Ze Skóry po dziadku autorstwa i w reżyserii Mateusza Pakuły wyszłam zapłakana. Po wstrząsającym monologu Vitalika Havryli wieńczącym Czerwone i czarne Stendhala, które na nowohucką scenę zaadaptował Bartosz Szydłowski, długo nie mogłam się pozbierać. Jezus o twarzy Zuzanny Skolias-Pakuły i Duch Święty łudząco przypominający Emose Uhunmwangho w Latającym Potworze Spaghetti wznieśli moje poczucie humoru na nowy poziom absurdu. W teatrze bawię się świetnie, w działającej od 21 lat Łaźni Nowej zazwyczaj wyśmienicie.
Tytuł oryginalny
Biegiem do Łaźni Nowej
Źródło:
„Kraków i Świat” nr 11/12