Nakładem Wydawnictwa Miejskiego Posnania i Teatru Ósmego Dnia ukazała się książka pod tytułem „Więcej niż teatr" autorstwa Ewy Wójciak. Jest to barwna, wielowątkowa i potoczysta opowieść o doświadczeniu czasu, Polski, teatru i własnego charakteru w ciągu minionych 75 lat.
Ewa Wójciak urodziła się bowiem w 1951 r. i pod koniec drugiej dekady swojego życia zbliżyła się do studenckiego Teatru Ósmego Dnia. Swoistą inicjacją do tego osobliwego środowiska była - jak przyznaje sama autorka - jej potrzeba buntu, wdzięk i relacja uczuciowa z Lechem Raczakiem.
W krótkiej recenzji zamieszczonej na okładce książki Artur Domosławski pisze, że publikacja jest "autoportretem buntowniczki i artystki - zaangażowanej, wywrotowej, niepogodzonej", a jednocześnie zauważa, że książka to "kawał historii zbuntowanego teatru, który był/jest czymś więcej niż teatrem - utopią? republiką przyjaciół? narzędziem społecznej zmiany?".
Ewa Wójciak niewątpliwie posiada talent gawędziarski. Książkę czyta się dobrze, płynnie, jednym tchem, mimo że opisywana materia nierzadko wymaga przygotowania, czy namysłu. Choć każdy utwór autobiograficzny jest z natury rzeczy stronniczy, jestem przekonany, że wspomnienia Ewy Wójciak okażą się wartościowe dla wielu, różnych ludzi i środowisk, nawet jeżeli niektórzy odnajdą tam partykularny obraz, który uznają za wykrzywiony, czy zamazany.
Przede wszystkim jest to dokument osobisty. Dużo można by rozprawiać o wartościach poznawczych pamiętnikarstwa, o roli autokreacji w ich powstaniu, o potrzebach psychologicznych, które czają się za fasadą dzieł wspomnieniowych.
Znając osobiście Ewę Wójciak, wiem - gdy czytam "Więcej niż teatr" - że w książce autorka opowiada o swoim życiu tak, jak robiła to przez lata prywatnie, w osobistych rozmowach.
Myślę, że ten ton, w którym często nie gryzie się w język jest dużą wartością. Pozwala bowiem zapisać wiele wydarzeń z perspektywy tego, jak widziała je, czuła i komunikowała, czy też jak chciała zapamiętać i przedstawić przez lata światu Ewa Wójciak. Charta non erubescit - nie będzie już więc od tego odwołania (chyba, że za kilka lat pojawi się wydanie II). Książka staje się zatem stenogramem opowieści, wijącej się przez lata wokół Ewy, jej stronników, czy oponentów (role te często wymieniały się u pojedynczego człowieka).
U niektórych ton Ewy, jej własny zapis doświadczeń może wywołać opór, czy złość. Autorka jest tego świadoma, pisząc zresztą we wprowadzeniu do książki, że jej "przyjaciele będą zapewne pamiętać niektóre rzeczy inaczej niż" ona. Deklaruje zaraz potem, że jej celem było "ocalić pamięć o istocie jej życia" tak, jak sama je zapamiętała. Czytelnik otrzymał więc na wstępie lojalne ostrzeżenie, gdyby zapomniał, czym jest autobiografistyka.
A czym jest pamięć?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, możemy zastanowić się nad czymś fundamentalnym: czym jest nasza percepcja, czego dotyczy i do czego prowadzi?
Czy naprawdę widzimy czerń, czy jest to tylko złudzenie?
Czy rzeczywiście nasz narząd i zmysł wzroku pozwala nam widzieć światło?
Czy barwy są własnością powierzchni obiektów?
Czy samo widzenie jest procesem ciągłym, jednolitym w czasie?
Wniknięcie w istotę tych pytań i próba odpowiedzi na nie pozwala nam posunąć się dalej, by zrozumieć, czym jest pamięć, skoro już uznamy, że choć trochę rozumiemy, czym jest postrzeganie. Jak napisał Stanisław Jerzy Lec - „na ludzką pamięć nie można liczyć, niestety na niepamięć również nie". Nie twierdzę, że aforyzm ten mógłby być mottem książki Ewy Wójciak. Mam na myśli raczej to, byśmy tę publikację przyjęli z dobrodziejstwem inwentarza.
