Logo
Recenzje

A to Polska właśnie. O telewizyjnych „Dziadach" Kleczewskiej

6.11.2026, 08:29 Wersja do druku

„Dziady" Adama Mickiewicza w reż. Mai Kleczewskiej w Teatrze Telewizji. Pisze Waldemar Sulisz w „Dzienniku Wschodnim".  

fot. S. Penc/TVP

3 listopada 2026 widzowie zobaczyli telewizyjną wersję jednego z najważniejszych i najczęściej dyskutowanych polskich przedstawień ostatnich lat. Jest w spektaklu czułość do Adama Mickiewicza i Polski. Jest czułość w kreacji Dominiki Bednarczyk w roli Konrada. Jest pedofil hipokryta, pani Rollison i menuet. Jest Polska.

To się będzie w teatrze grać - powiedział Stanisław Wyspiański po lekturze „Dziadów". I w 1901 r. arcydramat Adama Mickiewicza wyreżyserował. Oglądałem „Dziady" Mai Kleczewskiej. Wersja telewizyjna jednego z najważniejszych i najczęściej dyskutowanych polskich przedstawień ostatnich lat została zrealizowana w dniach 26-30 stycznia na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Wzbudziła kontrowersje i wzbudza do dziś. Zajrzyjmy do recenzji. Maria Krawczyk w recenzji „O co tyle krzyku? Zapisała: „To cały jarmark osobowości: kibole, narodowcy, aktywista na szpilkach z tęczową flagą, miss - influencerka w sukni z białym orłem, Żydzi, prostytutka, a także przedstawiciele Obrońców Maryi (...) Z pewnością kontrowersyjna jest wizja reżyserki na temat postaci Księdza Piotra, który zostaje ukazany jako osoba o dwóch twarzach. Z jednej strony to wielki mistyk, a z drugiej potwór molestujący Ewę i katujący kobietę na ołtarzu". Czy tak? W roli Gustawa-Konrada - Dominika Bednarczyk. W roli senatora - rewelacyjny Jan Peszek. Po spektaklu w pamięci zostają: czułość, pedofil hipokryta, pani Rolisson i menuet.

„Dziady" Kleczewskiej zostały mi w pamięci pod powiekami na długo. Choć pierwsze pół spektaklu się rozmyło, to kilka wybitnych scen jest i zapierają dech w piersiach. Jest w spektaklu czułość do Mickiewicza i Polski. Jest czułość w kreacji Dominiki Bednarczyk w roli Konrada. W ołtarzu Wita Stwosza (który pojawia się na scenie) dłonie Marii więcej mówią o jej cierpieniu, niż cały ołtarz. W spektaklu mówią oczy Dominiki Bednarczyk. Jest dramat i bezradność księdza Piotra (w tej roli rewelacyjny Marcin Kalisz). Jest genialny Peszek jako Nowosilcow, jego rola wynosi „Dziady" w rejony nieczęsto spotykane w polskim teatrze. Jest w końcu niebywała scena menuetu z panią Rollison, którą gra Natalia Strzelecka. Jest zjawiskowy finał, jest gorycz sportretowanej Polski. Zobaczcie spektakl na vod. tvp.pl - dostępny przez siedem dni od premiery: od 3 do 9 listopada 2026 

Na deskach Teatru w Lublinie

Zanim światło ujrzała inscenizacja Kleczewskiej, wspomnijmy dwa spektakle „Dziadów" w naszym Teatrze Osterwy. Pierwszy raz fragmenty dramatu Mickiewicza pojawiły się na scenie teatru przy Namiestnikowskiej w 1907 roku, ale pominięto część trzecią. Najważniejsza przedwojenna, lubelska premiera „Dziadów |" odbyła się w 1926 roku, kiedy dyrektorem teatru była Stanisława Wysocka, aktorka, reżyserka i dyrektorka teatrów. Sama zresztą grała panią Rollison w krakowskiej premierze. Nic dziwnego, że w Lublinie też zagrała Rollisonową. A Aleksander Zelwerowicz gościnnie zagrał Senatora. Mistrz przyjechał do Lublina za kobietą. Zjawił się w naszym mieście za sprawą swej uczennicy, Krystyny Sewerówny, która wówczas w zespole lubelskim występowała. Mistrz zapałał do aktorki tak wielkim afektem, że poślubił ją w 1927 roku.

17 listopada 2001 roku w Teatrze Osterwy odbyła się premiera „Dziadów", które wyreżyserował Krzysztof Babicki. To był czas świetności lubelskiej sceny, z wielką rolą Jacka Króla, który zagrał Konrada. Aktor dopiero co skończył krakowską PWST, za tę rolę otrzymał główną nagrodę aktorską na XXVII Opolskich Konfrontacjach Teatralnych. Nowosilcowa zagrał Ignacy Gogolewski. Skąd Gogolewski w „Dziadach"? Zaczęło się od tego, że pierwsze powojenne „Dziady" wyreżyserował w 1955 r. Aleksander Bardlnl. Konrada miał zagrać Stanisław Jasiukiewicz, ale zachorował tuż przed premierą. Wtedy Bardini zawołał: Dawajcie, no, tego małego z palarni. Małym okazał się Gogolewski; zagrał brawurowo, a krytycy napisali, że „nikt w powojennym teatrze polskim, przedtem ani potem, nie strzelił tak fajerwerkowym debiutem". Po tym spektaklu Gogolewskiego okrzyknięto „pierwszym romantykiem polskiej sceny". I ten romantyk zagrał Nowosilcowa. Znów brawurowo. Pół wieku po roli Gustawa - Konrada przyjął zaproszenie Babickiego, który wyreżyserował „Dziady" z szacunkiem dla słowa, z prostotą i z wizjonerskimi scenami.

Tytuł oryginalny

A to Polska właśnie

Źródło:

Dziennik Wschodni nr 45

Autor:

Waldemar Sulisz

Data publikacji oryginału:

06.11.2026

Sprawdź także