EN
07.02.2022, 09:25 Wersja do druku

Un jest wielkim reformatorem

W kraju Kantora i Grotowskiego powinno się bardziej doceniać człowieka, który w XXI wieku zmienił teatr jak nikt inny - pisze Marek Kochan w portalu Teatrologia.info.

Un nie idzie utartymi ścieżkami, nie powiela w swoich spektaklach zgranych i tylekroć, do znudzenia, powtarzanych chwytów, takich jak golizna, hałaśliwa muzyka, światła stroboskopowe, inscenizowane albo imitowane sceny seksu (oralnego czy innego), piłowanie krzyży lub wrzucanie ich do śmietnika

Nic z tych rzeczy! Un nie jest taki, Un jest Wielkim Reformatorem, Un szuka własnych środków wyrazu, znajduje formę, która pasuje do tego, co chce światu powiedzieć. To Un od dziesięciu lat zarządza największym teatrem na świecie, to Un wyznacza dziś trendy, pokazuje innym, mniej kreatywnym i konsekwentnym artystom, którędy mają podążać.

Trzeba przyznać, że jego trupa aktorska (25 milionów aktorów) jest świetnie wyszkolona, by nie powiedzieć: wytresowana. Już w spektaklu pt. Żałoba po Ukochanym Przywódcy , wystawionym dekadę temu, aktorzy ci z takim zaangażowaniem odgrywali żal, że niektórzy zagraniczni krytycy komentowali ich zachowanie jako spazmy lękowe. Nic dziwnego: ci z aktorów, którzy grali z niedostatecznym zapałem, byli wysyłani na sześć miesięcy do obozów pracy. W zeszłorocznym spektaklu pt. Dziesięć lat później, którego tematem była znów żałoba po Ukochanym Przywódcy, Wielki Dyrektor, jego następca, ustawił poprzeczkę jeszcze wyżej. Przez 11 dni, bo tyle trwał ten spektakl, zakazał wszystkim aktorom picia alkoholu, śmiania się i ogólnie okazywania pozytywnych uczuć. Aktorzy nie mogli spędzać czasu w przyjemny sposób, nie mogli obchodzić urodzin, jeśli przypadały one w czasie przedstawienia. A jeśli ktoś w ciągu tych 11 dni umarł, członkom rodziny nie wolno było okazywać głośnych emocji, a z pogrzebem trzeba było poczekać do końca spektaklu. Wszyscy aktorzy mieli skupić się na swoich rolach, na odgrywaniu żałoby po Wielkim Przywódcy. Funkcjonariuszom policji nakazano obserwować ludzi, którzy nie wyglądali na odpowiednio smutnych. Ci, którzy nie byli dość zasmuceni, znikali. I nikt ich potem nie widział. Reszta wyciągała wnioski i grała z jeszcze większym zapałem. Tak się wchodzi w rolę, naprawdę głęboko. To już nie jest Stanisławski, to inny pułap sztuki teatru, gdzie znika przestrzeń między aktorem a rolą. Un wie jak sprawić, by żal był żalem, a radość – radością. Dzięki takim metodom pracy z aktorami zeszłoroczne przedstawienie wyszło jeszcze lepiej niż to sprzed dekady.

Warto zaznaczyć, że Wielki Reformator nie tylko sam wymyśla i reżyseruje przedstawienia. Un umie też zadbać o szczegóły. Ot, taki drobiazg jak fryzury aktorów. Ktoś inny by to pominął, jako nieistotne, ale Un nie. Un najpierw zadekretował, że dozwolonych jest 28 fryzur, w tym jego własna, zwana ambitious. A w 2017 roku dozwolonych było już tylko 15 fryzur, wśród których nie było fryzury ambitious – taką mógł odtąd nosić tylko jeden człowiek – Un właśnie.

Czasem w jego teatrze grane są mniejsze, kameralne przedstawienia, z obsadą złożoną wyłącznie z kobiet. Gra tam na przykład, to znaczy koncertuje, zespół Morabong Band, znany z wielkiego przeboju pt. Era Partii Robotniczej. To porywa! Trzeba ten przebój zobaczyć. Wideo jest dostępne w sieci.

Nie wiadomo tak do końca, skąd Un czerpie inspiracje. Mało kto ma wgląd w umysł Wielkiego Reformatora. Wiadomo, że bardzo podobał mu się musical z Myszką Miki. Ceni też podobno animowane klasyki jak Dumbo i Królewna Śnieżka.

Mimo tak dużej wrażliwości, Un trzyma swój teatr silną ręką. Nikt nie może zagrozić władzy Wielkiego Reformatora. Kto naruszy wydane przez niego zakazy, musi zostać ukarany, jak ów gimnazjalista o imieniu Han, który za obejrzenie 5 minut zakazanego filmu (pt. Człowiek znikąd) został zesłany do obozu pracy przymusowej na 14 lat. Była to prawie maksymalna kara, gdyż za podobne przewinienia można dostać od 5 do 15 lat takiego obozu. To był przykład dla innych. Zakaz to zakaz. Jest zbrodnia, musi być kara. Nie ma taryfy ulgowej dla nieletnich.

