EN
10.03.2022, 14:18 Wersja do druku

widz_trebicki(nie)poleca: „Lunapark. Piosenki Grzegorza Ciechowskiego”

„Lunapark” w reż. Anny Sroki-Hryń z Teatru Collegium Nobilium w Teatrze Narodowym w Warszawie, w ramach cyklu Scena Młodych. Pisze Robert Trebicki w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Kaolina Jóźwiak

Od pierwszej chwili spektaklu „Lunapark” moje zmysły zaatakowane zostały artystycznym pyłem, który ma mnie zaczarować i – rzeczywiście – czaruje. Piosenki Grzegorza Ciechowskiego interpretowane przez byłych studentów Akademii Teatralnej z towarzyszeniem Mateusza Dębskiego (pianino), pod czujnym i wrażliwym okiem fantastycznej Anny Sroki-Hryń, pokazują ogromny talent wszystkich wykonawców, a także potwierdzają dramaturgiczne umiejętności reżyserki, przed którą zmuszony jestem złożyć po raz kolejny głęboki ukłon. I składam go do samej ziemi.

Tym razem na Scenie Studio Teatru Narodowego usłyszałem:

1. My lunatycy – pojawia się na początek, więc w sumie dużo od tego utworu zależy; zbiorowe wykonanie jest jakby modlitwą i stanowi dobry prolog, bo zaczyna się dziać…

2. Nocny astronom – muzycznie bardzo zbliżony do oryginału; Ciechowski lubił erotykę i sporo jej możemy w jego piosenkach znaleźć; dramaturgicznie Aleksander Kaźmierczak świetnie zbliża się do oryginału, a także do eksponowania własnych niechęci, do wstydu, odwracania twarzy…

3. Józef K. – nie znałem tej piosenki, bo to to chyba ostatnia twórczość Republiki, której ja już nie słuchałem; ale w świetnym wykonaniu Konrada Szymańskiego zmusza mnie do nadrobienia zaległości. Mocne, wesołe, fajne wykonanie.

4. Mamona – dopiero czwarta piosenka, a już pojawiają się pierwsze oznaki zawilgocenia oczu, bo Zuzanna Saporznikow zrobiła z tego ostrego numeru liryczną i wzruszająca opowieść, jakby z innego świata, jednocześnie nie tracąc sensów uchwyconych przez autora. Perełka spektaklu.

5. Psy Pawłowa – to jeden z moich ulubionych utworów Republiki, mroczny, brudny, nieprzebojowy; w spektaklu wspaniale „szczekająca” Małgorzata Kozłowska, z przerażającym uśmiechem i miną wyrażającą chęć wymordowania całego złego świata, jest boleśnie prześmiewcza i tyle ile trzeba wulgarna. Świetny numer.

6. Hibernatus – w ciekawym układzie choreograficznym Kamila Brodacka, z pomocą reszty artystów, w bardzo piękny sposób przekazuje ludzką niemoc, niemożność, „niedasizm”… Dobre wykonanie.

7. Telefony – jeden z największych przebojów Republiki; mimo zupełnie innych realiów telekomunikacyjnych, piosenka wciąż jest aktualna. Legenda głosi, że utwór był zawoalowaną krytyką ówczesnej władzy i powszechnej inwigilacji. Jak to się ma do obecnej powszechności telefonów? Świetna aranżacja przypomina nieco cyrkowe utwory na wejście siłaczy, a Klaudia Kulinicz z wielką świadomością i dodatkowym wsparciem reszty wykonawców, jak najbardziej na miejscu, i komediowo i „baletowo”… Super interpretacja.

8. Nieustanne tango – dalej tańczę tango, jakby samotny, jakby opuszczony… na minimalnym podeście cały czas roztańczony Marcin Franc – to pierwsze otarcie się o geniusz tego spektaklu. Fizyczność aktora, jego umiejętności dramatyczne, znakomity głos, każą wypatrywać tego artystę na najlepszych scenach muzycznych w naszym kraju. Cieszę się, że to już się dzieje – w Teatrze Roma, w Teatrze Syrena czy w TM w Łodzi.

9. Znak równości – dobry muzyczny żart; w sumie najbardziej bałem się tej piosenki, tego jak artyści ją potraktują. Marta Sutor, którą pamiętam z narkomańskiej roli w „Gwoździach” , sprawdza się doskonale w tej matematycznej piosence. Choreograficznie, z pomocą reszty zespołu, jest znakomicie.

10. Fanatycy ognia – zbiorowe wykonanie z fenomenalnymi partiami Marcina Franca; tak właściwie to śpiewa on jakąś dodatkową piosenkę między dźwiękami skomponowanymi przez Ciechowskiego; wszystko świetnie rozpisane na damskie i męskie głosy – klimat jak z oryginału, aranżacja znakomita.

11. Śmierć w bikini – kolejny erotyk; to stan psychiczny, który Ciechowski tak lubił opisywać, tu w bardzo delikatnej, wręcz lirycznej interpretacji Aleksandra Kaźmierczaka, której się nie spodziewałem. Ale nie sposób nie lubić…

12. SexyDoll – „takie same usta masz rozchylone, takie same dłonie wciąż koją mnie, w otwór w plecach wpuszczam ci ciepłą wodę”; ależ to jest pyszne, delikatne, erotyczne; zaśpiewane w pierwszej osobie, jakby było osobistym przeżyciem samej Kamili Brodackiej. Wspaniała osobowość, warunki głosowe znakomite, aż chce się zapamiętać tę aktorkę na długo, bo to rewelacyjne wykonanie wielkiego przeboju.

