Logo
Recenzje

Wchodzi on, cały na trupio

19.09.2025, 16:29 Wersja do druku

„Beetlejuice” Scotta Browna i Anthony’ego Kinga w reż. Jacka Mikołajczyka, koprodukcja Teatru Syrena w Warszawie i Teatru Rozrywki w Chorzowie. Pisze Anna Baluta na stronie popkulturowcy.pl.

fot. Krzysztof Bieliński

Musical Beetlejuice doczekał się wreszcie premiery na deskach Teatru Syrena i powinniśmy się wszyscy modlić, żeby długo na nich pozostał.  

Prosto z Broadway’u Beetlejuice wjeżdża na scenę i robi to z przytupem od pierwszej chwili. Oto jak się zaczyna: nastoletnia Lydia, która właśnie straciła mamę, czuje się niewidzialna. W ten krótki, ale wzruszający balladowy moment wkracza jednak tytułowy Beetlejuice – duch niewidzialny dla żywych. Chociaż łączy go z Lydią podobny problem, on jest jednak pełen szalonej ekspresji, którą tak dobrze znamy z dzieła Tima Burtona.

Na scenie dzieje się tak wiele, że szkoda mrugać i gubić chociaż chwilę. Przede wszystkim należy ona do Beetlejuice’a – wspaniały Marcin „Sosna” Sosiński – który czaruje widownię od pierwszego do ostatniego występu. Równie charakterna jest Lydia – Aleksandra Rowicka – której postać znajduje się po drugiej stronie spektrum. Nadmierna ekspresja Beetlejuice’a oraz chłodny bunt Lydii świetnie ze sobą współgrają, a duet aktorski po prostu hipnotyzuje.

Można zresztą odnieść wrażenie, że na scenie znajdują się wyłącznie hipnotyzujące postacie. Od małżeństwa Maitlandów przez Delię aż po grupkę tanecznych Beetlejuiców – chciałoby się patrzeć jednocześnie na wszystkich i chłonąć musical. Każdy okazyjnie rzuci też uszczypliwym, ale świetnie pasującym żartem, nakręcając tempo.

Beetlejuice to także spektakl widowiskowy, a do tego świetnie zorganizowany. Dech zapierają przede wszystkim kostiumy. Miałam szczęście siedzieć w świetnym miejscu do obserwacji i już na początku rzuciły mi się w oczy detale stroju tytułowego demona, które pokazują jego dopracowanie. Kamizelka? Neonowe sznurówki? Co za styl! Stroje Lydii z kolei pięknie reprezentują jej drogę od żałoby przez wymuszoną radość po akceptację, a kostiumy Delii sama chciałabym mieć w szafie. Widać w tym włożoną pracę i przemyślenie, jak najpełniej oddać ten zwariowany świat.

Do długiej listy zachwytów dołączam jeszcze scenografię oraz efekty pirotechniczne. Ta pierwsza skupia się na domu Maitlandów, w którym dużo się dzieje. Po chwili widz mimowolnie zastanawia się, co jeszcze może się wydarzyć w tych ścianach. Zaświaty także prezentują się nieźle, chociaż brakuje im tego charakteru, który ma dom rodzinny. Efekty z kolei pozostawię w tajemnicy i powiem tylko, że nieustannie mnie zaskakiwały.

Musical Beetlejuice w Teatrze Syrena to rozrywka z wyższej półki, której absolutnie nie można odpuścić. Widowisko na wstępie chwyta uwagę widza i nie odpuszcza ani na moment. Spektakl na spokojnie można obejrzeć przynajmniej trzy razy, bo przecież nie bez powodu powtarzamy: Beetlejuice, Beetlejuice, Beetlejuice!

Powyższy tekst powstał we współpracy z Teatrem Syrena, a spektakl Beetlejuice jest objęty patronatem popkulturowcy.pl

Tytuł oryginalny

Beetlejuice – recenzja spektaklu. Wchodzi on, cały na trupio

Źródło:

popkulturowcy.pl
Link do źródła

Autor:

Anna Baluta

Data publikacji oryginału:

15.09.2025

Sprawdź także