Oświadczenie Redbada Klynstry w związku z wmieszaniem jego nazwiska w sprawę objęcia nowej dyrekcji w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.
Oświadczam jednoznacznie:
Nie mam nic wspólnego z aferą wokół Teatru im. Stefana Żeromskiego w Kielcach.
Nie prowadzę żadnych rozmów ws. objęcia dyrekcji.
Rozumiem klikbajty, lewarowanie medialne i takie tam, jednak proszę nie wciągać mojego nazwiska w Wasze polityczne gierki.
A skoro już mnie wywołaliście – to w trybie: „akurat wiem o co w tym chodzi, więc się wypowiem”:
To, co się dzieje w Kielcach, to dziecinada.
Nie przystoi ani zespołowi, ani Urzędowi Marszałkowskiemu.
Ubolewam, że obie strony – zamiast rozwiązać problem – pozwalają, by rządziły emocje, ego i manipulacja.
Cierpi teatr.
Cierpi jego dobre imię.
Cierpi przede wszystkim widz.
Zespół teatru, mimo że zgrany i na całkiem dobrym poziomie, nie ma prawa porywać teatru skandując:
„teatr jest nasz” – to niezgodne z prawem i rzeczywistością.
To uzurpacja.
Teatr należy do społeczeństwa, do mieszkańców województwa, którzy Was utrzymują.
To wolność artystyczna w ramach odpowiedzialności społecznej. To służba publiczna, a nie Wasz folwark.
Urzędnicy –
zdobądźcie kompetencje albo zatrudnijcie tych, którzy je mają. Poruszacie się jak słoń w składzie porcelany.
Skoro przeprowadziliście konkurs nieporadnie, nie zabezpieczając formalnie interesu publicznego – druga strona postanowiła to bezwzględnie wykorzystać. Tyle.
Nie Wy pierwsi i nie ostatni daliście się ograć – przez... no właśnie – nie wiecie nawet przez kogo.
A przecież nauki choćby Sun Tzu nie są już wiedzą tajemną: „Jeśli znasz wroga i znasz siebie – nie obawiaj się stu bitew. Jeśli znasz tylko siebie – połowę przegrasz. A jeśli nie znasz ani siebie, ani wroga – przegrasz każdą.”
Dyrektor Kotański zna i siebie, i Was.
A Wy?
Mam nadzieję, że przynajmniej siebie.
Nie mam – w obecnym stanie rzeczy – żadnych ambicji objęcia dyrekcji żadnego teatru publicznego.
A już na pewno nie tam, gdzie władza nie ma jasnej koncepcji kultury – bo to budzi uzasadnione podejrzenie, że taka władza nie ma też koncepcji na edukację, a w efekcie – nie ma pomysłu na państwo. W przeciwieństwie do tych twórców, którzy się właśnie cieszą z takiego stanu rzeczy, bo mogą sobie porwać teatr publiczny do własnych celów, nie interesuje mnie praca w miejscu, gdzie teatr finansowany ze środków publicznych jest łupem politycznym (jak choćby w lubelskim), a nie przestrzenią odpowiedzialności za duszę wspólnoty.
Zamknijcie to przedstawienie.
I wreszcie zapytajcie tych, którzy są naprawdę najważniejsi: widzów.
Redbad Klynstra