21.09.2020, 10:15 Wersja do druku

Trzy epizody z życia

Nurith Wagner-Strauss/mat. organizatora

"Trzy epizody z życia" w reż.  Markusa Öhrna na Festiwalu Nowa Europa. Zbliżenia w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.

On nie bierze jeńców – słyszę głos widzki podczas pierwszego antraktu. No - nie bierze. Jeśli zatem potrzebna byłaby Wam definicja „radykalnej wypowiedzi artystycznej” w odniesieniu do teatru – to poszukałbym jej właśnie u Öhrna.

Pokrótce - obserwujemy próbę przedstawienia, do trzech performerek dołącza czwarta, nowa. Reżyser jest bardzo wymagający, oczekuje od wszystkich całkowitego oddania, przekraczania granic, ciekawe, co to w tym wypadku będzie znaczyć? Potem przyglądamy się ich wieczorowi, ta nowa przyjmuje zaproszenie do hotelu i wizyta skończy się dość spodziewanie seksem, wreszcie - w części trzeciej reżyser broni się w sądzie przed zarzutami o molestowanie.

Nie ma możliwości, żeby na tym spektaklu pojawiła się przypadkowa publiczność, taka, która chciała spędzić w teatrze „miły wieczór”, jednak nie wszyscy wytrzymywali, szczególnie na początku, gdy w ruch poszły znaczne ilości nutelli (lub substancji do niej podobnej). Öhrn zaczyna tam, gdzie kończy i nie dopowiada np. Schilling w Dobrobycie. To tylko epatowanie, próżność? A może – jest metoda w tym szaleństwie? Wieczór w hotelu – momentami naprawdę śmieszny (np. zabawa szynką) - upokarzał i to nie aktorów, bo gdzieś jednak postawiono granicę, ale – nas, oglądających. Były to obrazy wywołujące dyskomfort, jakoś uwierające i turpistyczne w swojej hm... normalności, a przecież – niby nic wielkiego, spotkanie kobiety z mężczyzną i seks, dodajmy, że oralny.

A propos – dość zaskakująca wydała mi się scena rozpoczynająca tę część spektaklu, otóż nasz bohater będąc gentlemanem, przed przyjściem damy – excuse le mot – goli sobie jajka, co zostało pokazane w sposób niemetaforyczny. I w najmocniejszej jak sądzę części trzeciej, choć może teatralnie najmniej efektownej – mamy tylko (ubranego) aktora i jego tekst, mowę sądową, a de facto - pytanie o sens teatru, o koszty pracy na scenie i o skłonność i potrzebę ich ponoszenia – nieco oczywiście wulgaryzując.

Spektakl został zrealizowany w konwencji starego kina, w TN fantastyczni muzycy grali na żywo, pierwszy raz słyszałem theremin, to intrygujący instrument, oglądaliśmy jednak tylko (tylko?) rejestrację.

Zastanawiam się, czy zagrany na żywo byłby trochę o czymś innym? Ciekawe.

Tytuł oryginalny

Trzy epizody z życia

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła