Paulina Borowa-Misiarz pochodzi z Nidzicy, ale obecnie mieszka w Lublinie, gdzie wyjechała w pogoni za marzeniami. Jest aktorką, filologiem, pedagogiem i teatrologiem z pasją. Na co dzień pracuje w Niepublicznej Szkole Podstawowej ,,Skrzydła” w Lublinie, jako nauczycielka języka polskiego i instruktorka teatralna, gdzie realizuje autorskie projekty, a także wprowadza dzieci i młodzież w niezwykły świat sztuki.
Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że scena to Twoje miejsce?
Podświadomie czułam to od zawsze, jednak bardzo długo nie dawałam temu wybrzmieć. Zawsze lubiłam czytać i interpretować, wcielać się w rolę i grać, jednak cały mój młodzieńczy czas kręcił się wokół koszykówki. Była ona wówczas moim priorytetem. Mimo to, czułam, że ciągnie mnie do sztuki. To, że wybrałam Lublin, jako miejsce moich studiów, nie było przypadkowe. Wiedziałam, że przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim działa studencki Teatr ITP. Z jego twórczością zetknęłam się chwilę wcześniej, będąc w liceum. Bardzo mnie wtedy zachwycił, dlatego też chciałam dostać się do tej grupy i spróbować swoich sił właśnie tam. Tak też się stało, przeprowadziłam się do Lublina i zaraz jesienią wzięłam udział w rekrutacji. Przeszłam ją pozytywnie i ostatecznie dołączyłam do grona aktorów Teatru ITP. Był to dla mnie znak, że powinnam iść w tę stronę, że chcę się tym zajmować. Tam też po raz pierwszy świadomie poczułam, że scena to moje miejsce i mój sposób wyrażania się.
Nie chciałaś iść na studia teatralne?
Chciałam i się do nich przygotowywałam. Brałam pod uwagę kilka uczelni, żeby zwiększyć swoje szanse. Miałam wybrane teksty, nawet byłam na dniach otwartych w Szkole Filmowej w Łodzi, gdzie zostałam zapytana o to, czy nie chciałabym spróbować swoich sił na kierunku wokalno-aktorskim. Jednak ostatecznie do tych egzaminów nigdy nie podeszłam. Co roku mówiłam sobie, że spróbuję, nawet dla własnej świadomości. Moje życie się zmieniło, moje priorytety się zmieniły. Studiując filologię polską, realizując specjalizację teatralno-filmową i występując na scenie zaczęłam zadawać sobie pytanie czy jest inna droga poza ukończeniem państwowej uczelni teatralnej. Jak się okazało znalazłam odpowiedź na to pytanie i swoją własną ścieżkę. Na studiach dotarło do mnie, że teatr pociąga mnie nie tylko ze względu na aktorstwo. Zafascynowałam się samą wiedzą o teatrze. Ogromną przyjemność sprawiało mi pochłanianie książek teoretycznych, tych o historii teatru. Swoje dwie prace - licencjacką i magisterską - również poświęciłam zagadnieniom teatrologicznym. Pokochałam teatr w całości.
Jak wygląda proces przygotowania do roli – od pierwszego czytania scenariusza po premierę
Jest to generalnie długi i złożony proces, też często bardzo indywidualny, uzależniony od specyfiki danego spektaklu. W Teatrze ITP głównym etapem tworzenia nowego przedstawienia były coroczne warsztaty, które trwały około dwóch tygodni. Wtedy zazwyczaj reżyser ks. Mariusz Lach rozdzielał role, po czym każdy z nas miał czas na pierwsze zmagania się z tworzeniem postaci. Wyłaniały się wówczas też pierwsze koncepcje scen, które tworzyły szkielet całego spektaklu. Następnie wracaliśmy do Lublina, gdzie przez około miesiąc lub dwa dopracowywaliśmy i rozwijaliśmy to, co zrodziło się na warsztatach. Z perspektywy czasu bardzo doceniam ten etap i doświadczenie, jakie zdobyłam w Teatrze ITP. Nauczyłam się tam nie tylko podstaw aktorstwa, ale też myślenia całościowego o procesie powstawania spektaklu, np. tworzenia kostiumów, scenografii czy pracy czysto technicznej, np. przy oświetleniu. Mam również doświadczenie tworzenia spektakli i postaci scenicznych z innymi teatrami i twórcami.
Najświeższe z nich jest związane ze spektaklem ,,Tymon z Aten” w reżyserii Włodzimierza Staniewskiego. Jest to dzieło, które powstało we współpracy Ośrodka Praktyk Teatralnych ,,Gardzienice” z Teatrem Klasyki Polskiej. Jako absolwentka Akademii Praktyk Teatralnych ,,Gardzienice” dostałam szansę dołączenia do obsady tego spektaklu. Przygotowania do niego zaczęły się około rok przed planowaną premierą. Był to długi i bardzo wymagający czas, wypełniony licznymi próbami i pokazami przedpremierowymi. Wszystko zaczęło się od zapoznania się z tekstem, ponieważ ,,Tymon z Aten” powstał na bazie dramatu Szekspira o niemalże tym samym tytule, czyli ,,Tymon Ateńczyk”. W międzyczasie nastąpiło określenie ról, rozmowy o tekście - o tym, co jest w nim zawarte i co reżyser chciałby z niego wydobyć. Później oczywiście miało miejsce pierwsze tworzenie postaci, próba odczytania relacji między osobami w danych scenach. W teatrze nie istnieje zazwyczaj tylko ,,ja” — jestem ja, partner, konkretna scena i jeszcze cała historia spektaklu, która musi się wydarzyć. Myśląc ogólnie o procesie kształtowania roli mogę stwierdzić, że zaczyna się to w wielu przypadkach w podobny sposób.
Najpierw siadamy do tekstu, zapoznajemy się z nim, rozmawiamy o tym, jak to wszystko ma wyglądać. Zanim wydarzy się moment wejścia na scenę, często mija dużo czasu. Może oczywiście pojawić się sytuacja, że ze scenariuszami w ręku jest potrzeba, aby na bieżąco sprawdzać konkretne rozwiązania już w przestrzeni scenicznej. Wtedy na przemian próby przy stole wymieniają się z próbami w przestrzeni. Te próby w przestrzeni zajmują również bardzo dużo czasu. Trzeba wypróbować wielu rozwiązań, tak by wszystko do siebie pasowało. Czasami są to takie prozaiczne rzeczy np. jak przenieść ławkę z jednej strony sceny na drugą. W Gardzienicach jednym z fundamentów pracy jest muzyczność. Poza warstwą tekstu istotna jest także muzyka, śpiew, odpowiednie współbrzmienie, choreografia. Są to takie puzzle, które trzeba poskładać, zanim finalne dzieło się ukaże. Podsumowując, od pierwszego czytania tekstu po premierę trzeba liczyć zazwyczaj dużo czasu i naprawdę wiele pracy.
Czy praca w teatrze jest wymagająca? Ile czasu poświęcasz tej pasji?
Z mojego doświadczenia wynika, że jest to praca bardzo wymagająca. Sam zresztą teatr jest bardzo wymagający. O ile się to kocha i tworzy z pasji, to myślę, że jest łatwiej. Sam proces przygotowywania spektaklu potrafi być bardzo żmudny, wymagający dużej ilości prób i poświęconego czasu. Trzeba wziąć także pod uwagę presję i oczekiwania. Praca aktora wiąże się zawsze z pewną oceną, niekiedy też krytyką. Uważam, że w takich sytuacjach trzeba mieć dystans, pokorę, ale też świadomość siebie i pracy, jaką się w to wszystko wkłada. Teatr jest odpowiedzialną sztuką. Jest to machina złożona i rzadko kiedy odpowiada się tylko za siebie. Aktor z kolei powinien dysponować szerokim wachlarzem umiejętności. To wszystko wymaga dużej ilości czasu, pracy, a niekiedy nawet poświęcenia.
Jak łączysz życie prywatne z pracą zawodową i intensywnym grafikiem prób i występów?
