24.11.2020, 16:26 Wersja do druku

Trzy matki Ewy Dałkowskiej

„Badyle” na podstawie prozy Tadeusza Różewicza i Marka Gajdzińskiego w reż. Andrzeja Barańskiego w Teatrze TV.Pisze Krzysztof Krzak na blogu KTO - Kulturalne To i Owo.

mat. Teatru TV

Inne aktualności

Po długotrwałym faszerowaniu widzów przedstawieniami polityczno – patriotycznymi Telewizja Polska pokazała wreszcie pod szyldem Teatru Telewizji (23 listopada 2020 roku) spektakl odnoszący się do sytuacji obyczajowo – psychologicznej społeczeństwa żyjącego tu i teraz.

I choć „Badyle” w reżyserii Andrzeja Barańskiego z formalnego punktu widzenia należałoby raczej nazwać filmem telewizyjnym (wysublimowane zdjęcia wykonał Grzegorz Kędzierski, operator głównie filmowy, choć ma też w dorobku zdjęcia do spektakli telewizyjnych, m.in. do emitowanego niedawno „Ni z tego, ni z owego”), to przecież taka forma realizacji od wielu lat wykorzystywana jest przez Teatr Telewizji, budząc czasami sprzeciw zwolenników tradycyjnego teatru z małego ekranu. Spektakl czy film telewizyjny – jak zwał, tak zwał, najważniejsze, że powstała rzecz niezwykle poruszająca ze względu na temat i niemal doskonała pod względem artystycznym. Jej największą wadą jest zbyt krótki czas trwania (chciałoby się oglądać „Badyle” przynajmniej przez kolejne 55 minut) i jedna pomyłka obsadowa, nie mająca na szczęście znaczącego wpływu na odbiór całości.

Scenariusz „Badyli” stworzył Andrzej Barański na podstawie dwóch opowiadań Tadeusza Różewicza: „Ta stara cholera” i „Na placówce dyplomatycznej” (ich akcja pokazywana jest paralelnie) i opowiadania Marka Gajdzińskiego „Matka jest jedna”. W każdym z nich główną bohaterką jest matka, która na stare lata nie zaznaje miłości czy choćby tylko właściwej opieki ze strony najbliższych. Pierwsza z nich jest rodzicielką prostackiego (by nie powiedzieć prymitywnego) syna „panującego” na gospodarstwie rolnym. Przez swoje dziecko i jego żonę traktowana jest, kolokwialnie mówiąc, w sposób dalece niewłaściwy. Wygnana przez syna z domu znajduje schronienie i rodzinną atmosferę w domu krewniaków. Wraca, by po wypadku syna, zaopiekować się jego domem i dziećmi (tylko młodsze traktuje babcię z czułością). Ale synowa nie przestaje ją nazywać „starą cholerą”. Nie mniej okrutny wobec własnej matki jest Andrzej, dyplomata, a więc człowiek światowy, teoretycznie kulturalny i świadomy swych powinności wobec starej matki, zagubionej w obcym dla niej świecie. Nie reaguje on również na złe traktowanie kobiety przez jego żonę. Bohaterka trzeciego opowiadania została oddana przez syna do domu opieki, ale co kilka dni przemierza kilka kilometrów, by choć przez chwilę pobyć w rodzinnym, swoim przecież, domu. Pewnego razu z drogi zabiera ją Dorota, która po 10 latach spędzonych w USA przyjeżdża wypasioną furą do domu, by przedstawić swego amerykańskiego narzeczonego matce…

Wszystkie kobiety łączy odrzucenie przez najbliższych, zagubienie we współczesnym świecie hołdującym innym wartościom i dojmująca samotność. Spragnione kontaktu z ludźmi matki z opowiadań Różewicza opowiadają o sobie przypadkowo spotkanym mężczyznom. W „Badylach” wszystkie trzy matki gra Ewa Dałkowska, która przed laty stworzyła wybitną kreację w „Kobiecie z prowincji”, także w reżyserii Andrzeja Barańskiego. W tym kameralnych spektaklu telewizyjnym także pokazuje swoje mistrzostwo aktorskie. Dałkowska gra proste (nie prostackie) kobiety, wyrwane ze swojego dotychczasowego środowiska, stosując minimalistyczne środki aktorskiego wyrazu, takie jak ledwo zauważalna zmiana mimiki czy spojrzenia. Aktorka różnicuje swoje bohaterki także pod względem języka i artykulacji. Tworzy pełnokrwiste, wiarygodne i wzruszające postaci, czym niewątpliwie potęguje ważność problemu, jakim jest stosunek młodych osób do starszych rodziców (a pewnie nie tylko ich). Pozostali aktorzy także grają w spektaklu Barańskiego po trzy role. Bardzo wyraziste postaci tworzy Edyta Olszówka jako prymitywna synowa, synowa – żona dyplomaty i kobieta wracająca zza oceanu do rodzinnej wsi. Andrzej Mastalerz jest przekonujący zarówno jako niemal nic nie mówiący Obcy 2, okrutny syn – prymityw, jak i zabawny amerykański narzeczony Doroty. A i Radosław Pazura błysnął jako Przemek.

Andrzej Barański udowodnił „Badylami” po raz kolejny, że jest mistrzem w pokazywaniu świata Polski B i C, a szczegółowiej mówiąc ze wsi (dość przypomnieć jego znakomite, choć nie w pełni docenione „Księstwo” oparte na prozie Zbigniewa Masternaka) i zwykłych ludzi z ich skomplikowanymi losami. W omawianym spektaklu jest jeszcze muzyka Henryka Kuźniaka, przyczyniająca się w sposób znaczący do stworzenia intymnego klimatu opowieści matek.

Tytuł oryginalny

Trzy matki Ewy Dałkowskiej - "Badyle" Andrzeja Barańskiego w Teatrze Telewizji

Źródło:

KTO - Kulturalne To i Owo
Link do źródła