Podobno 200 tysięcy nie dość posłusznych dyrektorskiej władzy aktorów jest uwięzionych w obozach koncentracyjnych o reżimie podobnym do obozów niemieckich z czasów II wojny światowej, a kilka milionów aktorów cierpi głód, w desperacji posuwając się czasem do kanibalizmu.

Ale to wszystko odbywa się za kulisami, nie jest częścią oficjalnego repertuaru.

Należą do niego natomiast spektakle, których tematem jest bunt, albo patrząc od innej strony – posłuszeństwo. Gdy tylko ktoś się sprzeciwi, zostaje surowo ukarany, na oczach wszystkich.

Pewien aktor z kierownictwa teatru, mający tytuł wiceministra armii (obowiązują tam wojskowe tytuły, aby podkreślić wagę dyscypliny w zespole) został rozstrzelany publicznie, na stadionie, przy pomocy działa przeciwlotniczego. Zginął za to, że pił i imprezował po śmierci ojca Wielkiego Reformatora, zamiast się smucić. Zaskakujący był pomysł użycia podczas egzekucji akurat działa przeciwlotniczego, a nie na przykład przeciwpancernego. Tym sposobem nieszczęsny buntownik został nie tylko brutalnie pozbawiony życia, ale też symbolicznie przemieniony w samolot, jakby wysłany w niebo. Podwójnie unicestwiony.

A gdy zbuntował się wuj dyrektora teatru, odwołano się do innej, jeszcze bardziej radykalnej estetyki, zarezerwowanej dla najbardziej znienawidzonych wrogów. Un rozkazał, by wuja i jego pięciu współpracowników rozebrano do naga i na oczach setek zgromadzonych tam wyższych urzędników teatru wypuszczono na nich 120 wygłodniałych psów: po 20 na skazańca. Spektakl trwał podobno godzinę – trudno przecenić jego walory artystyczne i dydaktyczne. Później, na zebraniu z najważniejszymi aktorami z zespołu, Un powiedział, że „brud został wyeliminowany”. Po jego słowach zapadła pewnie cisza. A potem wybuchły niemilknące oklaski. Aktorzy dobrze wiedzieli, że mają zagrać entuzjazm. Zagrali go z pasją i z pełnym zaangażowaniem.

W tym roku w Największym Teatrze będzie grana nowa sztuka. Na początku stycznia, nieopodal siedziby teatru odkryto napis, krytykujący Wielkiego Reformatora: „Un, ty sk….synu, ludzie umierają z głodu z twojego powodu!” Tę skandaliczną inskrypcję wykonano w czasie, gdy odbywało się Czwarte Plenarne Posiedzenie Ósmego Komitetu Centralnego Teatru!

Szef jednostki ludowej zgłosił ten incydent lokalnemu oficerowi bezpieczeństwa, który zgłosił go do okręgowego oddziału Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, w końcu został on zgłoszony do krajowego oddziału Ministerstwa. Potem krajowe, miejskie i okręgowe oddziały bezpieczeństwa zmobilizowały swoich ludzi, aby zamknąć miejsce zdarzenia, usunąć napis i złapać sprawcę. Jakakolwiek krytyka przywódcy jest przecież surowo zakazana. Kilka lat temu za podobne przestępstwo, namalowanie graffiti krytykującego władze teatru, pewien pułkownik został publicznie stracony, rozstrzelany z karabinu maszynowego. Tym bardziej trudno przewidzieć, jaki spektakl Un tym razem wymyśli, aby udramatyzować i nagłośnić ukaranie sprawcy, gdy ten zostanie w końcu złapany.

Un robi rzeczy, wobec których trudno pozostać obojętnym. Łatwo je potępić jako zwyczajne, a nawet nadzwyczajne barbarzyństwo. Ale to właśnie taki teatr skupia dziś uwagę mediów i całej widowni. To Un wyznacza trendy, tworzy nową estetykę. Zarazem porusza i paraliżuje. Jego teatr jest bezkompromisowy, prawdziwie przerażający, makabryczny. Dlatego właśnie ekscytuje. Widzowie pragną dziś takiej ekscytacji, chcą by pobudzano ich mocno, coraz mocniej.

Na tym tle twórcy współczesnego teatru, nawet ci udający awangardę, jawią się ciągle jako zbyt zachowawczy, by nie powiedzieć lękliwi. Mieszczańscy po prostu. Nudni. Za mało, o wiele za mało jest dziś w teatrze agresji i przemocy. Publiczność oczekuje znacznie silniejszych bodźców, niż teatr ten potrafi zaoferować. Pozycja dyrektorów i reżyserów jest ciągle zbyt słaba, nie umieją oni zadbać o dyscyplinę wśród aktorów i widzów, podziw dla ich dokonań jest niedostateczny, aplauz nie taki, jaki im się należy. Publiczność nie czuje dreszczu emocji, jest raczej znudzona i znużona powtarzającymi się pseudoekscesami. Ciągle za mało w dzisiejszym teatrze prawdziwego postępowego radykalizmu.

Odwagi, panie i panowie. Podążajcie za Wielkim Reformatorem, Un was nauczy jak poruszyć widownię, jak wywołać śmiech i płacz. Róbcie wreszcie teatr jakiego nam trzeba, teatr na miarę XXI wieku!

Tytuł oryginalny

Un jest wielkim reformatorem

Źródło:


Link do źródła

Autor:

Marek Kochan