W tygodniu pracuję w szkole, po pracy jeżdżę na próby do teatru, a w weekendy występuję na scenie. Oczywiście w tym wszystkim muszę jeszcze znaleźć czas dla siebie i rodziny, czyli na tzw. życie prywatne. Niekiedy trudno jest pogodzić te sfery ze sobą, zwłaszcza, kiedy zbliża się premiera i intensyfikacja prób jest bardzo duża. Miesiąc temu, przed premierą ,,Tymona z Aten”, mój dzień wyglądał tak: rano jechałam na próbę, potem jechałam do szkoły, a po szkole znowu na próbę. Późnym wieczorem wracałam do domu. Jest to zdecydowanie trudny i wymagający czas. Na szczęście moja codzienność poza takimi okresami jest spokojniejsza. Spektakle gram średnio podczas jednego lub dwóch weekendów w miesiącu. Próby wtedy są rzadsze, tylko po południu. W międzyczasie jestem w stanie znaleźć wystarczająco czasu na odpoczynek oraz na to, by zadbać o siebie, dom i najbliższych.
Czy masz tremę i jak sobie z nią radzisz przed premierą lub pełną salą widzów?
Trema jest zawsze, podświadomie. Każde wyjście na scenę wiąże się ze świadomością, że jestem obserwowana, oceniana. Najtrudniejsze dla mnie są jednak spektakle, kiedy wiem, że na widowni jest ktoś mi bliski. Mimo to radzę sobie dobrze z tremą. Nigdy mnie nie sparaliżowała. Mam na nią swoje sposoby. Jestem przekonana, że to wszystko jest również wynikiem mojej wieloletniej gry w koszykówkę. Podczas meczu obserwowali mnie kibice. Już wtedy musiałam nauczyć się radzenia sobie z presją, z oczekiwaniami, ale też odpowiedzialnością. Bycie aktorką jest w tym kontekście podobne do bycia sportowcem. Przed meczami miałam swoje małe rytuały, które pomagały mi w skupieniu się. Niektóre z nich zostały ze mną do dzisiaj, np. ćwiczenia oddechowe, trening mentalny, czy modlitwa. W sytuacjach, kiedy pojawia się stres i trema, najlepiej działa na mnie chwila wyciszenia. Potrzebuję wtedy pobyć sama ze sobą, pooddychać, przejść mentalnie kolejność scen, uświadomić sobie, że wszystko jest gotowe, pomodlić się. Dodam jeszcze, że teatr potrafi być bardzo nieprzewidywalny. Nieraz już na scenie, w trakcie spektaklu, dzieje się coś zaskakującego, niezaplanowanego. Wtedy trzeba reagować na bieżąco, a mi najlepiej pomaga w tym skupienie, spokój i niepoddawanie się pochopnym emocjom.
Które doświadczenia sceniczne wspominasz z największą radością lub dumą?
Jestem bardzo wdzięczna za każdy spektakl, którego częścią mogłam się stać. Z wielkim sentymentem wspominam swój pierwszy duży spektakl ,,Pieśń nad Pieśniami, czyli miłość w czasach apokalipsy” w reżyserii ks. Mariusza Lacha. Dostałam tam pierwszą dużą rolę, która wymagała ode mnie zagrania postaci, będącej przeciwieństwem mnie pod każdym względem. Pamiętam, że był to dla mnie duży krok w kierunku budowania poczucia pewności siebie. Z pewnością ważny był dla mnie również spektakl ,,Kobieta”, który współtworzyłam ze swoją przyjaciółką od podstaw. Ten spektakl opierał się na ruchu i plastyczności ciała. Opowiadał historię dwóch kobiet, sióstr, które nie miały pojęcia o swoim istnieniu. Był to bardzo ważny dla mnie krok w kierunku mojej własnej twórczości. Jednak chyba z największym wzruszeniem i radością wspominam spektakl ,,Pizza” Teatru ITP, z którym przyjechaliśmy właśnie do Nidzicy. Wystawiliśmy go w sali rycerskiej w nidzickim zamku. ,,Pizza” to spektakl, który opowiadał o historii pewnego małżeństwa, a także o tym, jak Bóg ingeruje czasem w nasze życie. Zagrałam w nim jedną z dwóch głównych ról. Najpiękniejsze, a zarazem najtrudniejsze było dla mnie to, że pierwszy raz, odkąd przeprowadziłam się do Lublina, mogłam wrócić do Nidzicy ze swoją twórczością. Na widowni siedziała moja babcia i kilka bliskich mi osób. Pamiętam jak ogromną dumę, radość i wzruszenie miałam wtedy w sobie. Chcę też jeszcze zaznaczyć, że jestem ogromnie wdzięczna i dumna za każdą rolę i spektakl, który mogłam dotychczas tworzyć. Wiem, że każdy wymagał ode mnie innej umiejętności, każdy był wyzwaniem. Jednak jestem szczęśliwa, że mogę robić to, co kocham.
