EN
18.12.2021, 09:27 Wersja do druku

Warszawa. Prapremiera "Grand Musical Hotel" w Teatrze Rampa - w niedzielę

fot. mat. teatru

"Grand Musical Hotel", odwołujący się już w tytule do słynnych, ikonicznych dzieł związanych z hotelami, bo to i "Grand Budapest Hotel", i Mirador Hotel i Chelsea Hotel, jest próbą stworzenia hybrydy na te trudne, pandemiczne czasy pomiędzy kulturą i turystyką - wyjaśnił Michał Walczak.

Zaznaczył, że "jest to opowieść o głodzie kontaktu z ludźmi, potrzebie oderwania od trudnej rzeczywistości i o milionerze, który kupuje teatr, zatrudnia artystów, którzy stają się barmanami, pokojówkami, kucharzami - a po godzinach mogą tworzyć sztukę". "Rzecz ukazuje też polskich turystów, którzy próbują gdzieś uciec, a ostatecznie lądują na Targówku" - dodał.

Reżyser wyjaśnił, że przedstawienie "jest też o tym, że w dzisiejszych czasach warto odkrywać lokalność, miasto i jego dzielnice".

"Spektakl rozpoczyna się od sceny, gdy polscy turyści liniami Rampa Airlines wylatują na egzotyczną wyspę Nudos w Grecji, a przez nieoczekiwane turbulencje na pokładzie samolotu przypadkiem lądują na Targówku" - powiedział. "Fabuła już zdradza pomysł, który przeprowadzamy w przedstawieniu, że ten rodzaj impulsu emigracyjnego, ucieczki od rzeczywistości, przeniesienia się z tej strasznej Polski kończy się w samym sercu polskości i w rdzeniu Warszawy" - wyjaśnił.

Walczak przypomniał, że "w spektaklu jest nawiązanie do grodziska, które zostało na Bródnie wykopane i dowodzi, że to tutaj zaczynała się historia Warszawy".

"Myślę, że to dosyć symboliczne, iż ta ucieczka kończy się w pewnym sensie powrotem. Na tym dowcipie bardzo mi zależało, bo on zawiera w sobie dużo prawdy, biorąc pod uwagę to, jak wielu artystów obecnie - obrażając się lub nie obrażając na Polskę - wyemigrowało lub zamierza wyjechać" - powiedział. "Często twórcy grożą, że wyemigrują. Po prostu żyjemy w takim napięciu, z ciągłymi pytaniami: czy nam jest tu dobrze, czy ta rzeczywistość jest taka straszna?" - zaznaczył twórca przedstawienia.

Przyznał, że "dla Teatru Rampa, który lubi się śmiać, ale czasem musi trochę postraszyć - to jest świetny grunt na snucie opowieści o bohaterach rozdartych, którzy są bardzo w Polsce zanurzeni, a z drugiej strony +szarpią się+ z nią i chcą uciekać".

"Myślę, że to typowy dla nas paradoks. Dużo fantazjujemy, chcemy gdzieś uciekać, a w gruncie rzeczy nie do końca rozumiemy siebie tu, gdzie jesteśmy" - mówił. "I to mnie najbardziej ciekawi, bo średnio wierzę w takie +podróże ucieczkowe+, bardziej ufam w to, że wejście głębiej w swoją lokalność, we własną tożsamość może dać nam ukojenie" - podkreślił reżyser.

Walczak wyjaśnił, że w spektaklu znajdzie się 40 piosenek. "To brzmi atrakcyjnie, ale one są różnej długości. Długich, poważnych numerów musicalowych jest - jak zwykle w musicalu - dwadzieścia kilka" - zaznaczył.

"Nasz spektakl opiera się na formie gry z musicalem, bo jesteśmy w hotelu muzycznym, w którym puszczamy oko i robimy aluzje do rozmaitych musicali, motywów i konwencji" - powiedział reżyser, dodając, iż "artyści chcą się bawić z widzami, którzy dobrze znają musicale". "Myślę, że jest to rodzaj widowiska hybrydowego - coś pomiędzy czarną komedią i musicalem, bo sam nie jestem tylko musicalowym twórcą i dlatego starałem się tak trochę poprzeplatać sceny typowo aktorskie z sekwencjami musicalowymi" - tłumaczył reżyser.

Zapowiedział, że pierwsza cześć przedstawienia rozgrywa się na lotnisku i w przestrzeni samolotu Rampa Airlines, a "w drugim akcie przenosimy się do wnętrza wspaniałego hotelu, który powstał tam, gdzie kiedyś był teatr".

"Z wykorzystania rekwizytów teatralnych i pamięci po teatrze w tym hotelu rodzi się demoniczny finał, w którym te nasze Dziady, ta słowiańska tożsamość nie poddaje się tak łatwo tej broadwayowskiej tresurze" - tłumaczył. "To przecież rozgrywa się w Rampie, gdzie wątki romantyczne są obecne, bo przecież część naszych aktorów jest w pewnym sensie +sierotami+ po teatrze Adama Hanuszkiewicza, a część artystów pamięta czasy Andrzeja Strzeleckiego" - wyjaśnił.

Podkreślił, że "to zderzenie dwóch wątków - tego romantycznego w polskim teatrze i broadwayowskiego - tworzy taką dziwną hybrydę melancholii słowiańskiej i marzenia o byciu Zachodem, o występach na Broadwayu". "To dla mnie jest kwintesencją naszej rozdartej, hybrydowej tożsamości - gdy oto śnimy o wielkich światłach na nowojorskiej scenie, ale na Targówku, wśród zwykłych bloków" - wyjaśnił Michał Walczak.

"To widowisko dla wszystkich zmęczonych pandemią, inflacją i przedświątecznymi zakupami, porywające w szaloną podróż do egzotycznej krainy luksusu i odprężenia, z dala od codziennych stresów i trosk" - napisano w zapowiedzi przedstawienia.

Jak wyjaśniono, "na takie wczasy – upragniony tydzień metamorfozy – wybierają się bohaterowie spektaklu, tyle że przez nieoczekiwane turbulencje na pokładzie samolotu linii Rampa Airlines lądują awaryjnie na tajemniczej wyspie". "Błąkający się we mgle polscy turyści zostają wzięci za nielegalnych imigrantów i uciekają przed wojskiem, dzikimi zwierzętami i przed sobą" - podkreślono.

Jak podkreślono, "w poszukiwaniu azylu trafiają do zagadkowego pałacu położonego wśród bloków". "Wyremontowany przez ekscentrycznego milionera Grand Musical Hotel to ostatni na świecie azyl-odskocznia od polityki, problemów rodzinnych, zawodowych i finansowych. Utopijny kombinat uzdrowiska, kasyna i spa, ze sztuczną plażą, wodospadem i dżunglą oferuje Teneryfę, Majorkę i Hawaje w jednym – bez konieczności opuszczania miasta" - czytamy na stronie teatru. "Retrofuturystyczny kurort obsługiwany jest przez speców od karnawału, którzy tworzą musicalowe show" - wyjaśniono.

Scenariusz i reżyseria - Michał Walczak. Muzykę do spektaklu skomponowała Marta Zalewska. Scenografię i kostiumy zaprojektowała Joanna Walisiak. Autorem choreografii jest Krystian Łysoń. Za światło odpowiada Maciej Kaszyński, a za wideo – Piotr Pawlus. Za przygotowanie wokalne odpowiadają Marek Lipski i Andrzej Borzym.

Występują: Robert Kowalski (Kapitan Kiermaszewski), Kamila Boruta / Agnieszka Fajlhauer (Dr Sandra Chandra), Krzysztof Cybulski / Paweł Mielewczyk (Darek Detoks), Dominika Łakomska / Brygida Turowska (Grażyna Depryńska-Styks), Magdalena Cwen-Hanuszkiewicz (Wróżka Miranda), Małgorzata Duda-Kozera / Katarzyna Kozak (Popelina), Maciej Gąsiorek / Julian Mere (Cocomo), Robert Tondera / Piotr Furman (Ojciec Pandemiusz), Michalina Dąbrowska / Karolina Gwóźdź (Siostra Influenza), Konrad Marszałek / Daniel Zawadzki (Strażnik Border), Agata Łabno / Jowita Kropiewnicka (Deprotraperka Patolcia), Leszek Abrahamowicz / Andrzej Niemirski (Lex Developer), Michał Meyer / Marcin Januszkiewicz (Przebranżawiacz Reset) oraz Katarzyna Koziorz / Maria Bijak (Bojka Dopamina).

Na żywo grają w przedstawieniu muzycy: Marta Zalewska (kierownictwo muzyczne, instrumenty klawiszowe, wokal), Krzysztof Pacan (gitara basowa, bass synth), Krzysztof Zagajewski (gitara elektryczna, mandolina), Maciej Chwała (instrumenty klawiszowe) i Michał Piotrowski (perkusja).

Prapremiera "Grand Musical Hotel" - 19 grudnia o godz. 19 na Scenie Dużej Teatru Rampa w Warszawie (ul. Kołowa 20). Kolejne przedstawienia - 19, 21, 28-31 grudnia.

Źródło:

PAP