13. Arktyka – tak naprawdę Syberia; komunistyczna cenzura nie chciała się zgodzić na taki tytuł, więc Ciechowski zmienił na ten akceptowalny, ale na koncertach i tak śpiewał o znienawidzonej przez Polaków Syberii. Bolesne i jakże czułe wykonanie Marty Sutor, pełne niepewności i nadziei robi ogromne wrażenie. Razem z Marcinem Francem tworzą niezwykle wzruszającą opowieść o miłości… i to przytulenie na koniec. Fenomenalna interpretacja.

14. Tu jestem w niebie – jest to najmniej znana mi piosenka Ciechowskiego. Pochodzi z płyty „Siódma pieczęć”, której ja już nie słuchałem, znajdując sobie do adoracji bardziej ekstremalne dźwięki niż piosenki Republiki. Tym wykonaniem Marcin Franc ponownie spowodował, że muszę nadrobić i tę płytową zaległość. I znowu podziwiam fenomenalny głos i widzę na scenie już w pełni ukształtowanego artystę! Ogromy talent!

15. Dar dla pana „B” – fantastyczny pomysł na chór gospel ze wspaniale śpiewającym mistrzem ceremonii (Klaudii Kulinicz); czuć ducha murzyńskich obrządków, a wszystko razem przypomniało mi słynną kościelną scenę z „Blues brothers”. I znowu świetnie wykonany cały numer.

16. Moja krew – to najbardziej wzruszająca piosenka spektaklu. Ileż pasji, bólu, emocji i sił włożyła w to wykonanie Zuzanna Saporznikow; dramaturgicznie jeszcze „dołożyła do pieca” przez wycięgnięcie ramion do ukrzyżowania, i ten krzyk, ta bezsilna melodeklamacja… Naprawdę uwierzyłem, że jej krwią podpisywano wojnę, miłość, rozejm, pokój,wyrok, układ, czek na śmierć… Fenomenalne! Znakomita artystka.

17. Tak tak to ja – na początku jakby delikatnie, nieśmiało, nieruchomo, cichutko, a potem z każdą chwilą narasta coraz większa złość i zapał na pokazanie światu swojego wielkiego Ja. Doskonałe wykonanie Małgorzaty Kozłowskiej z wydatną pomocą reszty aktorów.

18. Biała flaga – jeden z hymnów polskiego rocka lat 80-tych w „Lunaparku” nie zmienił swego oblicza. Mateusz Dębski nie odmówił sobie charakterystycznego w tym numerze atonalnego walenia po klawiszach, a Konrad Szymański w dynamiczny, agresywny, wręcz psychopatyczny sposób przestawia scenę i eliminuje współgrających, by w piękny sposób doprowadzić do finału, a w nim:

19. Nie pytaj o Polskę – piękny to i wzruszający finał, z gestem artystów w stronę publiczności z pierwszego rzędu, z jedyną zmianą koloru światła w całym przedstawieniu – teraz pojawił się przez chwilę kolor czerwony. Znakomite wykonanie jednej z najbardziej wzruszających piosenek w historii polskiego rocka.

Artyści w tym przedstawieniu zmuszają widzów do naprawdę mocnych wzruszeń, ze łzami włącznie. Ale nie tylko, także do podśpiewywania, potupania, do dobrej zabawy przy piosenkach, które towarzyszyły przynajmniej mojemu dzieciństwu. Choć jako punkowiec i metalowiec nie przyznawałem się wtedy do ich znajomości, dziś już mogę powiedzieć, że lubię je i cenię. A takie wydarzenia jak „Lunapark”, pod dyrekcją Anny Sroki-Hryń, pozwalają wierzyć, że dzisiejsza młodzież, a było jej całkiem sporo na widowni, doceni twórczość wielkiego Grzegorza Ciechowskiego, któremu tylko miejsce urodzenia uniemożliwiło zrobienie wielkiej światowej kariery. Żal tylko, że wzorem „A planety szaleją w hołdzie Korze” artyści nie mają przygotowanego bisu. Myślę, że byłby on dopełnieniem tego doskonałego pod każdym względem przedstawienia. Co by to mogło być? Pominięty „Kombinat”, „Układ sił”, czy może tragiczna w swej dosłowności „Śmierć na pięć”? A może „Dziewczyna Szamana”, która była transseksualną, jak sam opowiadał, częścią twórczości Ciechowskiego? Już wiem! „Poranna wiadomość” – może w jakiejś choreografii? Nie wiem. Czekam na ruch ze strony artystów, bo na spektakl wybiorę się bez wątpienia ponownie. I to niejeden raz…. Państwa też zachęcam!

PS. Ogromnie jestem ciekaw, kogóż to Anna Sroka-Hryń weźmie pod uwagę przy tworzeniu kolejnego przedstawienia z serii „A tribute to”? Osobiście marzy mi się twórczość niedawno zmarłego Romana Kostrzewskiego, wielkiego, niepokornego artysty, może jednak zbyt niszowego? Ale geniusz pani Anny z pewnością pokazałby najlepsze artystyczne strony ojca polskiego metalu!

Tytuł oryginalny

widz_trebicki(nie)poleca: „Lunapark. Piosenki Grzegorza Ciechowskiego”

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Robert Trebicki

Data publikacji oryginału:

10.03.2022