Czy angażujesz się w inne projekty, np. reżyserię, produkcję lub pracę edukacyjną z młodzieżą?
Tak. Szkoła daje mi przestrzeń do pracy warsztatowej z dziećmi i młodzieżą, której owocem są najczęściej autorskie projekty. W zeszłym roku prowadziłam grupę samych dziewczynek. Efektem naszej pracy było przedstawienie ,,Mała Księżniczka”, będąca adaptacją utworu „Mały Książę”. Szkoła, w której obecnie pracuję jest bardzo otwarta na wszelkie działania artystyczne. Miałam również niezwykłą szansę stworzenia i wyreżyserowania małego przedstawienia ,,Ptasie radio” we współpracy z nauczycielami. Co roku jestem także zaangażowana w przygotowanie bardzo dużego projektu, którym jest Koncert Bożonarodzeniowy. Jest to forma widowiska, łącząca muzykę i teatr, a także wykorzystująca talenty uczniów. Sam chór liczy około 100 osób. Dzieci grają na przeróżnych instrumentach, tańczą, wcielają się w rolę, występują przed publicznością. A wszystko to dzieje się w profesjonalnych warunkach — na pełnowymiarowej scenie, z muzykami, z profesjonalną obsługą techniczną. Mnie przypada szczęście bycia koordynatorem teatralnym całego przedsięwzięcia. Jest to dla mnie niewątpliwie cenne doświadczenie. Ogólnie bardzo lubię pracować warsztatowo z ludźmi. Miałam okazję prowadzić warsztaty z osobami w różnym wieku, skupiając się na różnych aspektach teatru, np. ruchu scenicznym. Przynosi mi to wielką radość i satysfakcję. Mogę wtedy dzielić się swoim doświadczeniem i pasją.
Jakie masz plany na przyszłość, dalszy rozwój kariery?
Wiem, że jestem w takim wieku, że jeszcze wiele może się w moim życiu wydarzyć. Mam pewne plany, jednak staram się być otwarta i elastyczna na to, co życie chce mi podarować. Na ten moment chcę dalej rozwijać swoją pasję, jaką jest teatr, szukać ścieżek mojej twórczości. Moje marzenia i plany nie ograniczają się tylko do występowania na scenie, bycia aktorką. Wiem, że teatr to sztuka wielowymiarowa, a ja staram się czerpać z tego garściami. Jeszcze nie wiem, gdzie mnie życie finalnie pokieruje. Mimo to mam swoje intuicje. Wiem, w których sferach teatru czuję się dobrze. Wiem też, że na pewno chcę pracować z ludźmi, tworzyć, pokazując, że teatr nie ogranicza się tylko do sceny. Dla mnie jest to sztuka tak bardzo związana z życiem, z poznawaniem i odkrywaniem samego siebie.
Gdzie i co możemy obejrzeć w najbliższym czasie z Twoim udziałem?
Na pewno zapraszam do Lublina oraz do gardzienickiego Ośrodka Praktyk Teatralnych. Raz w miesiącu odbywają się tam tzw. Maratony teatralne. W ciągu weekendu można zobaczyć kilka spektakli repertuarowych, obejrzeć wystawy, a przede wszystkim spędzić miło czas. OPT ,,Gardzienice” to wyjątkowe miejsce o bogatej historii i tradycji. Na terenie ośrodka znajduje się kompleks pałacowo-zabytkowy, z ogrodami i budynkami, które zostały dostosowane do przestrzeni scenicznej. Na pewno w perspektywie najbliższych miesięcy i nadchodzącego roku, będzie można obejrzeć tam spektakle z moich udziałem.