08.09.2020, 09:47 Wersja do druku

Trans/Misje przez Troki i Wilno płyną do Trójmorza

fot. mat. teatru

Rozmowa z Janem Nowarą, dyrektorem Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie i dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Trans/Misje (2018) oraz festiwalu Trans/Misje – Sztuka Wschodu (2019-)

Piotr Wyszomirski: Każdy teatr z ambicjami kulturotwórczymi i rozwojowymi organizuje festiwal. Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, którym kieruje pan od 2014 r., ma ich już kilka. Czym wyróżniają się festiwale z rodziny Trans/Misji, na czym opiera się koncepcja całości?

Jan Nowara*: Przede wszystkim doszedłem do wniosku, że pogranicza, w tym pogranicza karpacko-ukraińsko-sądecko-roztoczańskie, są kopalnią wyobraźni i duchowości oraz bardzo ciekawym miejscem historycznym. Po drugie, chciałem zetknąć ze sobą artystów działających z dala od centrum. Dobrze rozumiana prowincjonalność i pogranicze w szerokim kontekście historycznym to fundamenty konceptu.

W deklaracji założycielskiej Trans/Misji mówimy, że spojrzenie centrystyczne nie wyczerpuje oglądu, bo ani nie zaspokaja ciekawości ludzkiej, ani nie wyczerpuje tego, co mamy do powiedzenia jako ludzie i jako artyści. Według pierwotnych założeń każda edycja ma być inaugurowana międzynarodowym przedsięwzięciem artystycznym organizowanym wspólnie przez wszystkich partnerów. Jak wiemy, w tym roku okazało się to niemożliwe z obiektywnych powodów. Nazwa festiwalu „Trans/Misje” oczywiście nie jest przypadkowa. Pierwszy wyraz nawiązuje do przekraczania granic, drugi mówi o tym, jak rozumiemy rolę sztuki w życiu codziennym społeczności.

By dotknąć tych sfer, od razu wiedzieliśmy, że nie może być to tylko festiwal teatralny, dlatego od początku jest to festiwal interdyscyplinarny. Przejawy duchowe, artystyczne i kulturowe obejmują różne formy, dlatego wielogatunkowy teatr spotyka się u nas ze sztukami wizualnymi, muzyką, literaturą, tańcem, nowymi mediami.

Elementem definicji tego festiwalu jest również pora, w jakiej się odbywa. Końcówka wakacji to moment, gdy publiczność może być już spragniona kontaktu ze sztuką, a jeszcze jest w dobrym, wakacyjnym nastroju. Kolejnym założeniem było wyjście poza mury budynków, pojawiły się spektakle plenerowe, m.in. dwa razy pokazywał swoje spektakle Lech Raczak. Przyciągnęliśmy partnerów, m.in. Muzeum-Zamek w Łańcucie, gdzie nie tylko uroczyście podpisaliśmy deklarację założycielską, ale gdzie odbył się panel z udziałem przedstawicieli wszystkich „państw członkowskich”: Czech, Polski, Słowacji i Węgier (państwa grupy wyszehradzkiej) oraz Litwy i Ukrainy. Ponadto każdy z partnerów przywiózł specjalnie przygotowaną na festiwal wystawę mówiącą o tym, w jaki sposób sztuka w ich kraju zaangażowała się w szukanie wolności i dróg wyzwolenia. Podjęcie takiego tematu było odważnym przedsięwzięciem, wszak nie wszystkie kraje odzyskały wolność. Byliśmy w swoistym zwarciu z Ukrainą. Już w czasie I edycji festiwalu w 2018 r. premierowaliśmy spektakl „Lwów nie oddamy”, który wprost został zbudowany na trudnym sąsiedztwie historii, która rozgrywała się kiedyś na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej, dzisiaj podzielonych granicami. Podejmowanie trudnych i ważnych tematów dla sąsiadujących krajów, nawet jeśli wciąż „bolą”, jest jednym z wyzwań festiwalu, którym staramy się sprostać.

Piotr Tomaszuk, odpowiadając na pytanie o specyfikę pracy w Supraślu, powiedział, że na prowincji lepiej słychać Boga. Czy to prawda?

Tak, z całą pewnością, choć dzisiaj Bóg nie ma łatwo (uśmiech). Na kryzys globalny (pandemia, zagrożenie klimatyczne) nakłada się kryzys duchowy (sytuacja wewnętrzna Kościoła, postępująca laicyzacja). Podkarpacie jest wciąż regionem głębokiego zakorzenienia tradycji duchowej, religijnej i kulturowej oraz, co cechuje ten region szczególnie, patriotyzmu w rzadko już występującej postaci. Nie sposób jednak nie zauważyć, że region i jego stolica dynamicznie się rozwijają – dobrym przykładem jest szybki rozwój lotniska. Komercjalizacja, konsumpcyjny styl życia atakują także tutaj (uśmiech). Jesteśmy tego świadomi, dlatego pierwszym, ofensywnym działaniem mojego teatru była akcja „Siemaszkowa w sercu miasta” – całodniowy mix fragmentów naszych przedstawień zaprezentowany w największej galerii handlowej.

