Logo
Magazyn

Tomek Fogiel. Spotkania, które zostają w pamięci

15.10.2026, 16:16 Wersja do druku

Z Tomaszem Fogielem łączyły mnie lata teatralnych spotkań – najpierw w Gdańsku, potem w Gdyni. Pozostały role, wspomnienia i serdeczność, która nie znika mimo upływu czasu. To moje osobiste wspomnienie aktora, kolegi i człowieka teatru – pisze Wiesław Kowalski.

fot. mat. teatru

Wiadomość o śmierci Tomasza Fogla przyjąłem z wielkim smutkiem. Odszedł aktor, którego pamiętam jeszcze z czasów Teatru Wybrzeże, z okresu, kiedy sam byłem adeptem Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni i niemal namiętnie chodziłem do teatru w Gdańsku. Nasi pedagodzy występowali na tamtej scenie, więc teatr był dla nas nie tylko miejscem oglądania przedstawień, ale również przestrzenią spotkań z ludźmi, od których uczyliśmy się zawodu.

Tomek pojawił się w mojej teatralnej pamięci właśnie wtedy, na początku lat osiemdziesiątych. Przyjechał do Trójmiasta po pracy w łódzkim Teatrze Nowym i związał się z Teatrem Wybrzeże. Oglądałem jego kolejne role, poznawałem go stopniowo, a nasze drogi przecięły się również poza teatrem. Sprzyjał temu słynny sopocki SPATiF – miejsce, w którym środowisko artystyczne spotykało się, rozmawiało, spierało, żartowało i długo nie miało ochoty wracać do domu. W takich okolicznościach znajomości nabierały bardziej osobistego wymiaru. Za teatralnymi rolami zaczynało się dostrzegać człowieka.

Pamiętam tamten czas i jego szczególną atmosferę. Teatr Wybrzeże był dla mnie wówczas miejscem niezwykle ważnym. Chodziłem na spektakle, śledziłem pracę aktorów, a jednocześnie sam przygotowywałem się do zawodu. Oglądałem Tomka w przedstawieniach, które współtworzyły historię tej sceny: w „Sprawie Dantona”, „Sto rąk, sto sztyletów”, „Kniaziu Patiomkinie”, „Szkarłatnej wyspie”, „Ślubie”, „Niemcach” czy „Reportażu z pop-festiwalu”. Każdy z tych tytułów przywołuje dziś nie tylko konkretną teatralną realizację, lecz także fragment tamtego świata, ludzi i emocji.

Potem nasze zawodowe drogi prowadziły już nieco inaczej. Tomek w 1985 roku związał się z Teatrem Muzycznym w Gdyni, gdzie pozostał przez ponad cztery dekady, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych i doświadczonych członków zespołu. Ja również oglądałem go później na tej scenie, już z innej perspektywy – jako aktor, człowiek znający nieco lepiej blaski i cienie naszego zawodu.

Tomek potrafił odnaleźć się w bardzo różnych teatralnych światach. Miał za sobą doświadczenie teatru dramatycznego, ale z powodzeniem wszedł również w rzeczywistość musicalu i operetki, wymagającą przecież nie tylko aktorskiej sprawności, lecz także umiejętności wokalnych, ruchowych i ogromnej dyscypliny. W gdyńskim Teatrze Muzycznym stworzył wiele ról, które na długo zapisały się w pamięci widzów. Był Herodem w „Jesus Christ Superstar”, występował w „Les Misérables”, „Me and My Girl”, „Szachach”, „Footloose”, „Shreku”, „Skrzypku na dachu”, „Lalce” i „Chłopach”.

Szczególne miejsce zajmował w jego dorobku „Skrzypek na dachu”. W inscenizacji Jerzego Gruzy wcielał się w Motela Kamzoila, a w późniejszej wersji przedstawienia grał karczmarza Mordkę. To jedna z tych teatralnych historii, które potrafią zrosnąć się z aktorem na lata. Tomek występował w tym musicalu setki razy, a jego obecność na scenie była częścią historii gdyńskiego teatru.

Z czasem nasze spotkania stały się rzadsze. Po moim wyjeździe z Gdyni nie widywaliśmy się już tak często jak dawniej. Ale kiedy do nich dochodziło, zawsze były żywe, serdeczne i pełne wspomnień. Wracały dawne historie, teatralne anegdoty, nazwiska ludzi, których już nie ma, i miejsca, które istnieją dziś przede wszystkim w naszej pamięci. Nie trzeba było długo szukać tematów. Wystarczyło jedno wspomnienie, by otwierał się cały rozdział przeszłości.

Właśnie takie spotkania cenię szczególnie. Nie wymagają wielkich słów ani uroczystych deklaracji. Ich wartość polega na tym, że mimo upływu lat można znów odnaleźć wspólny język, przypomnieć sobie ludzi i zdarzenia, pośmiać się z dawnych przygód, a czasem po prostu pobyć przez chwilę w świecie, który obaj dobrze pamiętamy.

Kiedy czytam dziś wspomnienia kolegów z Teatru Muzycznego, ich słowa o Tomku jako człowieku teatru, pedagogu, przyjacielu i dobrym duchu teatralnych kulis, rozumiem, jak ważną rolę odgrywał w ich codziennym życiu. Był nie tylko aktorem z imponującym dorobkiem, ale również człowiekiem, który potrafił przekazywać doświadczenie młodszym, dzielić się wiedzą i wymagać, bo zależało mu na poziomie pracy. Takie świadectwa mówią o człowieku nie mniej niż lista jego ról.

Był też częścią artystycznej rodziny, której nazwisko od dawna obecne jest w polskiej kulturze. Syn Aleksandra Fogla, pamiętnego Maćka z Bogdańca z „Krzyżaków”, sam wybrał drogę aktorską, a zarazem stworzył własną, niezależną historię. Nie był jedynie synem znanego ojca. Przez lata pracy w teatrze udowodnił, że ma własne miejsce na scenie i własny dorobek, a jego nazwisko stało się ważną częścią historii Teatru Muzycznego w Gdyni.

Dla mnie jednak Tomek pozostanie przede wszystkim człowiekiem spotkanym na teatralnej drodze. Pamiętam go z czasów Teatru Wybrzeże, z atmosfery dawnych spotkań w Sopocie, z późniejszych przedstawień w Gdyni i z tych rozmów, które mimo upływu lat wciąż miały w sobie dawną żywość i serdeczność.

Śmierć porządkuje wspomnienia w sposób nieunikniony. Nagle uświadamiamy sobie, że niektóre rozmowy były ostatnimi, choć nikt z nas tak ich wtedy nie traktował. Że pewne spotkania nie będą miały już swojej kolejnej odsłony. Pozostają za to twarze, głosy, role, anegdoty i poczucie, że przez jakiś czas szliśmy podobną drogą.

Żegnając Tomka Fogla, myślę o nim z wdzięcznością. Za spotkania, za wspólną teatralną przeszłość, za pamięć o ludziach i miejscach, które nas ukształtowały. I za to szczególne doświadczenie, że nawet jeśli później widujemy się rzadko, niektóre znajomości nie tracą swojej wartości.

Żegnaj, Tomku. Dobrze było Cię znać. Dobrze było spotykać Cię na teatralnej drodze – najpierw w Gdańsku, potem w Gdyni, a później już tylko od czasu do czasu, ale zawsze serdecznie.

Zostają role, wspomnienia i ludzie, którzy o Tobie pamiętają. A także ten kawałek wspólnego życia, którego nikt nam już nie odbierze.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także