EN
26.11.2022, 10:30 Wersja do druku

Teatr wtrąca się w mykologię. O „Grzybach”, premierze warszawskiego Teatru Powszechnego, rozmawiają Skrzydelski z Morozem

Moroz: Do teatru na grzybobranie. Jesteś za? 

Skrzydelski: Za? Mało powiedziane. Grzyby to właśnie ten temat, którego na scenach współczesnych brakowało najbardziej. Podobno jeden gigant teatru flamandzkiego ostatnio planował wystawienie megaprodukcji mykoznawczej w paryskim Odeonie, ale zrezygnował, gdy tylko się dowiedział, że Weronika Szczawińska pracuje nad podobnym scenariuszem. Zatem sprawa wydaje się nad wyraz prestiżowa.

Moroz: Ale czy na pewno mówimy o grzybach, takich jak maślaki i rydze? Używamy trochę mylącego tropu, bo czytelnicy gotowi zaraz pomyśleć o słynnej scenie z „Pana Tadeusza”. Tymczasem Szczawińskiej i Piotrowi Wawrowi juniorowi w Teatrze Powszechnym nie chodzi o zbieranie borowików i panienek, mimo że bohaterowie przedstawienia przyjmują grzybowe imiona na czas psychoterapii, w której uczestniczą. A zatem przede wszystkim idzie o grzyby nieco inne, jednak te znane z przyrody także są istotne.

Skrzydelski: Robi się ciekawie. Na pewno ciekawiej niż na scenie.

Moroz: Seans zażywania grzybów halucynogennych to niewiele?

Skrzydelski: Przepraszam, lecz bywają sytuacje, kiedy jest mi wszystko jedno.

Całość rozmowy - w Magazynie e-teatru

Źródło:

Materiał własny