeczywistniają fantazję, jak może wyglądać czwarty wymiar przestrzeni. Bohaterowie funkcjonują w dwóch światach – domu Babci i Dziadka oraz pracowni Zegarmistrza w Krainie Czasu, czyli po jednej i drugiej stronie wskazówek.

Wolański jest bardzo sprawnym rzemieślnikiem sceny lalkowej – piszę to z największym uznaniem, ponieważ oglądanie Złodzieja czasu, w którym najważniejszym środkiem wyrazu są lalki, sprawiło mi wielką przyjemność. Podobną do tej, jaką widać w zaangażowaniu animatorów w prowadzeniu precyzyjnie wykonanych lalek ubranych w proste stroje o ciepłych barwach. Będzińscy aktorzy, Katarzyna Bała, Adrianna Bieżan, Patrycy Hauke, Jacek Mikołajczyk, Stefan Szulc, Wojciech Żak, ubrani na czarno, w starodawnych melonikach, animują lalki w duetach. Jedna osoba trzyma korpus i steruje rękami lalki oraz użycza jej głosu, druga porusza nogami. Spektakl rozpoczyna się i kończy piosenkami z motywem muzycznym z piosenki Time zespołu Pink Floyd. W finale aktorzy śpiewają: „Ale jedno można zrobić / Można czas swój ofiarować / Komuś, kto za nami tęskni / Kto do serca czas nasz schowa”. Wolański w dość pochmurnym w swojej wymowie spektaklu (Zegarmistrza można oszukać, ale nie pokonać całkowicie) oswaja dzieci z nieuchronnością starzenia się i śmierci. Każdy z nas ma ograniczoną ilość czasu i ważne, aby nie marnować go na głupstwa, jakimi reżyser uważa czas spędzony przed ekranem telewizora, komputera czy komórki (a tak właśnie spędzają dni rodzice chłopca). To w kontakcie z drugim człowiekiem protagoniści spektaklu widzą za Autorem prawdziwą wartość. Wolański nienatarczywie przestrzega też dorosłych, że czas spędzony z ich dziećmi jest bezcenny i bezpowrotny. Warto ukraść go trochę dla siebie i swoich najbliższych.

Waldemar Wolański ZŁODZIEJ CZASU. Reżyseria: Waldemar Wolański, scenografia: Joanna Hrk, muzyka: Krzysztof Dzierma, wizualizacje: Aleksander Joachimiak. Premiera w Teatrze Dzieci Zagłębia im. Jana Dormana w Będzinie 25 września 2021.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne