Logo
Recenzje

Tematy do wzięcia

7.04.2026, 15:26 Wersja do druku

„Katastrofa.dok"  przegląd kursu dokumentalnego w Instytucie Grotowskiego we Wrocławiu. Pisze Marta Mizuro w „Odrze".

fot. Tobiasz Papuczys/ mat. teatru

„Katastrofa.dok" to zimowa odsłona przeglądu Teatr na Faktach, a konkretnie efekt tego, co wypracowano na kursie teatru dokumentalnego, organizowanego przez Instytut im. Jerzego Grotowskiego od marca 2025 do lutego 2026. 

Zaprezentowana 28 lutego odsłona była krótsza i zawierała tylko czytania performatywne, będące taką interpretacją dramatów, w której aktorzy czytają tekst (w większej mierze), ale są reżyserowani i w niewielkim stopniu wspomagani przez światło i dźwięk, przemieszczają się lub wykonują układy choreograficzne, mogą korzystać z jakichś rekwizytów i kostiumów. Z definicji jednak najważniejsze w takim czytaniu jest przekazanie emocji zawartych w tekście. I oczywiście tego rodzaju przekaz można było odebrać z prezentowanych czternastu występów, ich funkcja jednak nie ograniczała się tylko do jego wysłania i sprawdzenia, jak na niego reagowała publiczność.

W grę nie wchodził tu jedynie potencjał emocjonalny, ale także potencjał artystyczny tkwiący w danej historii. Widoczny w różnych elementach odczytywanego tekstu: języku, sportretowaniu postaci, strukturze, czasem także w fabule. Inna sprawa, że tej ostatniej od teatru dokumentalnego raczej nikt nie wymaga, bardziej przypomina on bowiem reportaż niż opowiadanie. Ale przecież można przerobić pierwszy na drugi. Można też wszystkie te prezentacje potraktować jako swoistą giełdę tematów.

W miarę linearnie poprowadzoną fabułę dało się jednak wyłapać, moim zdaniem zwłaszcza w dwóch czytaniach. Pierwsze z nich, „Gra na orientację" (tekst i reżyseria Zofia Pinkiewicz) podobało mi się najbardziej jako właśnie dobrze poprowadzona fabuła, ale także jako sam spektakl. Zrealizowany prostymi środkami, z których najważniejsze były jednakowe stroje aktorek, imitujące mundurki. Rzecz bowiem traktuje o homofobii w harcerstwie, które pozbywa się niewygodnych instruktorek, bo te nie wyznają jedynie słusznych wartości, jakimi ma kierować się organizacja. W tej historii znalazło się niedwuznaczne wskazanie na to, że homoseksualizm traktowany jest jako potencjalne zagrożenie dla podopiecznych. Wystarczy zamienić instruktorkę na nauczyciela i historia nabiera bardziej uniwersalnego wymiaru. Łatwo też streścić fabułę prezentacji Ali Kubicz „Kobieta, seks i dwie wojny". To, jak czytamy w programie, opowieść o ukraińskiej Żydówce szukającej miłości, będąca jednocześnie obrazem dwóch krajów owładniętych wojną. Wiele z tego obrazu nie widać, bo przesłania go szukająca miłości bohaterka, której los dowodzi, że życie pisze niewiarygodne wręcz scenariusze. Mocno to chaotyczne i mimowolnie śmieszne, kiedy w szkicowo pokazanej scenie miłosnej młodym bohaterom przygrywa Serge Gainsbourg. Wiem, że to tylko niedoinwestowane czytanie, ale w XXI wieku? Czy naprawdę nikt nie skomponował nośnej pościelówki?

Już dużo lepiej wypada inna prezentacja też ukraińskiej autorki, Zlaty Veresniak: „Dzień dobry, jestem wdową". Rzecz jasna chodzi o wdowę wojenną i wojnę w Ukrainie, ukazane w doskonale zinterpretowanym monologu (Dorota Łukasiewicz-Kwietniewska). To doskonały materiał na dłuższy monodram, który na pewno zyskałby, gdyby bohaterkę ubrać nie w zwiewną sukienkę, mocno kontrastującą z opowieścią „0 wyłączeniu energii i zimnie", tylko na przykład w polar.

Trzecia z historii, które szczerze mnie zaintrygowały, to „Ale przecież nic się nie stało..." Hanny Daniszewskiej. Autorka przedstawia dwoje Niemców o poglądach lewicowych, którzy z przerażeniem i rosnącym poczuciem bezradności przyglądają się radykalizacji poglądów polityczno-społecznych w ich kraju. Myślę, że niejeden ze zdruzgotanych dzisiejszym światem widzów podpisałaby się pod refleksjami Sary i Chrisa.

Refleksjami w pewnym stopniu korespondującymi z prezentacją „Woina, Równa, Braterska" Karoliny Faber, która opowiada o polskich emigrantkach w różnych okresach i z różnych powodów wyjeżdżających do Francji. Ta opowieść kontrastuje z kolei z bodaj najbardziej zaskakującą i oryginalną, z jednej strony straszną, z drugiej mającą ogromny ładunek komiczny opowieścią, w której zrekonstruowana zostaje historia porwania samolotu przez Polaków, chcących uciec na Zachód. Chodzi mi o „Dać się porwać" Olka Młyńskiego. Może to nie była moja ulubiona prezentacja na przeglądzie, ale w dużej mierze potwierdza ona to, co wcześniej nazwałam testowaniem potencjału zawartego w szkicach dokumentalnych. W czerwcu kolejny półmaraton czytań performatywnych, tym razem o charakterze konkursowym.

Tytuł oryginalny

Tematy do wzięcia

Źródło:

„Odra” nr 2026/4

Autor:

Marta Mizuro

Data publikacji oryginału:

07.04.2026

Sprawdź także