Fascynujący jest proces, jaki można obserwować w Rzeszowie. Stolica regionu, odbieranego jako bastion konserwatyzmu, jest zarazem otwarta na poszukiwania. Pojęcie narodu, które jest tu bardzo żywe, nie ogranicza artystów. Teatr im. Wandy Siemaszkowej jest instytucją artystyczną województwa podkarpackiego i niezmiernie cieszy mnie fakt, że nasz organizator, czyli marszałek Władysław Ortyl, łączy w sobie ścisły umysł inżyniera lotnictwa i wrażliwość mecenasa kultury. Przykładem niech będzie choćby finansowanie naszych festiwali, w tym tak ekspansywnego Festiwalu Nowego Teatru, którego pierwsze edycje realizowaliśmy z Joanną Puzyną-Chojką. Jeśli ktoś poszukuje stereotypów społeczno-politycznych, to u nas się srodze zawiedzie.

Z zazdrością i zdumieniem podglądałem co roku program Festiwalu Nowego Teatru. Trans/Misje podniosły poprzeczkę…

To prawda. Festiwal międzynarodowy na taką skalę jest wielopoziomowym wyzwaniem. W pierwszej edycji mieliśmy ponad 40 wydarzeń, działo się wszędzie – to był taki środkowoeuropejski show case. Stało się tak dzięki temu, że nasze argumenty szybko trafiły do partnerów samorządowych, zyskaliśmy wsparcie ministerstwa, świetny odzew partnerów zagranicznych sprawił, że powstał ambitny, różnorodny program. Rzeszowska inauguracja Trans/Misji pokazała też, że mimo iż mamy terytorialnie blisko do siebie, to mało się znamy. Nowe relacje, jakie powstały i powstają nadal, są bezcenną i procentującą wartością festiwalu.

Nie dość, że Trans/Misje świetnie zostały odebrane w Rzeszowie, to ciągle Wam mało. Obok Trans/Misji powstały „małe” Trans/Misje…

Tak. Kiedy rozmawialiśmy o założeniach festiwalu z Petrem Himičem, wieloletnim dyrektorem Państwowego Teatru w Koszycach, powstała koncepcja festiwalu wędrującego. Zaczęliśmy w Rzeszowie, co naturalne, bo jesteśmy pomysłodawcami festiwalu. Druga edycja miała miejsce w Koszycach, trzecia, w formie hybrydowej, odbędzie się w Trokach i Wilnie. Po sześciu latach festiwal ma w założeniach ponownie odbyć się w Rzeszowie i tak dalej. Po sukcesie inauguracji w 2018 r. powstało zapotrzebowanie na coroczne spotkania, stąd pomysł na Trans/Misje-Wschód Sztuki, których kuratorem jest Jadwiga J. Skowron. Podchodzimy w nich szerzej w kwestii terytorialnego partnerstwa, W zeszłym roku gościliśmy Gruzinów z Batumi, Ukraińców z Odessy i Litwinów z Wilna; w tym, obok Litwinów z Szawli, zaprezentowali się także Bułgarzy z Sofii i Rumuni z Jassi, a w przyszłym szykujemy się do ekspansji – chcemy umieścić festiwal w kategorii Trójmorza: na północ po Łotwę i Estonię, na południe aż po Słowenię.

fot. mat. teatru

Tegoroczny festiwal jest wyjątkowy nie tylko ze względu na pandemię. Mimo że odbywa się na Litwie, jest bardzo polski. Uprawiać teatr w kraju, który słynie z tradycji teatralnej, to niezwykłe wyzwanie. Lila Kiejzik i jej syn Edward nie tylko wypełniają „patriotyczny obowiązek”, dbając o polskość poprzez kulturę, ale ich działalność na tle aktywności kulturalnej Polaków poza Macierzą jest wręcz endemiczna: współpracują z Litwinami, sięgają po nieoczywiste teksty, organizują festiwale, są niezwykle ekspansywni. A Teatr im. Wandy Siemaszkowej nie tylko się temu przygląda...

To wszystko prawda, działalność Lili i Edwarda Kiejzików zasługuje nie tylko na sympatię, ale szacunek i uznanie. Nieprzypadkowo to właśnie oni, litewscy Polacy, są naszymi partnerami. Współpracujemy z nimi od lat: instytucjonalnie i personalnie. Reżyserem wielu spektakli Teatru Studio Polskie w Wilnie i Królewskiego Teatru w Trokach jest nasz aktor i reżyser Sławomir Gaudyn. Kiejzikowie zasługują na wszechstronne wsparcie.

Przed nami piąte Trans/Misje: 30 sierpnia zakończyły się w Rzeszowie drugie „małe”, przed nami, w dniach 13-20 września, III edycja festiwalu-matki. Co można dzięki nim powiedzieć o kulturze pogranicza i jej wpływie na kulturę kraju, narodu?

Jeszcze za wcześnie, by mówić o wnioskach, jeszcze się poznajemy, ale spostrzeżenia, inspiracje i zachwyty skrupulatnie kolekcjonujemy. Dostrzegliśmy wysoką kulturę realizacji w teatrze czeskim, Debreczyn zafascynował nas muzycznie. Jesteśmy ciekawi brzmienia języków, form.

Co dalej z Trans/Misjami? Czy wszędzie panuje taki entuzjazm jak w Rzeszowie?

Tegoroczna edycja jest trudna z wiadomych względów. Zobaczymy, w jaki sposób wpłynie na następne. Poznajemy się jako partnerzy, czas pokaże, jaka jest wyporność organizacyjna koalicjantów.

Poszukujemy nowych teatrów i nowych zjawisk. Gdyby nie pandemia, zagrałby u nas zespół z miejscowości Sumy położonej we wschodniej Ukrainie. Odkryliśmy ciekawy teatr w Szawlach (Teatr Dramatyczny w Szawlach) i sfinansowaliśmy zapis telewizyjny ich spektaklu „Mariaż idealny”, absurdalnej komedii wg „Szaleństwa we dwoje” E. Ionesco, który został zaprezentowany widzom festiwalowym w Rzeszowie. Powstanie festiwalu Trans/Misje-Wschód Sztuki bardzo zwiększyło swobodę programową, mamy wiele opcji rozwojowych. Festiwal wrasta w tkankę miasta, staje się prestiżową imprezą, na którą się czeka, pod którą układa się plany urlopowe. Nie tylko bardzo się z tego cieszymy, ale rośnie w nas pewność, że bez względu na to, w jakim kierunku festiwal pójdzie, będzie się rozwijać, bo idea ma sens i jest żywa.


*Jan Nowara – Dyrektor Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie (od 2014), reżyser, redaktor, krytyk, publicysta i felietonista, twórca telewizyjny. Pomysłodawca i dyrektor Międzynarodowego Festiwalu Sztuk TRANS/MISJE Rzeszów-Koszyce-Ostrawa-Debreczyn-Lwów-Troki. Autor kilkuset publikacji w czasopismach kulturalnych. W latach 2007-2013  dyrektor-redaktor naczelny TVP S.A. O/ Opole. W latach 2005-2018 starszy wykładowca Uniwersytetu Opolskiego. Doktor Sztuk Teatralnych po dysertacji pt. „Mierzenie się z Witkacym” w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Pracę w teatrze rozpoczynał na stanowisku redaktora wydawnictw teatralnych w Teatrze im. Jana Kochanowskiego w Opolu. Po raz pierwszy funkcję dyrektora Teatru objął w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu w latach 1998–2001. Szefował również Kaliskim Spotkaniom Teatralnym. Po raz pierwszy dyrektorem Teatru im. Wandy Siemaszkowej był w latach 2002–2003, kiedy to zainicjował Festiwal Klasyki Europejskiej w Rzeszowie. W 2002 Grand Prix Festiwalu Klasyki Europejskiej w Rzeszowie otrzymał spektakl w jego reżyserii wg Adama Mickiewicza, który został zainscenizowany w podziemiach rzeszowskiego Rynku. Jego szczególnym zainteresowaniem cieszy się twórczość dramaturgiczna Stanisława Ignacego Witkiewicza, którą interpretował na scenach teatrów w Opolu, Kaliszu i Rzeszowie – reżyserując „Mątwę”, „Pragmatystów”, „Tumora Mózgowicza” i „Kurkę Wodną”. W Teatrze im. Wandy Siemaszkowej wyreżyserował także m.in. „Wenus w futrze” Ivesa, „Szklaną menażerię” Williamsa, czy „Miłość i gniew” Osborne’a. Najnowszym dokonaniem Jana Nowary jest spektakl Teatru im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku „Popiełuszko” – misterium poświęcone legendarnemu kapłanowi polskiej „Solidarności”, przeniesiony do Teatru Telewizji TVP 1, czy „Obława” o legendarnej Obławie Augustowskiej.

Tytuł oryginalny

Trans/Misje przez Troki i Wilno płyną do Trójmorza

Źródło:

Gazeta Świętojańska online
Link do źródła