„Sodoma” Piotra Mateusza Wacha i Eliasza Niezgody w reż. Piotra Mateusza Wacha w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie. Pisze Adam Kamiński.
Piotr Mateusz Wach w przedstawieniu Sodoma reinterpretuje klasyków – Markiza De Sade, Pasoliniego – ale pozostaje wierny swoim stałym tematom. Regularnie w swojej twórczej pracy porusza motywy rozpadu, konfrontacji z „nuklearną” skalą zniszczenia, człowieka konfrontuje z chaosem i brakiem stabilnych punktów odniesienia. Poszukiwanie szczęścia prowadzi bohaterów Sodomy do ekstremum i destrukcji. Pozostają sami ze swoimi dylematami w brutalnej rzeczywistości. Ciało działa na podstawowych impulsach, jak boli to boli.
Wiarygodnie piszą o tym Sarah Nettleton i Jonathan Watson w The Body in Everyday Life:
Jeżeli istnieje jakakolwiek rzecz bezsporna, jest nią z pewnością to, że wszyscy mamy ciało. Cokolwiek robimy, czynimy to poprzez nasze ciała – kiedy myślimy, mówimy, słuchamy, jemy, śpimy, spacerujemy, relaksujemy się, pracujemy i bawimy się – używamy naszych ciał. Każdy aspekt naszego życia jest ucieleśniony
Cielesność jako istotny składnik ludzkiej tożsamości stanowi główny motyw spektaklu. Dla mnie właśnie na tym polu najbardziej wyraźne są inspiracje Pasolinim. Wach pokazuje, jak konsumpcjonizm, zawłaszcza ludzką cielesność, redukuje do narzędzia produkcji, czy obiektu pożądania. Przekraczanie granic manifestuje się w spektaklu poprzez radykalne techniki performatywne, gdzie fizyczność staje się polem walki o podmiotowość. Wolność przeradza się w destrukcyjne zniewolenie.
W Sodomie samotność objawia się poprzez eksploatację fizyczności, intymności, co prowadzi do ukazania jednostki wyobcowanej w obliczu norm społecznych. Chemseks to na krótko eskapizm, potem zmęczenie, depresja i trauma. Nie pomoże w radzeniu sobie z wykluczeniem, czy w poszukiwaniach więzi emocjonalnej.
Choreografia Szymona Dobosika w przedstawieniu operuje przestrzenią, różnicowaniem tempa, co pozwala tworzyć punkty kulminacyjne i budować napięcie. Dobosik umiejętnie wprowadza kontrast między siłą a delikatnością. Użycie różnych poziomów dynamiki tworzy dramatyzm i przyciąga uwagę widza. Ambientacja i oprawa wizualna budują mroczny, duszny klimat, tworzą hermetyczną, alienującą atmosferę.
Warto podkreślić odwagę zespołu aktorskiego. Mowa ciała wykonawców jest w harmonii z emocjonalnym ładunkiem historii. Artyści zachowują spójność między słowami, a gestami, mimiką.
Reinterpretacja 120 dni Sodomy Markiza de Sade'a, Pasoliniego wyraźnie pokazuje, że wolność ma wysoką cenę. Opresja wpływa na poczucie własnej wartości, tożsamość i psychikę, czyniąc ją intymnym cierpieniem.
Spektakl Sodoma traktuje o paradoksie samotności, jednostka, mimo fizycznej obecności innych, pozostaje zamknięta wewnątrz własnych lęków i traum. Jak w poezji Pasoliniego:
,,nie ma w ogóle mowy o żadnych przyjemnościach, to pewne,
prócz tej, że ma się przed sobą cały dzień i noc
bez żadnego przymusu i jakichkolwiek ograniczeń.
Seks jest pretekstem. Bez względu na ilość spotkań
(…) – są to jedynie chwile samotności.”
(tłum. Jarosław Mikołajewski)