EN
04.04.2022, 09:31 Wersja do druku

Wiśniowy sad

„Wiśniowy sad” Antoniego Czechowa w reż. Małgorzaty Warsickiej w Teatrze im. Jaracza w Łodzi. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

fot. Natalia Kabanow / mat. teatru

Nie na wszystkie pytania, z którymi wyszedłem z tego spektaklu, znam odpowiedź

Na przykład  - dlaczego niektóre postacie grają w kostiumach z epoki, a inne – w zupełnie współczesnych. Albo – dlaczego aktorzy wygłaszają część  kwestii zwracając się do publiczności? (Było to czymś stosunkowo okropnym). Jaką  rolę pełni w tym spektaklu grana na żywo muzyka, która sączyła się z drugiego planu, zresztą trochę za głośno, stanowiąc przedziwne  tło i tak dziwnej całości.  Dalej - jak nie znając niemieckiego (bądź kontekstu) połączyć - zresztą pięknie zaśpiewany - song Ich Weiss… z wydarzeniami na scenie? I dlaczego na liście płac twórców znajduje się nazwisko p. Zenona Martyniuka?    

I czy  obsługa techniczna naprawdę musi się co chwila na scenie pojawiać co raz donosząc nowe rekwizyty bądź je zabierając? (Nie wnosiło to nic poza wywoływaniem wrażenia chaosu). A kompletnie nie zrozumiałem  wygłoszonej po ukraińsku kwestii Włóczęgi (przez ukraińską zresztą aktorkę), której to Włóczędze Raniewska daje ostatni grosz, a po chwili swojego gestu żałuje. Mam poważne lęki przed wnikliwym analizowaniem tej – skądinąd jednej z kluczowych w tekście Czechowa - sceny.

Aktorzy robili wrażenie pozostawionych samym sobie, jakby właściwie cały zespół (poza Andrzejem Wichrowskim i momentami Bogusławem Suszką) udawał, że gra Czechowa,  unieważniał go, postponował; gdyby Raniewska z Paryża nie przyjechała, to i tak nikt by tego nie zauważył, bo także i jej postać została w tym przedstawieniu unieważniona. Jeśli był to zabieg celowy, to pytanie najważniejsze - o czym w takim razie był ten Wiśniowy Sad?

Źródło:

www.rafalturow.ski/teatr
Link do źródła