19.11.2013 Wersja do druku

Teatr/Polityka 1:0

Powiedzmy sobie wreszcie głośno, wyraźnie i uczciwie, że w naszym kraju, progresywny, odważny i poszukujący teatr uprawia się zaledwie w KILKU INSTYTUCJACH - pisze Michał Centkowski w felietonie dla e-teatru.

Po tym co wydarzyło się niedawno w Teatrze Starym, warto się chyba zastanowić nad pewnym przedziwnym zjawiskiem, którego, jak sądzę, krakowska zadyma teatralna stanowi spektakularny dość symptom. Wsłuchując się bowiem w dyskurs publiczny, można od jakiegoś czasu dosłyszeć nieustanne ujadanie niektórych środowisk o tłamszeniu konserwatywnego widza, o zawłaszczaniu życia teatralnego przez agresywną, galopującą dekonstrukcję tego tzw. nowego teatru. W tej uroczej, acz oderwanej od rzeczywistości wizji, próbuje się nas wszystkich przekonać, jakoby ten progresywny, lewicowy czy jakkolwiek by go nazywać teatr, zdominował właśnie cały główny nurt życia teatralnego, jak Polska długa i szeroka, wypychając i wykluczając te szerokie, zgnębione masy spragnionych teatru opowieści. Otóż, Drodzy Państwo, powiedzmy sobie wreszcie głośno, wyraźnie i uczciwie, że w naszym kraju taki właśnie progresywny, odważny, poszukujący i zresztą za te poszuki

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Michał Centkowski

Data:

19.11.2013

Tematy w toku