Logo
Recenzje

Współczesność kreowana niespełnieniem?

16.03.2026, 09:08 Wersja do druku

„Wichrowe Wzgórza. Love To Die" wg scenar. i w reż. Klaudii Hartung-Wójciak w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak. 

fot. Natalia Kabanow/mat. teatru

Adaptacja „Wichrowych Wzgórz” Emily Jane Brontë dziś nie dotarłaby już zapewne do współczesnego widza w tak wstrząsający sposób, jak się to dzieje w efekcie oglądania spektaklu Klaudii Hartung-Wójciak, gdyby pokazano ją w stosunku do tekstu w skali jeden do jeden.  Autorka podszyła dziewiętnastowieczną historię o okrutnej zemście zranionego serca i niespełnionej miłości współczesnymi relacjami występujących w spektaklu aktorów i całymi pokładami własnej wyobraźni. 

Czasy i zdarzenia przeplatają się z sobą, wzbogacając przesłanie o cały wachlarz dotykających najnowszych odkryć medycznych zdarzeń, pokazywanych w oparciu o filozoficzne ich naświetlania.

Wizualnie sporo tu ciekawie zaprojektowanych przez scenografkę Wiktorię Walendzik symboli, którym w zależności od narracji nadawane są rozmaite znaczenia. Chwilami kojarzą się z przepływającą w snach silną tęsknotą za nieuchwytnym; za zaprzepaszczonymi niegdyś szansami, po których pustka wpływa na nasze współczesne życie. Niektóre elementy scenografii określają też przestrzeń. Rosochaty snop słomy jest tu symbolem Wichrowych Wzgórz, a długowłosy stolik budzi skojarzenia z kudłatym pieskiem, jakiego Katy i Heathcliff spotykają w Drozdowym Gnieździe. Po śmierci babci Ireny pojawia się też urna. 

Ale najbardziej znaczącym symbolem jest leżące na scenie pulsujące serce. Jego obecność nie dotyczy tylko rozważań o przeszczepach i ich skutkach, ale przede wszystkim jest ono znakiem ludzkich emocji, kierujących całym naszym życiem, marzeniami, tęsknotami, i uczuciami, które kształtują ludzką osobowość. 

fot. Natalia Kabanow/mat. teatru

To, co Klaudia Hartung- Wójciak przedstawiła nam na Małej Scenie Teatru Polskiego w Bydgoszczy można nazwać arcydziełem współczesnej dramaturgii. Finezja z jaką autorka i reżyserka połączyła doznania i losy dziewiętnastowiecznych bohaterów z życiem współczesnych ludzi, by na tym materiale pokazać możliwie najgłębszą prawdę o ponadczasowych uczuciach, to psychologiczny majstersztyk. 

Podążając za autorką powieści, obnaża też ciemną stronę prawdy o miłości, która w zależności od warunków może przerodzić się w nienawiść. Ale wyraża też własne poglądy. W przeciwieństwie do niektórych polityków dopuszcza balansowanie pomiędzy dwiema zakładanymi przez naturę płciami. Dlatego na scenie niejeden układ międzyludzki nie jest do końca oczywisty. Dlatego ciekawie ustylizowała też pod tym kątem kostiumy Hanka Podraza.

Bardzo trafnie też Klaudia Hartung-Wójciak podłożyła pod poszczególne sceny i obrazy odpowiednie fragmenty utworów muzyki poważnej.  Najgenialniej w scenie zabiegu wyjmowania serca dawcy serca zabrzmiała „Pasja wg Świętego Mateusza” uwznioślona wspaniale brzmiącym chóralnym śpiewem zespołu, nad którym pracował Bartek Lisik.

Aktorsko najciekawiej wypadła w roli Nelly Małgorzata Trofimiuk, doskonale przywołując klimat Wichrowych Wzgórz.

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Anita Nowak

Sprawdź także