07.12.2020, 15:53 Wersja do druku

W królestwie nieujarzmionej fantazji

"Balladyna" Juliusza Słowackiego w  reż. Pawła Świątka w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Pisze Marek Chowaniec, członek Komisji Artystycznej VI Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

fot. Bartek Barczyk

Świeżo w pamięci mam jeszcze przed oczyma plakaty i banery szeroko reklamujące krakowski spektakl Bolesław Śmiały Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Pawła Świątka: „Śmiały władca versus święty męczennik”, „Państwo versus kościół”, „Władza versus władza” –krzyczały hasła promujące przedstawienie. W dzisiejszych realiach polsko-polskiego sporu, sugerowały mi, że przedstawienie może pójść w kierunku szyderstwa z państwa, Kościoła, religii, władzy duchownej i świeckiej. Z duszą na ramieniu szedłem zatem na to przedstawienie do Teatru Słowackiego. Szczęściem dla mnie i, mam nadzieję, dla dużej części widowni, moje obawy nie potwierdziły się. Otrzymaliśmy pełnokrwiste dzieło teatralne z całym wachlarzem świadomie użytych środków inscenizacji. Scena, w której król Bolesław (w tej roli wyśmienity Michał Majnicz) biegnie niczym na stadionowej bieżni (a może arenie cyrkowej) ku władzy, a może ucieka przed klątwą i przeznaczeniem, do dziś przyprawia mnie o dreszcze. Poruszające.
   

Tym razem, pomny mojego pozytywnego odbioru i pozbawiony lęku, z dużym zaciekawieniem wybrałem się na Balladynę. I nie zawiodłem się. To przedstawienie przemawiające mocnym teatralnym znakiem, symbolem i metaforą. Przestrzeń gry (bardzo dobra, spójna scenografia Marcina Chlandy) stanowią kaskadowo ułożone podesty, w skojarzeniu odnoszące nas do amfiteatralnej widowni. Na środku jezioro Gopło, wyrwa w scenicznej podłodze. Wokół spopielałe drobiny papierów. Nad wszystkim wisi czarna chmura. Mnie ten obiekt skojarzył się z meteorytem, złowrogo wiszącym nad światem na krawędzi. W wolnej grze skojarzeń skierował mnie do rzeźby Maurizia Cattelana, a może jeszcze bardziej do instalacji Jerzego Kaliny, jako swoiste memento.
   

Teraz potrzebna będzie dygresja. Przypomina mi się historia, którą opowiedział mi mój profesor, scenograf Andrzej Sadowski, jak to po premierze Romulusa Wielkiego Friedricha Dürrenmatta w reżyserii Haliny Mikołajskiej w Teatrze Dramatycznym w Warszawie (1959) przyszedł do niego z gratulacjami Franciszek Starowieyski. Na scenie ruiny zbombardowanego miasta, w domyśle Warszawy, strzępy betonu jak kikuty na stalowych prętach, fragmenty architektury, łuki kolumnady itp. Starowieyski podchodzi do profesora i mówi: „Andrzej, jak ty żeś pięknie wyczarował tę Wilczycę Kapitolińską. Ta szyja, te cycki, ten grzbiet, i wszystko to z betonu – genialne”. „Skoro on to tam zobaczył”, jak mówił profesor, „to dobrze. Skojarzenie ciekawe, adekwatne, i w pełni uprawnione”. Opisuję tę anegdotę, żeby przybliżyć i oddać charakter moich odczuć w odbiorze sztuki, zwłaszcza teatru. Lubię teatr, który pozostawia widzowi pole do swobodnej gry wyobraźni. W moim odczuciu, sztuka pozostaje zawsze subiektywna, i to nasze indywidualne cechy decydują o jej odbiorze. Bo choć wszyscy oglądamy to samo, to jedni są zachwyceni, inni obojętni, a jeszcze inni wychodząc trzaskają drzwiami.
   

Nie będę próbował dokonywać analizy poszczególnych elementów składowych spektaklu, odniosę się do ducha baśni i tego, co pozostało w mojej pamięci. Siłą spektaklu jest bardzo skrupulatnie i konsekwentnie zbudowana struktura narracyjna, swoisty metajęzyk teatralnych znaków. Na uwagę zasługuje gra zespołowa, która jest bardzo mocną stroną przedstawienia. Spośród aktorów wyróżnia się Katarzyna Zawiślak-Dolny w roli Balladyny. Jej gesty, zdyscyplinowany język ciała, słowo, pauza, i uśmiech Mony Lisy budują niezwykle interesującą, sugestywną i niejednoznaczną kreację. Inna postać, którą wciąż mam pod powiekami to Skierka Karoliny Kazoń. Ta postać wyjęta rodem z estetyki queer ujęła mnie wyśpiewanym songiem. Czystość dźwięku, artykulacja słowa sprawiają, że poddany tekst był w swej formie i interpretacji niezwykle wzruszający i wymowny. Zresztą wszystkie występujące w spektaklu osoby cechuje przemyślana interpretacja charakterów i zachowań. Role zbudowane z teatralnych znaków tworzą ciekawą i trafną metaforę ludzkich typów i postaw. Reżyser Paweł Świątek z bardzo sprawnym zespołem realizatorów i wykonawców stworzył dzieło niepozwalające pozostać obojętnym, a odczytanie ponadczasowego dzieła Słowackiego z pietyzmem i szacunkiem dla słowa Wieszcza budzi moje szczere uznanie i niskie ukłony. Gorąco polecam.
---
Juliusz Słowacki, Balladyna, Teatr im. Juliusza Słowackiego, reż. Paweł Świątek, prem. 7 lutego 2020.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne