„Chamowo” wg Mirona Białoszewskiego w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
„Chce mi się stąd wyprowadzić. Z tych mrówek”, notował Miron Białoszewski w zapiskach z nowego mieszkania na Saskiej Kępie. A jednak został. Rejestr spostrzeżeń, celnych obserwacji, lęków, ale i zachwytów towarzyszących tej wielkiej zmianie w życiu poety trafił teraz na scenę, brawurowo przełożony na język teatru przez Mikołaja Grabowskiego.
Reżyser z czułością, nie tracąc też ostrości widzenia, ukazuje zderzenie poety z realiami osiedla z wielkiej płyty. Celnym zabiegiem okazało się konfrontowanie obserwacji nowego lokatora mrówkowca z fragmentami filmu edukacyjnego o budownictwie mieszkaniowym (autentycznego filmu z epoki), ilustrującego powstawanie tysięcy nowych bloków – bo wtedy budowało się może niezbyt pięknie, ale naprawdę dużo. Na scenie widzimy więc metalowy szkielet budynku z piętrem – mieszkaniem Mirona i parterem, gdzie mieścić się będą biura administracji czy kawiarnia, na ekranie fragmenty filmu i widok mrówkowca z pewnego oddalenia. Minimalistyczna dekoracja dobrze służy toczącej się bez zacięć opowieści.
Spotkania ze znajomymi, przyjaciółmi, rodziną, a przy tym uciążliwe kontakty z administracją w sprawach meldunkowych – wszystko to wprowadza bohatera w stan rozgorączkowania, irytacji, a czasem uniesienia. Powstaje w ten sposób nie tylko bogaty portret bohatera, ale i wiarygodny obraz PRL z epoki Gierka.
Ogląda się ten spektakl z zapartym tchem – jest w nim kawał Warszawy, prawdziwego życia, uchwyconego za pośrednictwem Białoszewskiego, w którego wciela się Łukasz Lewandowski. Wbrew poprzednikom, ukazującym poetę jako osobę bliską katatonii, niemrawą, odgradzającą się od świata, trochę nieobecną, dał swojej postaci energię, zachłanność w zdobywaniu nieznanej wcześniej przestrzeni. Jego Miron nie zraża się trudnościami w załatwianiu rozmaitych spraw życiowych; nie staje się może wzorem zaradności, ale jest kimś, kto wychodzi naprzeciw życiu.
Aktorzy Ateneum tworzą zresztą całą galerię świetnie wyrzeźbionych postaci – niedościgłą mistrzynią okazuje się Dorota Nowakowska, która zachwyca jako nadopiekuńcza Matka Mirona i twardo broniąca swojej odrębności artystycznej poetka Jadwiga Stańczakowa. Zasłużone poruszenie na widowni wywołują młodzi aktorzy Jakub Pruski i Jan Wieteska jako fachowcy hydraulicy z bożej łaski. Wciąż ktoś lub coś zaskakuje.
Po obejrzeniu „Chamowa” oddycha się swobodniej.