EN
24.02.2021, 11:13 Wersja do druku

Zagłada różowych trójkątów

Do repertuaru Teatru Dramatycznego w Warszawie powraca spektakl „Bent” na podstawie sztuki Martina Shermana, cenionego amerykańskiego autora, ale szerzej nieznanego w Polsce. Pisze Artur Stanek.

fot. Katarzyna Chmura

Sztuka pochodzi z 1979 roku i wtedy została premierowo wystawiona w Londynie. Po wielu latach od światowej prapremiery, wystawienia dramatu podjęła się Natalie Ringler, szwedzka reżyserka, która studiowała w Polsce, a w Sztokholmie wystawiła „Naszą klasę” Tadeusza Słobodzianka. Spektakl, zrealizowany na Scenie Przodownik, widziałem podczas pokazu premierowego 2. października 2015 roku, ale i dziś – mimo upływu kilku lat od premiery – „Bent” nie traci na aktualności i uniwersalnej wymowie. 

Tematem dramatu Martina Shermana jest prześladowanie homoseksualistów przez hitlerowski reżim. Akcja rozpoczyna się w latach 30-tych XX wieku, gdy główny bohater sztuki - Max (w tej roli Mariusz Drężek) prowadzi beztroskie i wyuzdane życie w Berlinie. Po nocy długich noży faszystowska nagonka na homoseksualistów przybiera na sile, a najczęstszym finałem prześladowań jest obóz koncentracyjny. Taki sam los czeka Maxa – trafia do obozu w Dachau, w którym - jako homoseksualista - oznaczony byłby różowym trójkątem i znajdowałby się w najniższej kaście obozowego systemu. Aby mieć jakąkolwiek szansę na przetrwanie, Max (nie ujawnię w jaki sposób) kolor różowy zamienia na żółty, przeznaczony dla Żydów.

Przedstawienie nie tylko przypomina o eksterminacji homoseksualistów, ale reżyserka zadbała także o to, by mocno wybrzmiało uniwersalne znaczenie dramatu. „Bent” pokazuje przemianę i dojrzewanie człowieka, począwszy od osoby pozbawionej zasad, aż po osobę szukającą miłości w piekle obozu. 

Niewielka, „piwniczna” przestrzeń Sceny Przodownik została znakomicie zaaranżowana scenograficznie przez Anetę Suskiewicz. Trafnymi rozwiązaniami i rekwizytami minimalistyczna scenografia doskonale stwarza kolejne miejsca akcji. Pomaga w tym znakomita reżyseria światła Pawła Srebrzyńskiego.

Mariusz Drężek w roli Maxa jest doskonały: precyzyjnie pokazuje przemianę bohatera, unika przy tym zbędnego patosu albo nadmiernego przerysowania. Nie będzie przesadą nazwanie kreacji wybitną, wstrząsającą i jedną z najlepszych w dorobku aktora.

Piotr Bulcewicz zagrał w spektaklu dwie role: o ile w roli Wolfa aktor jest bardzo dobry, to w roli Horsta, w obozowej części przedstawienia, jest wprost genialny. Aktor oszczędnymi środkami, niezwykle przekonująco buduje postać Horsta, walczącego o godność i miłość nawet w ekstremalnej sytuacji.

fot. Katarzyna Chmura

Przykłady znakomitego aktorstwa i reżyserii można by mnożyć. Wystarczy przywołać urzekającą pięknem scenę miłosną (bez seksu), zagraną przez Mariusza Drężka i Piotra Bulcewicza, czy porażającą scenę przenoszenia kamieni, układających się w swastykę.

Wielkie uznanie należy się pozostałym aktorom z obsady przedstawienia. Kamil Siegmund (Rudy, Kapitan), Piotr Siwkiewicz (Freddie, Strażnik, Gestapowiec) i Maciej Wyczański (Greta, Oficer) kapitalnie wywiązali się ze swoich zadań. 

Dyrektor Tadeusz Słobodzianek nie boi się wprowadzać do repertuaru Teatru Dramatycznego w Warszawie trudnych tematów, przez niektórych klasyfikowanych jako tabu. Przykładem jest właśnie „Bent”. Perfekcyjnie zrealizowany przez Natalie Ringler dramat Martina Shermana, ze znakomitymi rolami piątki aktorów Dramatycznego, na czele z Mariuszem Drężkiem i Piotrem Bulcewiczem, to jedno z najbardziej przejmujących przedstawień ostatnich lat. Bezwzględnie warto odwiedzić Scenę Przodownik, bo „Bent” to także spektakl-przestroga. Najbliższa możliwość zobaczenia przedstawienia już w sobotę. 

***

„Bent” Martina Shermana w reż. Natalie Ringler będzie można zobaczyć w sobotę 27 lutego o godz. 19.00 w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Artur Stanek