Wśród moich aktywności twórczych nie ma pisania dla teatru. A chętnie bym to robił, chociaż to inny rodzaj sportu niż proza, felietony czy reportaże – mówił w Studiu PAP Krzysztof Varga. W przyszłym sezonie w warszawskim Ateneum zaplanowano premierę „Śmiejącego się psa” według jego ostatniej książki.
„Śmiejący się pies”, opublikowany w marcu 2025 roku przez wydawnictwo Czarne, to ostatnia dotychczas książka Krzysztofa Vargi, a przy tym nieco inna niż jego poprzednie dokonania. Stanowi bowiem wielki, rozpisany na ponad dwieście stron monolog niejakiego Wojciecha Borsuka, w którym można rozpoznać niektóre rysy samego autora. Przy tym monolog to nietypowy, bowiem jego adresatem jest Ziutek – tytułowy pies, a zatem Borsuk nie doczeka się z jego strony żadnej odpowiedzi.
Po premierze krytycy zastanawiali się, do jakiego gatunku zaliczyć książkę, a Krzysztof Varga ani myślał pomagać im swoimi podpowiedziami. Za to sporo mówił o „Śmiejącym się psie” podczas licznych spotkań z publicznością, a także festiwali literackich, bo jest ich częstym gościem. – Zwykle nie wracam do swoich książek – opowiadał w Studiu PAP Varga. - Nie jest tak, że siadam w fotelu, parzę sobie herbatę, jakąś przyjemną i zachwycam się, jak ja to fantastycznie napisałem. Tak nie robię, absolutnie. Mam trochę niejasny stosunek do tego mojego pisania, bo wydaje mi się zawsze, że wszystko mogło być lepiej, że to można było inaczej napisać. Zatem nie czytam moich książek, jak już zostaną wydane, chyba że z obowiązku, kiedy na przykład muszę wybrać jakiś fragment do publicznego czytania – zaznaczył. Przyznał jednak, że ze „Śmiejącym się psem” będzie inaczej.
W maju przyszłego roku jego sceniczną wersję zobaczymy w warszawskim Teatrze Ateneum. Spektakl wyreżyseruje Robert Talarczyk, dyrektor Teatru Śląskiego w Katowicach, pracujący jako inscenizator w całym kraju. Zagrają powracający po latach do Ateneum Andrzej Zieliński i Adam Cywka. – Zgłosił się do mnie Tadeusz Nyczek, czyli człowiek bardzo zasłużony dla polskiej kultury, kierownik literacki Teatru Ateneum. To był jego pomysł. Przeczytał moją książkę i powiedział, że to jest bardzo fajny materiał na sztukę. Sam poszedł z tym do Artura Tyszkiewicza, szefa Teatru Ateneum, i namawiał go do tego pomysłu. Zatem przede wszystkim podziękowania należą się Tadeuszowi Nyczkowi, bo on ruszył ten temat. A ja się bardzo z tego ucieszyłem.
Nad ostateczną wersją scenariusza Varga będzie pracował właśnie z Nyczkiem.
– To bardzo dla mnie ciekawe wziąć udział w takim procesie, bo jako pisarz w pracy siłą rzeczy jestem samotnikiem – zauważył. – Ogromną przyjemność sprawiło mi samo rozmawianie o tym. Spotkaliśmy się z Tadeuszem, Arturem Tyszkiewiczem, aktorami i rozmawialiśmy, jak to widzimy. A z Andrzejem Zielińskim bardzo się polubiliśmy, bardzo ciekawe było obserwować, jak angażuje się w rolę Borsuka już na tak wstępnym etapie. Powstanie zatem adaptacja. Przy tej okazji obudziła się we mnie taka emocja. Pośród wielu moich aktywności pisarskich nie ma pisania sztuk teatralnych. A chętnie bym to robił, chociaż nie wiem, czy bym potrafił… Bo to jest jednak trochę inny rodzaj sportu niż pisanie prozy, felietonów, reportaży albo książek podróżniczych, prawda? Jestem zwolennikiem teatru opierającego się na tekście, a dzisiaj mamy, tak mi się wydaje, dominację teatru reżyserów. Dlatego lubię na przykład chodzić na sztuki Marka Modzelewskiego, bo widzę tam tekst po prostu. Poczułem zatem, że szkoda, że kiedyś nie spróbowałem pisać sztuk. Może to doświadczenie obudzi we mnie w tym względzie jeszcze głębsze pragnienie – zastanawiał się Varga.
Na przyszły rok planowana jest także kolejna reporterska książka Vargi – kolejna, czwarta już z cyklu o Węgrzech. Tym razem ma być całkowicie skupiona na Budapeszcie. – Jest oczywiście „Gulasz z turula”, ale od czasu jego napisania minęły lata, więc to już rzecz trochę historyczna - podkreślił twórca. – Jest jeszcze wiele miejsc do opisania w Budapeszcie. Mogę już chyba uczciwie obiecać, że w tej książce będzie jak najwięcej innego Budapesztu. Nie tego, gdzie są modne miejsca, nie będzie tam Parlamentu ani Baszty Rybackiej. Będą rozdziały historyczne, dużo opowieści o przedmieściach, bo je mniej znałem i o nich nie pisałem. Wyjeżdżam do Budapesztu niedługo i cieszę się, bo będę mógł chodzić po mieście, wąchać je, lizać i smakować, wchodzić tam, gdzie może jeszcze nigdy nie wszedłem, bo są przecież ciągle miejsca, po których w Budapeszcie nie peregrynowałem.
Pytany, gdzie był w wieczór, kiedy na Węgrzech odbywały się wybory parlamentarne, Varga przyznał ze śmiechem, że „ukrywał się przed dziennikarzami”. – Wcześniej jednak śledziłem kampanię wyborczą Petera Magyara i Tiszy – opowiadał. – To był wielki, wielki spektakl Magyara. Jego podróże po Węgrzech, a część odbył na przykład kajakiem albo pieszo. Pieszo poszedł do Siedmiogrodu, to jest performance przecież. Jego spotkania z wyborcami od rana do nocy, a miał ich około 700. Był wszędzie, absolutnie wszędzie. Właściwie stworzył ruch społeczny. Nie tylko partię, bo przejął lokalną partię w Egerze i na niej zbudował nową Tiszę. To świetna nazwa, bo Tisza to rzeka – Cisa. Dunaj jest niby główną węgierską rzeką, ale to jest rzeka międzynarodowa. A przy tym dla Węgrów rdzenna. Fantastyczne było hasło wyborcze „Arad a Tisza”, czyli wzbiera Cisa. Kiedy widziałem kilkadziesiąt tysięcy ludzi skandujących to hasło, mrówki chodziły mi po plecach. Magyar odwoływał się do emocji patriotycznej, a nawet nacjonalistycznej. Zakładał kurtkę huzarską, nawiązywał do symboliki powstania 1848 roku. Porwał za sobą ludzi. No i teraz ma większość konstytucyjną, co było kluczowe bo gdyby nie miał większości konstytucyjnej, byłoby mu ciężko. I zmienia wszystko. Jedzie jak buldożer. Na razie Tisza nie ma przeciwnika, ale wyzwania się pojawią, siłą rzeczy za jakiś czas może przyjść rodzaj rozczarowania. Kiedy zaczyna się z takim impetem, naturalna jest potem lekka zadyszka – podsumował.