Logo
Recenzje

Ułańska szarża fantazji

11.02.2026, 12:34 Wersja do druku

„Była sobie Polska” Maxa Łubieńskiego i Michała Walczaka w reż. Michała Walczaka w Teatrze Rampa w Warszawie. Pisze Marek Zajdler na stronie NaszTeatr.

fot. Maciej Lipski

Zaczynam poważnie sądzić, że gmach warszawskiego Teatru Rampa kryje pokaźny labirynt podziemnych korytarzy i kondygnacji łączących się nie tylko z drugą linią metra, ale także z wykreowaną na Targówku mroczną podWarszawą baśni, legend i zakrzywionej czasoprzestrzeni. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć prawdziwy wulkan pomysłów, feerię absurdu okraszonego inteligentnym humorem i powódź dziejowych szyfrów od Szwedów, którym „wszystko volvo” do kłótni z kołtunem? Jak wyjaśnić możliwość przetrzymywania w teatralnym magazynie kolumny Zygmunta, dębu Bartek, wypchanej Kasztanki i rozbrykanej zwierzęcej menażerii? I czy obok konsultanta do spraw przemocowości Rampa zatrudnia wykwalifikowanego opiekuna pluszowych animantów? Te pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi, ale kolejna odsłona Pożaru w Burdelu, pilot patriotycznego serialu „Była sobie Polska”, odsłania nieco rąbka tajemnicy. Scenariusz Michała Walczaka i Maxa Łubieńskiego szalonym tempem teatralnego montażu, „orgią wątków i chaosem skojarzeń” zostawia w tyle szarżującą husarię, rozochocone libido dyrektor Świrskiej-Wnerwińskiej, a nawet Lux-Torpedę. Ba, nie mając tak kosmopolitycznych ambicji, zostawia Pendolino, TGV i Shinkansena razem wzięte i wraz z odjechanymi pomysłami galopuje przez polską historię w pięknych okolicznościach przyrody Lasku Bródnowskiego.

W tej bowiem prastarej puszczy wszystko ma swój początek i koniec. Tu właśnie drzewiej, przed najazdem okrutnych Wikingów i inwazją Trzech Króli, kwitła pod wodzą Rzepichy słowiańska osada Mokoszowo. Tu w dzikich ostępach ukrywa się ostatni bohater walk o wolność ojczyzny, bocian Walenty Wykleklęty. Tu organizują zwierzęcy sejmik pluszowi bohaterowie znani z poprzednich spektakli Rampy wspomagani jeszcze przez kleszcze. Tu także przybywa z wycieczką na zajęcia wychowania zdrowotno-seksualno-survivalowego kadra nauczycielska szkoły nr 5324 na Targówku wraz z opętaną nie tylko walką o Zieloną Planetę uczennicą Apostasią. Tu wreszcie pomieszkuje zrusyfikowana wiedźma Biesława, która miast słodkich pierników częstuje gości trefnymi czekoludkami. Złośliwy chronowirus miota bezładnie bohaterami przez karty historii, a spokojny dotąd Lasek Bródnowski, jak na łono natury przystało, poczyna wzbudzać pierwotne instynkty. Zwierzęta i ludzie rzucają się na siebie, bądź sobie do gardeł, bowiem w tej zwariowanej opowieści wiele mówi się o polskiej, nomen omen, naturze. Nieprzepracowane narodowe traumy powodują zdziczenie obyczajów sprzyjając postępującej wojnie polsko-polskiej. Cała nadzieja spoczywa na niechętnej do patriotycznych poświęceń i poprawiania demograficznych słupków młodzieży. Twórcy z przymrużeniem oka kondensują w Apostasi wszystkie pokoleniowe lęki i przywary „kruchych Zetek” – od alergii na wf., przez depresje i towarzyszące im terapie, opętanie ekranami, zrycie mózgów brainrotami, aż po wojujący eko-vegeizm. Ale to w niej ostatecznie drzemie siła do bohaterskich czynów, powstrzymania oślizgłego patriarchatu i zapobieżenia apokalipsie.   

Zespół aktorski Rampy porusza się przez ADHD historycznych i filmowych wątków z prawdziwą gracją, rozdeptując żaby, odcinając konary, wyśpiewując ironizujące piosenki, zmieniając w ekspresowym czasie kostiumy, postacie i głosy oraz animując na dwie ręce pokręcony panteon pluszowych słodziaków. A przy tym ma wyraźną radochę z grania, które w podkręconym do granic nieprzyzwoitości tempie, obok szycia i łatania dziur improwizowanym dowcipem, prowadzi czasem do niekontrolowanych wybuchów śmiechu samych wykonawców. I trudno się temu dziwić. Anna Mierzwa wykonująca jako Lotna „Piosenkę dla Andrzeja” wzbija się na wyżyny ichachanego komizmu, choć potrafi także wzbudzić delikatny niepokój jako władcza moskiewska Vecna czy lekko szalona Biesława. Imponująca wokalem Agata Łabno ukazuje mroczne zakamarki duszy Apostasi śpiewając o Czarnej Śmierci czy ulegając nagłemu demonicznemu opętaniu po zabraniu telefonu, a jednocześnie animując Psiecko staje się szczytem cukierkowej mniamuśności. Agnieszka Makowska niezmiennie bawi jako niezłomna obrończyni polskiej edukacji i nawet w wyrośniętych rogach czy hełmach wszelakich nie traci energii, animuszu i ciętej riposty. Wesołością i uwodzicielskim czarem emanuje w roli rusałki Pukahontas Kamila Boruta-Marszałek, spełniająca się komediowo w roli rozśpiewanego zakochanego karpia i nawołującego do rozmnażania bociana Walentego. Konrad Marszałek wśród rozlicznych wcieleń staje się także Marszałkiem we własnej osobie, ale i jednookim Grzegorzem Braunem, i rozpalonym chucią misjonarzem Pokusławem, i nową polską AI, i posiadaczem, bądź co bądź, imponujących rozmiarów ptaka.

Wyobraźnia scenarzystów, talent Konrada „Kony” Czarkowskiego i niebagatelne pieniądze z KPO pozwoliły na wzbogacenie lalkarskiego zasobu Rampy nie tylko o nowoczesnego drona czy generała Bruce’a Lee… to jest Librusa, lecz także o gadającą perukę króla Stasia, takie tam drzewko i pomnikowego Zygmunta z towarzyszką życia. Omszała i cokolwiek zagrzybiona halucynogenami scenografia Kamili Bukańskiej tonie w onirycznych dymach i światłach wspomaganych projekcjami tła Kobasa Laksy. Kostiumy i morze rekwizytów zaprojektowała Bukańska tyleż pomysłowo, co użytecznie na potrzeby szybkich i wielokrotnych przebiórek. Całość spina rozpięta dość szeroko stylistycznie muzyka Wiktora Stokowskiego i choreografia Alisy Makarenko, dająca chociaż w scenach zbiorowych wrażenie realizacji jakiejkolwiek nieogarniętej chaosem wizji. Tu oczywiście żartuję, bo przygotowanie spektaklu o takiej intensywności wymaga diabelskiej precyzji i uważności – tym większa więc zasługa aktorów wspaniale odnajdujących się i bawiących w tym „musicalu ku pokrzepieniu serc”.

Historyczny patogen nie zmienił szczęśliwie Teatru Rampa w „cyrk dla pospólstwa”. „Była sobie Polska” to przemyślany w szczegółach i błyskotliwie zaimprowizowany poza nimi słowiański karnawał wolności i prawdziwie patriotycznych wartości przemielonych przez polskie mity, bystre oko współczesności, pastisz popkulturowych klisz i głupotę internetu. To tryskająca humorem opowieść o polskiej duszy, centaurze Europy, przedmurzu, Winkelriedzie i tym, co zostało z górnolotnych idei w młodym pokoleniu. Czy powstały na Targówku teatralny Park Rozrywki Narodowej poruszy serca, umysły i słupki demografii? Tego nie gwarantuję, ale na pewno wzbudzi uśmiech, rozrusza szare komórki i zapewni udany, tchnący optymizmem wieczór.

Tytuł oryginalny

Ułańska szarża fantazji - "Była sobie Polska" w Teatrze Rampa, recenzja

Źródło:

NaszTeatr

Link do źródła

Autor:

Marek Zajdler

Sprawdź także