„Ania z Zielonego Wzgórza” wg Lucy Maud Montgomery w reż. Cezarego Domagały w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Piękne historie nigdy się nie starzeją, dlatego ta opowieść o kochanym rudzielcu wciąż potrafi porwać. Zwłaszcza widza, który Anię z Zielonego Wzgórza pamięta ze szkolnej lektury – czytanej, szczerze mówiąc, dość niechętnie, bo była to literatura raczej dziewczyńska. Wizyta w Romie okazała się więc przyjemną podróżą w czasie. Człowiek dał się wciągnąć, wzruszył i momentami serdecznie pośmiał, bo twórcy tego słodkiego spektaklu mają nie tylko poczucie humoru, ale i odwagę, by go hojnie używać.
Jak jednak ten bardzo klasycznie zrealizowany musical odbierają dzieciaki w wieku Ani i młodsze? Nie ma tu efektownych komputerowych projekcji, nie pojawiają się bohaterowie współczesnych hitów popkultury, nie ma nawet przerwy, żeby sprawdzić lajki pod postem o wyjściu do teatru. Jest za to Ania – prawdziwa nastolatka z krwi i kości: uczennica, przyjaciółka, dziewczyna z kompleksami. W szkole nie zawsze jest miło, koledzy potrafią dokuczyć, a nauczyciele bywają niesprawiedliwi.
I może właśnie dlatego młoda widownia była spektaklem całkowicie pochłonięta. Ania, z pasją zaśpiewana, zatańczona i zagrana, okazała się dla nich autentyczna. Brawa należą się całej ekipie za dbałość o detale – znakomite kostiumy, świetne wykorzystanie kameralnej przestrzeni Romowskiej sceny i rewelacyjną choreografię Pauliny Andrzejewskiej.
Muzykę do spektaklu skomponował Jakub Lubowicz i mamy tu prawdziwe hity – bardzo różnorodne, w tym ciepło przyjęte przez publiczność utwory inspirowane muzyką celtycką. Anię grają trzy aktorki – na spektaklu, który widziałem, tytułową rolę brawurowo wykonała Antonina Domagała (będąca zresztą w wieku swojej bohaterki). Świetna była też Marta Wiejak jako Maryla oraz Marta Florek, wyraźnie bawiąca się swoją rolą Małgorzaty.