„Puszek” Marty Guśniowskiej w reż. Punch Mamy w Teatrze Baj Pomorski w Toruniu. Pisze Anita Nowak.
Marta Guśniowska, autorka ponad stu sztuk teatralnych dla dzieci, w których z ogromnym poczuciem humoru, bez nachalnego dydaktyzmu, porusza problemy, z jakimi zmagają się najmłodsi.
Zaprezentowany na przytulankowej scenie Baja Pomorskiego w niedzielę, 2 listopada „Puszek” opowiada historię młodego Krokodylka, który mimo cierpienia i namowom przyjaciół, nie zgadza się na wizytę u stomatologa. Próbuje różnych przezabawnych własnych sposobów uśmierzenia bólu, pomysłowością rozśmieszając małą widownię. I tu więc autorka podejmuje temat z autopsji znany niemal każdemu dziecku. Co ważne, publiczność cały czas czynnie uczestniczy w akcji, odpowiada na pytania prowadzącej spektakl pary aktorów Dominiki Miękus i Andrzeja Korkuza, wykonuje ich polecenia, daje rady Puszkowi i podpowiada jego zamieszkującym dżunglę pluszowym przyjaciołom.
Zresztą już od samego początku, jeszcze przed wejściem do prowadzącego do sali widowiskowej korytarza Dominika Miękus dzięki swej nieprzeciętnej charyzmie i odpowiedniej modulacji głosu, opanowuje uwagę zaciekawionej gromadki.
W trakcie przeprawy przez ustylizowaną na tropikalny las drogę, prowadzącą na widownię, aktorzy cały czas podtrzymują z dziećmi kontakt. A kiedy już zostają one doprowadzone na widownię, rozpoczyna się właściwa zabawa. Bo tak chyba można nazwać akcję tego teatralnego wydarzenia. Andrzej Korkuz, który ma wcielić się w postać tytułowego bohatera udaje, że boi się wejść na salę. Zarówno jego strach, jak i namawianie go do stłumienia owego lęku przez partnerkę, jest grane po mistrzowsku. A kiedy się to już udaje, zaczyna się naprawdę niezwykle artystycznie ciekawa zabawa, animacja lalek; np. wielkiego, a słodkiego jak dziecko, krokodylka, w którego wciela się Aktor, przemądrzałej Papugi czy przebiegłej, ożywianej w bardzo odmienny sposób przez Aktorkę Małpy. Ogromnie ciekawym zabiegiem jest tu jawna animacja. Aktorzy cały czas grają swoje role, jednocześnie ożywiając lalkowych bohaterów.
Doskonale wprowadza w klimat miejsca akcji scenografia Mikołaja Maleszy, a jest przy tym lekka, nie przytłaczająca tego, co dzieje się na scenie, bo zbudowana z pasm zielonego materiału symbolizujących drzewa. Zresztą dużo tu zieleni. Na ten kolor pomalowano nawet sufit, co sprawia, że widzowie czują się jakby zatopieni w tropikalnej przyrodzie. Fantastycznie pomyślany jest usytuowany w centrum sceny gruby pień drzewa, który, na końcu, po odwróceniu się odsłania przed nami gabinet dentystyczny. Jest to nie tylko ciekawy efekt wizualny, funkcjonalna zabudowa sceny, ale też symbol pokonania dziecięcego uporu.
Muzyka Mateusza Czarnowskiego naśladująca dźwięki dżungli i odgłosy wydawane przez jej mieszkańców potęguje wrażenie przeniesienia publiczności do warunków naturalnych krokodylowego świata.
Wielkie brawa dla Punch Mamy, czyli reżyserki Laury Słabińskiej, bo to jej udało się skomponować wszystkie elementy spektaklu w jedną niezwykłą rzeczywistość, podkreślając subtelnie przesłanie autorki tekstu.