07.12.2020, 16:10 Wersja do druku

"Balladyna" na siedmioro aktorów

"Balladyna" Juliusza Słowackiego w reż. Krzysztofa Pluskoty w  Krakowskim Teatrze Scena STU. Pisze Patryk Kencki, członek Komisji Artystycznej VI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

fot. Anna Lem

Głównym pomysłem, na którym Krzysztof Pluskota oparł inscenizację spektaklu, było połączenie postaci Pustelnika z innymi osobami dramatu, między innymi z Kanclerzem, i nadanie tej postaci złowrogiego charakteru, sprawiającego, że Pustelnik skojarzy się z kimś w rodzaju Masynissy z Irydiona Zygmunta Krasińskiego. Koncept ten reżyser zapewne wyprowadził z słusznego spostrzeżenia, że w Balladynie to właśnie Pustelnik obok Goplany jest postacią prowokującą cały rozwój wypadków. W krakowskim przedstawieniu taki wymiar postaci (granej zamiennie przez Wojciecha Leonowicza i Tomasza Wysockiego) został rozwinięty.

Pustelnik przynosi nóż, którym Balladyna zabije Alinę, i użycza zbrodniarce trucizny, która posłuży do zamordowania Kostryna. Co ciekawe, ten sam kusiciel pod koniec spektaklu przypomni Balladynie jej niegodziwości, czytając skargi pokrzywdzonych i zmuszając, aby osądziła samą siebie.
   

Koncept trochę rozmywa się przez to, że z kolei ta sama aktorka (na oglądanym przeze mnie przedstawieniu – Beata Rybotycka) wciela się w postaci Goplany i Wdowy. Do tego te same artystki grają Balladynę z Aliną i Skierkę z Chochlikiem (zredukowanych zresztą do niewiele wpływających na rozwój wydarzeń „nimf” towarzyszących Goplanie). Przez takie zabiegi widz zyskuje raczej poczucie, że w przygotowywaniu spektaklu od porządku interpretacyjnego ważniejsza okazała się oszczędność skłaniająca inscenizatora do wystawienia Balladyny w obsadzie ograniczonej do siedmiorga aktorów.
   

Mimo że spektakl jest żywo zagrany, razi w nim estetyczna niespójność. Z jednej strony widz epatowany jest nowoczesnymi środkami techniki teatralnej (szczególnie światła, dzięki którym Goplana wyłania się z głębi sceny niczym rzeczywiście jakaś nadprzyrodzona istota). Z drugiej – konwencja aktorska, którą raczą nas wykonawcy jest, powiedzmy, nazbyt staroświecka.
   

Jeżeli chodzi o scenografię, to Katarzyna Wójtowicz zaprojektowała bardzo oszczędne, ale wyraziste dekoracje. Akcent położyła raczej na kostiumach. Te uszyte dla aktorek inspirowane wydają się estetyką dziewiętnastowiecznego teatru baletowego. Te dla mężczyzn – w większości paradujących w skórzanych spodniach i wysokich butach – mają kojarzyć się z zamierzchłym średniowieczem, a raczej z jego popkulturowymi wyobrażeniami.
   

Swoje zalety ma i fonosfera tego spektaklu. Do współpracy zaproszono Kapelę Ze Wsi Warszawa oraz Żywiołaka. Muzyka buduje nastrój przedstawienia. Ludowe pieśni współgrają z baśniową warstwą dramatu Słowackiego. Szczególne wrażenie wywołuje oczepinowa pieśń A turlaj się mój wianeczku po stole...

    Spektakl stworzono chyba głównie z myślą o młodszych odbiorcach. Uproszczona akcja i niewymagająca teatralnego obeznania estetyka mają ułatwić młodzieży szkolnej kontakt z klasycznym dziełem. omawianym na lekcjach języka polskiego. Szkoda, że skupiając się na tej funkcji przedstawienia, reżyser nie zadbał o większą spójność estetyczną spektaklu i nie przeprowadził bardziej konsekwentnej interpretacji.
---
Balladyna, Juliusz Słowacki, reż. Krzysztof Pluskota, Krakowski Teatr Scena STU, prem. 20 października 2019.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Patryk Kencki

Wątki tematyczne