Piąty dzień XX Międzynarodowego Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Marcelina Widz.
„Siostra ptaków” to poetycki spektakl Teatru Malowanego Piosenkami, inspirowany kulturą romską, opowiadaniem Jerzego Ficowskiego oraz poezją Papuszy. Marta Andrzejczyk i Bartosz Fedorowicz zabierają młodych widzów w podróż przez dźwięki, słowa i obrazy, splecione miłością do ptaków. Historia tytułowej Siostry toczy się w harmonii z naturą i w zgodzie z rytmem zmieniających się pór roku. Wiosną do lasu wracają jaskółki, wilgi i kukułki – to ich głosy towarzyszą pieśniom Siostry. Przychodzi lato, potem jesień i wreszcie zima – ciepłolubne ptaki migrują, a na scenie zostają sikorki, sroki oraz wrony. Ale ptaki nie są tu jedynie tłem. Jako pełnoprawni uczestnicy zdarzeń wskazują drogę Dziadkowi i Jerzemu pędzącym na ratunek, ofiarowują też swoje pióra Siostrze uwięzionej na szczycie wieży. Ptasia współobecność rozgrywa się w spektaklu na wielu poziomach: Andrzejczyk naśladuje ptasi śpiew, rozrzuca po scenie pióra, a formy, które ożywia, przypominają delikatny puch.
Twórcy i twórczynie sięgają po japońską technikę kamishibai, którą adaptują na potrzeby leśnej baśni. Obrazy umieszczone w drewnianej, otwierającej i zamykającej się ramie, pełnią funkcję ilustracji do historii opowiadanych przez główną bohaterkę. Melodie, które wygrywa na gitarze Fedorowicz, wzbogacane zostają o dźwięki szamańskiego bębna i mis tybetańskich. Oto wyłania się delikatna niczym piórko baśń z elementami kultury oralnej i mitu kosmogonicznego. Teatr Malowany Piosenkami opowiada historię z szacunkiem i partnerskim podejściem do mniejszości kulturowych. W spektaklu nie ma bowiem stereotypów upraszczających romską rzeczywistość, tej kultury się nie folkloryzuje ani celowo nie ubarwia. Cieszy, że zamiast tego ze spektaklu wyłania się co innego – ogrom czułości.
Teatr Łątek z Supraśla po raz kolejny potwierdza swoją pozycję bezkonkurencyjnego mistrza polskiego teatru cieni. „Okienko” składa się z etiud zakończonych błyskotliwą puentą. Wszystkie opowiastki – historia o łakomej dżdżownicy czy walczących ze sobą baranach – łączy jedna technika prowadzenia narracji, podana jednak w zabawny i, paradoksalnie, różnorodny sposób. Zostajemy wprowadzeni w chińską legendę o zmarłej królowej, którą dwór ożywił dla króla przez oświetlenie jej płaskiej podobizny światłem świecy. Właśnie tak powstał teatr cieni. Historie zawierają w sobie potencjał dydaktyczny, nie to jest jednak w nich najistotniejsze. Najważniejsze bowiem jest, by mały widz śmiał się, bawił i zachwycał na widok zmieniających się technik ożywiania cieni. I to się w „Okienku” dzieje: Krzysztof Zemło najpierw animuje klasycznie, z czarnymi formami odbijającymi cień na białym materiale. Potem wpada na pomysł odwrócenia reguł gry – z czarnej płachty wynurzają się białe kształty. Przypowiastka o magiku, którego kapelusz na naszych oczach zmienia się w kota zjadającego ławicę ryb, to propozycja stworzona przy użyciu jeszcze innej strategii animacji. Sam Zemło przyznał, że do tej sceny zainspirowała go twórczość Tadeusza Wierzbickiego – wirtuoza specyficznych „cieni”, pozyskiwanych przez odbijanie się światła (umieszczonego odwrotnie niż w tradycyjnym teatrze cieniowym) od zakrzywionych bądź pokruszonych luster. Spektakl wieńczy etiuda, którą wykonują sami mali widzowie. Bez wątpienia jest to finał, który zamienia teatr w przestrzeń wspólnej zabawy i twórczego odkrywania. Przestrzeń, w której nie ma nudy!
Siedzę na dywanie w pokoju głównej bohaterki. Słyszę, że rozpoczyna dzień – wyłącza budzik, myje zęby, wstawia czajnik. O moje nogi ociera się jej puszysty kot, w powietrzu unosi się pobudzający zapach świeżo zaparzonej kawy. Nagle przez otwarte okno do pomieszczenia wlatuje gołąb. Bohaterka boi się trzepoczącego ptaka, przeklina i wygania nieproszonego gościa. Z taką pieczołowitością opisuję zdarzenia zaledwie pierwszych piętnastu minut „Instrukcji obsługi”, bo mojego postrzegania świata nie ogranicza wzrok – performerzy Analog Collective poprosili publiczność o założenie celowo przyciemnionych gogli, a następnie wprowadzili nas na spektakl. Wszystko to, co dzieje się wokół mnie, odbieram zmysłami: słuchu, dotyku i węchu. Gładzę okładkę książki, przysłuchuję się rozmowie telefonicznej, wyłapuję odurzający zapach pomarańczy z drzewa, które rośnie w pokoju głównej bohaterki. Jest to dla mnie nowa sytuacja; odbieram ją jako sensoryczny eksperyment, zabawę z pogranicza badań empirycznych i psychologicznych doświadczeń bouba-kiki. Niektóre słowa, jakie padają ze sceny, są cierpkie i ostre, inne – flegmatyczne i obłe. To, co dla mnie jest tylko grą, dla osób niewidomych stanowi przecież codzienność. Twórcy i twórczynie spektaklu przeprowadzili zajęcia (poprzedzające spektakl) w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej w Laskach, a fragmenty wypowiedzi uczestników tych warsztatów padają w finale opowieści. Ciepło ogniska ogrzewa nas, siedzących wspólnie. Jemy fistaszki i słuchamy opowieści o bohaterze zamienionym w ćmę. „Tylko śniąc, mogę wyobrazić sobie, że widzę” – słyszymy wypowiedź jednego z dzieci. I nagle to nasze wspólne siedzenie przy ognisku nabiera zupełnie innego znaczenia.