Logo
Recenzje

Trwać przy swoim

8.06.2026, 10:57 Wersja do druku
„Prowadź swój pług przez kości umarłych" wg powieści Olgi Tokarczuk w reż. Ewy Platt w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Tomasz Miłkowski w „Przeglądzie".

fot. Przemysław Jendroska/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nic dobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się policja, a ze wszystkich stron słychać strzały. Trwa niekończące się polowanie. Na zwierzęta, ale może i na ludzi. Nad sceną dominuje siedmiometrowa myśliwska ambona  stamtąd nie tylko strzela się do zwierząt, ale i wygłasza strzeliste kazania  nie przypadkiem role Wielkiej Stopy i Księdza gra ten sam aktor (Jacek Mikołajczak), głoszący chwałę myślistwa.

U Tokarczuk opowieść pachnie mrocznym kryminałem, w spektaklu Ewy Platt kryminał schodzi na dalekie tło, a na pierwszy plan wysuwa się schorowana Duszejko, tresowana przez lekarza (Paweł Paprocki), szukająca sprawiedliwości i serca, ale traktowana jak natrętna mucha przez Komendanta, zawołanego myśliwego (Piotr Grabowski).

Swoje kredo Janina wyraża, cytując słowa Olgi Tokarczuk o czułości. Nie może ścierpieć bólu zadawanego zwierzętom, łamania prawa i kultu odstrzału przy obojętności albo akceptacji władz. Nie jest bojowniczką żadnej organizacji, szuka jedynie odrobiny uczciwości i spokoju. Toteż jej spotkanie z entomologiem Borosem (Karol Pocheć), zajmującym się z pasją losami zagrożonego chrząszcza zgniotka szkarłatnego, promieniuje ciepłem, oboje w mig znajdują wspólny język. Z innymi bywa różnie, najlepiej dogaduje się z uczynnym sąsiadem Matogą (Oskar Hamerski), ale na ogół to trudne, nawet jeśli od czasu do czasu zyskuje pozornych sojuszników, takich jak Żona Prezesa (Magdalena Warzecha).

Postać Duszejki w kreacji Dominiki Kluźniak tchnie autentyzmem, można jej wierzyć. Nawet jeśli czasem ponosi ją fantazja albo emocje, to przecież tylko dowodzi, że trzeba trwać przy swoim i zachować wewnętrzny spokój. Duszejko wie, że świata nie zbawi, ale nie chce przykładać ręki do jego zagłady. Reżyserka postawiła na scenie trybunę sportową dla publiczności, a pomniejszoną w ten sposób scenę Narodowego pokryła leśnym błotem. Z tym naturalistycznym zabiegiem wchodzi w zaskakujący sojusz aura poetyckiej metafory, jaką wywołuje samo patrzenie na widownię Teatru Narodowego przy otwartej kurtynie. 

Tytuł oryginalny

Trwać przy swoim

Źródło:

„Przegląd” nr 24

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data publikacji oryginału:

08.06.2026

Sprawdź także