„Adrenalina” Anny Mazurek w reż. Ewy Galicy w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie”.
Świat psychotropów wydaje się w „Adrenalinie” ucieczką przed życiem na Pradze, powalonej przez reguły eksploatującej podległości turbokapitalizmu. Jednak wyzwolenie nie nadchodzi. Ucieczka Marlenki i innych musi się skończyć katastrofą. Miłość okaże się tylko chwilowym przystankiem w nieustannym pędzie, narzucanym przez instynkt przetrwania.
Nie można żyć na wiecznym „kopie”, zwłaszcza gdy na horyzoncie nie pojawia się żaden powód, dla którego byłoby warto. Spektakl Ewy Galicy przenosi nas w sieć uwikłań ekonomicznych, społecznych i kulturowych, w którą rzuceni są młodzi bohaterowie daremnie poszukujący swojego miejsca. Nie oferuje pokrzepienia, przestrzega przed upadkiem, który czeka każdą/każdego, kto próbuje się wyłgać od życia, ale rzeczywistości nie zmieni. Młoda obsada uwiarygodnia zagubienie pokolenia, które woła o ratunek.
Osobnym torem biegnie opowieść o odchodzącym świecie warszawskiej Pragi, która miała i ma (?) oryginalny koloryt, rozpoznawalność, swoje hierarchie i dążenia. To świat, który znika, wart opisu i namysłu, tu jedynie migawkowo zarysowany.