EN
1.12.2021, 17:37 Wersja do druku

Wpuszczeni w maliny

„Balladyna” Juliusza Słowackiego w reż. Wojciecha Adamczyka w Teatrze Telewizji. Pisze Artur Stanek.

fot. mat. prasowe

Teatr Telewizji w ramach poniedziałkowego pasma teatralnego, 22 listopada br. zaprosił widzów na „Balladynę” Juliusza Słowackiego w reżyserii Wojciecha Adamczyka. Spektakl dostępny jest także na vod.tvp.pl. 

Dramat Juliusza Słowackiego, napisany w 1834 roku, to przede wszystkim rzecz o żądzy władzy, którą uosabia tytułowa bohaterka (w roli Balladyny Katarzyna Ucherska), krocząca coraz bardziej w stronę zła, od w gruncie rzeczy niewinnego - zaproponowanego przez matkę (w roli Wdowy Dorota Chotecka) - zakładu przy zbieraniu malin, którego stawką było zamążpójście za hrabiego Kirkora (Adrian Zaremba), a zakończonego zamordowaniem siostry Aliny (Paulina Szostak). Kolejne zbrodnie Balladyny są tylko kwestią czasu. W dramacie pojawiają się też postacie fantastyczne, ingerujące w ziemskie losy, na czele z nimfą Goplaną (w tej roli Lidia Sadowa). 

Jednakże zarówno sposób realizacji telewizyjnej, jak i skróty w tekście, dokonane przez Wojciecha Adamczyka, autora scenariusza telewizyjnego, a zarazem reżysera, spowodowały spłycenie wymowy dramatu Słowackiego, traktatu o dobru i złu, a także o funkcjonowaniu władzy („A wszystkim niechaj rządzi sprawiedliwość” – mówi Kanclerz, grany sugestywnie przez Krzysztofa Gosztyłę). Pod względem wizualnym spektakl sprawia wrażenie słabego filmu fantasy, horroru (a raczej „horrorku”), infantylnej baśni albo suplementu do telenoweli historycznej TVP „Korona królów”.

Reżyser zaangażował do znaczących ról m.in. aktorów, z którymi wcześniej współpracował przy serialach komediowych TVP („Dziewczyny ze Lwowa”, „Ranczo”). Niektórzy z nich chyba zapomnieli, że to nie jest plan serialu i w wielu momentach spektaklu prezentowali się w niezamierzony sposób komicznie (zwłaszcza Katarzyna Ucherska w roli Balladyny i Dorota Chotecka w roli Wdowy). Katarzyna Ucherska nie może zapisać tytułowej roli w „Balladynie” do udanych. Aktorka wypadła całkowicie niewiarygodnie: grała bardziej kruchą dziewczynę niż żądną władzy i zemsty Balladynę, uosobienie zła. Nieprzekonywujący byli, także wcześniej grający w serialach wyreżyserowanych przez Adamczyka, Lidia Sadowa w roli Goplany i Adrian Zaremba w roli Kirkora.

W spektaklu Wojciecha Adamczyka, Balladyna ginie potykając się o … maliny. Można śmiało stwierdzić, że w maliny wpuszczona została nie tylko Balladyna, ale też widzowie, którym zaserwowano kiepsko wyreżyserowany i źle zagrany (poza nielicznymi wyjątkami, jak Paulina Szostak w roli Aliny) spektakl. Który to już raz Teatr Telewizji proponuje teatr klasy B? Nie wystarczy sięgać po klasykę, trzeba ją jeszcze świetnie zainscenizować i zagrać. Bardzo dobre przedstawienie w repertuarze Teatru Telewizji, jak październikowa „Stara kobieta wysiaduje” Tadeusza Różewicza w reż. Andrzeja Barańskiego, ze znakomitą Ewą Dałkowską, to rarytas, a powinno być regułą każdego poniedziałkowego wieczoru. 

Źródło:

Materiał nadesłany

Autor:

Artur Stanek