Książka ma klasyczny układ chronologiczny - jednak nie skazuje nas to na nudę. Ewa Wójciak opisuje kolejno m.in. swój dom rodzinny, doświadczenia relacji z rodzicami i rodzeństwem, relacjonuje dziecięce lęki, a nawet traumy. Rekonstruuje wcześnie zauważony u samej siebie opór wobec niektórych zjawisk, które sama określa jako "krzywdę ludzką", czy absurdy zniewolenia i konformizmu mas w socjalistycznym państwie. Bardzo interesująca jest próba opisania dysonansów, które ujawniały się w czasie dorastania Ewy, na granicy obumierającego w "epoce" Gomułki świata konwenansów i "różnic klasowych" z nowym eksperymentem politycznym i społecznym. Wspomnienia te ukazują napięcie pomiędzy tradycyjną, mieszczańską rodziną, z której wyrastała autorka a sztucznym porządkiem nowego ładu w "demokracji" ludowej. Nad tym wszystkim zaś unosi się para nieco egzaltowanej (jak to bywa u młodych marzycielek), czy z czasem fanatycznej (jak konstatuje sama autorka) potrzeby emancypacji od obu porządków poprzez czyn bojowy, rewolucyjny, szokujący, znajdujący ujście w oszałamiającej pracy z ciałem w nowym typie teatru. Tak było już pod koniec lat 60. Ewa Wójciak opisuje, jak wkroczyła na drogę tego wyzwolenia, jako pełnoletnia nastolatka prowadzona za rękę przez swojego chłopaka, Lecha Raczaka. Zmarłemu w 2020 r. współtwórcy Ósemek, Wójciak poświęca w książce wiele miejsca. Obok wielu ciepłych wspomnień, nie szczędzi też resentymentów, żalu, rekapitulacji własnych pretensji.
Pojawiający się we wspomnieniach Ewy Wójciak, po upływie 60 lat od założenia Teatru i prawie ćwierć wieku po rozstaniu z zespołem, Lech Raczak i żywe emocje, którymi autorka go darzy, to najlepszy dowód na to, jak bardzo jego duch nadal w tym Teatrze jest obecny. Ileż znaczy on w jej własnym, wewnętrznym życiu...
W książce są setki nazwisk: Czesław Miłosz, Karol Modzelewski, Jacek Kuroń, Adam Michnik, ale też wielu ludzi nieznanych szeroko, którzy jednak zaważyli na życiu Ewy Wójciak. Pojawia się też - a jakże! - Jorge Mario Bergoglio i sprawa jednozdaniowego wpisu na portalu społecznościowym, który w latach 2013-2014 Ewa Wójciak przypłaciła utratą stanowiska dyrektorki teatru, a sam teatr - wielomiesięcznym kryzysem, a w konsekwencji przyspieszeniem stopniowej zmiany formuły tego teatru i ośrodka kultury. Są wspomnienia zmagań ze służbą bezpieczeństwa PRL, przeplatane rekonstrukcją własnych stanów psychicznych.
Fascynują opisy teatralnych peregrynacji podczas politycznego wygnania lat 80. i relacje ze sposobu, całkiem przemyślnego, w jaki zespół Teatru usiłował odnaleźć się w Polsce po powrocie, w czasie transformacji ustrojowej.
Walorem książki jest też sukcesywny przegląd większości spektakli, współtworzonych przez Ewę Wójciak w Teatrze Ósmego Dnia, osobiste charakterystyki większości członków tego unikatowego zespołu, czy ludzi, którzy przewinęli się przez teatralne sale i zaplecza sceniczne. Czyta się to, jak barwną kronikę niekończącego się festiwalu życia; życia niebanalnego, na które większość ludzi z tamtego pokolenia nie mogła sobie pozwolić lub nie zdobyłaby się. Swoistą ramą tych opisów jest przyroda, do której miłość deklaruje autorka.
Walorem książki jest estetyczne opracowanie graficzne, cenny zbiór fotografii, w tym znakomite zdjęcia - dzieła sztuki Joanny Helander. Narracja autorki inkrustowana jest cennymi tekstami źródłowymi różnej proweniencji, które komunikują kierunki rozwoju tożsamości teatru. Anna Karolina-Kłys i Katarzyna Madoń-Mitzner zadbały o opracowanie redakcyjne tekstu, a konsultacji teatrologicznej podjął się prof. Juliusz Tyszka. Książka będzie cennym dokumentem dla teatrologów, praktyków i badaczy teatru alternatywnego, socjologów zainteresowanych szczególnie kulturą w PRL-u, dla historyków kultury, czy współczesnych twórców, a także dla adherentów i wyznawców Ewa Wójciak, nazywanej niekiedy żartobliwie "madonną polskiej alternatywy teatralnej". Ona sama zresztą podkreśla już na wstępie książki swoje, niemal hieratyczne osamotnienie kobiety w męskim świecie twórców tego niesłychanego zjawiska teatralnego sprzed półwiecza, narodzonego z nicości w przepołowionym sercu podzielonej żelazną kurtyną Europy.
***
Ewa Wójciak, „Więcej niż Teatr"
wyd. Wydawnictwo Miejskie Posnania, Teatr Ósmego Dnia
Premiera książki:
13 grudnia 2025 r., g. 19 Teatr Ósmego Dnia, pokaz spektaklu "Teczki" i spotkanie autorskie z Ewą Wójciak wokół książki "Więcej niż teatr" (prowadzenie: prof. Elżbieta Kalemba-Kasprzak), Teatr Ósmego Dnia, ul. Ratajczaka 44, Poznań